W nawiązaniu do poprzedniej koci-noci oddaję głos Złemu Majorowi Witkowi, który słusznie zauważył, że jeśli czujesz się na siłach przyzwyczaić się do charakteru kota, bierz starszego. Bo jak nie ty, to kto? Wszyscy chcą małe, slodkie koteczki, a dorosły kot z własnymi nawykami często nie ma się gdzie podziać.

Kot dorosły brany od ludzi przychodzi z inwentarzem w postaci zabawek, własnej kuwety, żwirku, tony zaleceń i wyrobionego charakteru. Podobnie pewnie jest z dorosłym kotem ze schroniska, modulo zabawki i kuweta.

Zalecenia dawcy należy spróbować zapamiętać. Kota razem z kuwetą, zabawkami, miską pełną jedzenia i czymtam umieścić w bezpiecznym miejscu (szczególnie jeśli w domu już jest inny kot) i dać mu się oswoić z nowym terenem w swoim własnym tempie. Koty mają różnie, jeden wyjdzie i będzie zwiedzał chętnie, a drugi jeszcze przez miesiąc będzie się objawiał wyłacznie w postaci sików w kuwecie i żółtych oczu patrzących spod kanapy.

Kot dorosły ma swój charakter i koniec, im starszy kot, tym bardziej ustalone nawyki (zupełnie jak ludzie, Funky, bez żadnej różnicy). Kot może być przyzwyczajony do najdziwniejszych rzeczy, np. wyjadania jedzenia domownikom z talerza (tutaj się przydają zapamiętane zalecenia) — raczej nie należy się napinać, że da się go oduczyć. To nie jest oczywiście tak, że trzeba się dostosować do kota, ale jednak trzeba wykazać pewną elastyczność i zwrócić uwagę, z czego kot może zrezygnować, a z czego nie, bo inaczej wszyscy się będą męczyć i już.

Myślę że do tego się całość tematu sprowadza: do zwracania uwagi na zwierza i wypracowania sobie jakiegoś modus vivendi. Kot dorosły jest zdecydowanie bardziej nowym współlokatorem niż słodki mały kotek, którego wszystkiego można nauczyć.

 

Bart napisał notkę, radkowiecki napisał, a i ja coś źle się czuję. Zatem odgrzebałam stare zamówienie na nocię i oto ona.

Któregoś dnia kolega postanowił wziąć kotka, a ponieważ jest osobą inteligentną i pozbieraną, zapytał publiczność, jak się do tego poważnego kroku przygotować. Udzielono mu tylu rad, że powstydziłyby się mamusiowe foraski. Pozbierałam i zatem w punktach.

W domu pojawia się mały kotek, co robić?

Zagadnienia ogólne wstępne
  • Fajnie jest wziąć dwa koty, bo będą się sobą zajmować, czyścić sobie uszy i mniej megatęsknić, jak już wrócisz do pracy.

  • Weź parę dni urlopu i aparat fotograficzny.
  • Zależnie skąd masz kota, czasem dobrze wziąć futro na przegląd, żeby było zdrowe, bez robali, z czystymi uszami itp. Warto zrobić kotowi przeglądowe badanie krwi na okoliczność chorób przewlekłych.
  • Zkliwiduj serwetki, dywaniki i makatki. Schowaj papier toaletowy. Zabezpiecz wszystko, co może zostać zrzucone, ściągnięte piętro niżej, stłuczone, pogryzione. Wszystko zabezpiecz.

  • Kot dostanie się wszędzie. Wszędzie.

Zakupy
  • Nabądź kuwetę, może być od razu większa. Może być odkryta lub zakryta, ale z zakrytej na razie wymontuj drzwiczki. Dobrze by było, żeby wiaderko kuwety nie było na razie bardzo wysokie.

napuść wody do wanny, żeby nie przedkładały jej nad kuwetę.

  • Opcjonalnie matę przed kuwetę, na której kot zostawi wszystkie te cudowności, które włażą mu w łapy podczas wizyty w kuwecie.
  • Nabądź trzy miski, podgumowane, czyli nieślizgające się. Z każdym kolejnym kotem powyżej jednego — kolejna miska. W jednej woda, w drugiej suche żarcie, w trzeciej, osobistej, mokre.
  • Opcjonalnie podkładkę pod miski, żeby futro nie mlaskało na podłogę.
  • Kocie żarcie dla małych kotków, mokre i suche, najlepiej wedle rady poprzedniego właściciela lub weterynarza. Może nawet jakieś młodokocie witaminy.
  • Przyda się jakieś legowisko, w którym kot będzie się czuł bezpiecznie. Wiklinowy domek jest spoko, można wyłożyć go wziętym od poprzednich właścicieli kawałkiem starej szmaty o znajomym zapachu, czystym (po raz ostatni) ręcznikiem, kocykiem pluszowym albo płaską poduszką.

  • Kot i tak będzie spał, gdzie chce, ale jedno miejsce powinno być JEGO.

Okołokuwetowe zagadnienia szczania i srania
  • Kiedy tylko mały kotek zacznie kucać w nieprzepisowym miejscu, delikatnie zanieś do kuwety. Łatwizna.
  • Najwyżej może Ci trochę nasikać na rękę, ale bez przesady.
  • Kuwetę na początku czyść od razu, żeby koti nie zaczęły brudzić poza nią. Potem się przyzwyczają i będzie można tylko raz dziennie.
  • Żwirek na początku bezzapachowy, bez odkażaczy i odsmradzaczy. Po jakimś czasie będzie można poeksperymentować (kot ewentualnie da znać, że nie lubi konkretnego rodzaju). Sama zaczęłam od żwirku bentonitowego, który szybko wszystkim się znudził, bo się lepił i śmierdział. Przeszliśmy na drewniany (można spuszczać w kiblu), potem silikonowy (dobrze wchłania płyny i zapachy).
  • Kuweta zwykle stoi w łazience, więc trzeba kotu zrobić jakiś otwór w drzwiach, bo prędzej czy później ktoś je zamknie.

Higiena osobista
  • Kota się nie pierze, nie wyżyma, nie dręczy. Nie straszy dla zabawy!
  • Jeśli zamierzasz samodzielnie obcinać kotu pazury, trzeba ostrożnie i dobrze jest przyzwyczajać kota wcześniej niż później.
  • Kupujesz obcinaczkę do kocich paznokci, wabisz kota na kolana, jeszcze nie głaszczesz! Nagroda ma być po fakcie, bo inaczej potraktuje ją jak zapowiedź zdrady. Układasz kota wygodnie dla niego, najlepiej na boku. Delikatnie bierzesz przednią kocią łapkę w palce, naciskasz — delikatnie! —  żeby wysunęły się pazurki. Wsuwasz jeden pazurek w otwór obcinaczki, nie za daleko, i stanowczym ruchem obcinasz czubek. Czynność powtórzyć na wszystkich przednich pazurkach. Tylne zostaw w spokoju.
  • Po zakończeniu operacji pogłaszcz kota i postaw przed drapaczką, niech sobie wyrówna.
  • Jeśli na początku się wyrywa, puść, żeby nie straumusiał, następne podejście wykonaj, jak zapomni o poprzednim (kwadrans, góra godzinę później).
  • Uwaga. Koty, tak jak my, mają pazur nadający się do obcięcia na samym końcu, a wcześniej, tak jak my, mają takie różowe. Tam jest żywe i nie rań tam kota, bo nigdy więcej nie pozwoli obciąć sobie niczego.
  • Nie obcinamy kotom ogona, uszu ani wąsów (te nazywają się “wibrysy” i są futru niezbędne do poruszania się po terenie).
  • Jeśli obawiasz się przycinania pazurów, na pierwszy raz idź do weta i każ się nauczyć.
  • Analogicznie z czyszczeniem uszu. Nie chcesz zrobić kotu krzywdy patyczkiem do uszu.
  • Kocie miski trzeba czasem umyć.
Jedzenie
  • Nie pozwól kotu zjeść wstążki takiej jak do prezentów.
  • W misce ma być codziennie świeża woda.
  • Moje rano dostają odpowiednią dla swojej wagi i wieku ilość mokrego (za młodu różne puszki, w czasie dorastania lubiły whiskasa i royal canin z torebki, w wieku dojrzałym żrą bozitę z pudełka, ona ma dobry stosunek walorów do ceny) oraz wieczorem niezbyt dużo suchego do chrupania (royal canin i innego nie chcą. royal canin nie jest tanie, więc poeksperymentuj najpierw z tańszymi, nie powtarzaj mojego błędu!).
  • Adresy sklepów wysyłkowych: zooplus.planimalia.pl
  • Wbrew stereotypom raczej nie dajemy sierściuchowi mleczka na spodeczku, bo mają po nim aromatyczną sraczkę. Można ewentualnie kupić specjalne mleko u weterynarza albo w niektórych sklepach zwierzakowych. Woda jest spoko. Przegotowana albo przefiltrowana, chyba że też pijesz swoją z kranu.
  • Nieduże kotki troszeczkę czasem rzygają. Dopóki nie jest to krew, jelita albo bez przerwy, nazywamy to “kłaczkiem” lub “bezoarem” i sprzątamy, zanim ktoś wdepnie.
Drapanie, głównie mebli, oraz inna demolka
  • Kiedy tylko mały kotek zacznie drapać mebel, delikatnie ujmij kota w dłoń i oprzyj o drapaczkę (0,5 tys. razy).
  • Moje koty od maleńkości przedkładają drapaczki przyczepione do ściany nad leżące lub mobilne. Najbardziej lubią wiklinowe koszyki.
  • Koty kradną słomki z drinków.

  • Oraz zżerają bukiety.

  • Przewracają również wazony, konewki i kwiaty doniczkowe. Te ostatnie na którymś etapie także zostaną rozkopane.
  • Wśród nerdów popularna jest obawa, że kot gryzie kable. Jeśli kot ma co gryźć, zostawia kable w spokoju. Jeśli nie, należy uczynić kable mniej interesującymi,  zasłonić, popsikać odstraszaczem.

  • Odstraszacze są do nabycia w sklepach zoologicznych, dwa rodzaje: a) zawierają nieprzyjemny kotu zapach, b) zawierają nieprzyjemny kotu dźwięk i/lub wilgoć. Pierwszym rodzajem pryskać kable, drugim rodzajem pryskać kota.
  • Także skórka mandarynki ściśnięta nad kablami wydziela zapachy, których niektóre koty nie lubią.
  • Ogólnie na odstraszanie plan trzeba mieć. Kot gryzie kable = kotu nieprzyjemnie. Kot nie gryzie kabli = kotu przyjemnie i w ogóle nie nudno.
  • Zapewnij kotowi coś do gryzienia, bo musi jakoś przeząbkować z mleczaków. Gałąź? Krótki kawał sznurka? Coś ze sklepu z rzeczami do gryzienia dla kotów?
Zagadnienia ogólne zaawansowane
  • Patrz pod nogi, powoli odsuwaj krzesło na kółkach, powoli zamykaj i otwieraj szafki i szuflady. Sprawdź, czy nie ma w środku żądnego przygód małego koteczka.
  • Sprawdzaj stan zakocenia w pralce, zmywarce, suszarce, piekarniku — przed włączeniem.
  • Zablokuj przestrzenie pod szafkami, które są mniej więcej wysokości małego, płaskiego kota (zwykle niebezpieczeństo czyha w kuchni).
  • Okna uchylne służą jako narzędzie śmierci samobójczej małego kotka (kotek włazi do połowy, a potem jest za słaby, żeby się z pułapki wydostać).
  • Podobnie jak otwarte kible.
  • Ponadto do otwartego kibla kot wrzuci wszystko, co Ci drogie.
  • Nie zostawiaj papieru toaletowego luzem ani zalotnie zwisającego. Może dzięki temu kotong nie odnajdzie zamiłowania.
  • Cokolwiek zostawisz na podłodze, będzie kocią zabawką. Jeśli kładziesz na ziemi foliową torebkę, przetnij jej najpierw uszy.
  • Można kota nauczyć, żeby przychodził — jak, powiedzmy, pies. Różnica jest tylko taka, że kot przyjdzie albo nie. Moje przychodzą (jeśli mają ochotę), kiedy miauknę, poklepię się po nodze i pokażę otwartą dłoń. Mogę zaprezentować na życzenie.
  • Głaszcz kota, kiedy tylko ma ochotę.
  • Jeśli naprawdę jest potrzeba kota wystraszyć, działa hissnięcie. Takie “hśśhśśśhśś”. Wpisz w gugle imydżes “hissing cat”, zobaczysz, o co chodzi.
Pytania dodatkowe

Brać dużego kota czy małego?

Małe są smaczniejsze! Bierz małe. Duże nie nabiorą odpowiedniego dla Ciebie charakteru, bo mają już własny.

Po przeczytaniu tego wszystkiego trochę się boję.

Nie bój nic, trzeba uważać na trzysta rzeczy na krzyż, a radości jest pińcet! Also, bitches love kittens.

give them kittens

Co zrobić z kotem, który jest z nami od 5 lat i nagle postanowił odlać się na kanapę? (Kuweta czysta).

Sprawdzić w swoim sumieniu, czym mu podpadliście. Jeśli jednorazowo, to może być stres lub ma coś za złe. Jeśli będzie się powtarzać, zrobić badanie moczu.

Co robić z młodym i pojebanym, który ma pazury i zęby już takie, że jak się “bawi” z ręką, to do krwi? Na klapsy w dupę się uodpornił.

Ręką nie wal, bo se skojarzy, że to samo tłucze i głaszcze. Hissaj, a jeśli zwierzę jest bardzo brutalne, złap mocno za kark i hissaj. Potem oddal się z godnością i olewaj przez kwadrans. W razie potrzeby eskalacji można syczeć sprężonym powietrzem z puszki, to już w ogóle potwór.

Więcej dobrych rad i dużo wartościowych uzupełnień do powyższego można znaleźć w dyskusji na g+.

Podziękowania otrzymują: zill, boska, kojer, niesłuch, ausir, leslie i inni. Zdjecia robili goście domu. Wystąpili: Gruby, Głupia, Pendrak, Rudy, Czarny i Mała.

 
steak doneness

source: dunno

 

Nerd ma dwa końce. Jeden, na którym nerd chce kogoś mieć, ale nie wie, jak do tego podejść, i drugi, na którym ktoś chce zarwać nerda, ale nie wie, jak do tego podejść. Spieszę z fachową pomocą, gdyż nerdy potrzebują miłości bardziej niż wygodnego edytora, bardziej niż chętnego rozmówcy o innym ulubionym systemie operacyjnym, bardziej niż zimnej pizzy i ciepłej coli naszej powszedniej daj nam dzisiaj, słowem — jak mało czego.

Chcemy zarwać nerda

Podoba nam się ta osoba w okularach i chcemy, żeby jej oczy świeciły się na nasz widok tak samo, jak wtedy, gdy NASA wystrzeli nowego satelitę, odkancelują Futuramę albo nasz nerd/nerdzica ze wzruszeniem odkryje, że napisany przezeń soft (najlepiej darmowy) jest już do ściągnięcia na torrentach.

Niedobra wiadomość dla chętnych o małolitrażowym ego jest taka, że nawet kiedy nerd już zostanie poderwany, szanse na huczną manifestację uczuć nie są wysokie. Nerd będzie Cię najprawdopodobniej kochać mocno, ale okazywać to, oględnie mówiąc, dyskretnie. Dobra wiadomość jest taka, że jak nie będziesz szukać potwierdzenia swojej wartości w relacjach ukochaną osobą, dobrze na tym wyjdziesz. Ponuro zabrzmiało, ale serio tak jest.

Podryw:

Twój obiekt uczuć może mieć pewne dysfunkcje społeczne i zachowywać się inaczej, niż można by się spodziewać, nawet w zupełnie standardowych sytuacjach.

Przykład: Siedzicie bandą w knajpie i gadacie przy piwie, wasze kolana przypadkiem zetknęły się pod stołem. Obiekt uczuć zesztywniał i posiniał, nerwowo wybiegł do kibla przypudrować nosek. Jak usiądzie z powrotem, proponuję dyskretnie (bez angażowania w to reszty bandy) spytać, czy coś się stało, kiedy walnąłeś ją niechcący nogą pod stołem i czy wszystko okay. Oswajanie i unormalnianie  przerażających i niewiadomocoznaczących sytuacji uspokaja nerda i rodzi komfort przebywania w Twoim towarzystwie.

Nerdy są małomówne, więc będzie dużo słuchania. (Czasem będzie trzeba ustalić granice, więc poćwicz precyzyjne określanie swoich możliwości; odkładanie tego na później i eksplodowanie z gwizdem nie jest seksi). Kiedy wykaże się minimum zainteresowania nerdem, nie ma bardziej rozgadanych niż te milczące. Godzinami mogą mówić swoich licznych pasjach i o pracy, w tym o kołorkerach. Jak najbardziej opowiadaj o swoich, ale dobrze jest się dostroić kontekstem.

Przykład: Jeśli dziś Twoja randka opowiada akurat dużo o tym, jak robili serwerownię, nie odwdzięczaj się tym, że u Ciebie w robocie Krycha ma straszne paznokcie, a Zocha właśnie rozstała się z facetem i histeryzuje. Opowiedz, jak robiliście w fabryce jakiś projekt. Na Zochę i Krychę będzie czas, kiedy randka opowie o Ździchu, który kupił sobie totalnie obciachowy motór, albo o Nowym, który potrzebuje szkolenia z basha.

Nie przejmuj całej inicjatywy podczas zalotów — jeśli obiekt starań wykazuje chęć współpracy, daj się mu/jej wykazać, choć być może czasem trzeba będzie coś podpowiedzieć.

Przykład: Umawiacie się do kina, na wszelki wypadek na film sajens fikszyn. Było miło, film się podobał albo nie, proponujesz, że no to chodźmy za tydzień znów, ale tym razem obiekt zalotów niech wybierze seans. Jak nic ciekawego nie grają, to spotkajmy się gdzie indziej i zróbmy co innego, na co obiekt ma ochotę. Widzisz — niby Ty proponujesz, ale główna decyzja jest po drugiej stronie.

Nerd płci obojętnej nie chce, żeby było łatwo, a konkretnie, to nie zna i/lub nie rozumie sytuacji, w której jest łatwo, więc nie umie się w niej znaleźć. Ale za to dużo lepiej funkcjonuje, kiedy ma instrukcję obsługi.

Przykład: No tu się muszę zastanowić. Ale generalnie chodzi mi o to, że nie możesz wyłącznie chichotać z żarcików (dziewczęta) albo słuchać uważnie i kiwać głową (chłopcy). Z drugiej strony, jak nerd nie wie, co ma zrobić i czego się spodziewać, to się bezradnie zamota (a potem ucieknie w bezpieczne miejsce i będzie trudno go/ją wyciągnąć). Zatem dobrze jest i werbalnie, i konsekwentnym zachowaniem zapewnić, że jak nerd poczuje w jakiejś sytuacji z Tobą, że jest w dupie, to może to zakomunikować i oczekiwać prostego wyjaśnienia lub nadania kierunku.

Obsługa:

Zakładam, że skoro ostrzysz sobie zęby akurat na nerda lub nerdzicę, pewne rzeczy są dla Ciebie jasne. Ale tak dla przypomnienia:

Znakomitym lekarstwem na niepewności i inne śliskie historie w związku są rozmowy wprost. Zapomnij o gierkach i przeciąganiu liny — pierwsze prawdopodobnie umknie roztrzepanej uwadze nerda, a z drugiego błyskawicznie się wycofa i będziesz mieć u boku nieszczęśliwą faję. Oto ilustracja (thx to psiekl).

A propos rozmowy, komunikacja precyzyjna (nawet o zranionych uczuciach czy zawiedzionych oczekiwaniach) po wielu latach testów z placebo w grupie kontrolnej okazała się najlepszym rodzajem komunikacji. Na początku procesu wdrażania komunikacji w związek nerd może zachowywać się nieadekwatnie — najczęściej jest to znak, że trzeba podsunąć instrukcję obsługi.

Przykład 1.
- Jak poszliśmy do knajpy z ziomami, to przez cały wieczór nawet piwa mi nie przyniosłeś!
- Mumble mumble, jak ci się nie podobało, to mogę chodzić do knajpy z ziomami sam.
- Ojtam ojtam. Po prostu ryfiato się poczułam, jak zabrałeś mnie gdzieś, a potem zapomniałeś, że zabrałeś. Nic wielkiego, poza tym sama sobie poradzę, ale wiesz. Następnym razem jak szepnę ci na ucho, że chcę piwo, to zapytaj głośno, czy chcę piwo, a potem przynieś. Nie bój nic, ziomy nie uważają, że jesteś miętki, jak jesteś dla mnie miły, tylko ci zazdroszczą, że masz fajną laskę.
- No coś w tym może jest.

Przykład 2.
- Kochanie, jak byliśmy ostatnio u moich rodziców, to się niezręcznie czułem, jak od razu wyciągnęłaś książkę i zaczęłaś czytać.
- Czemu? Nudno było, no i o czym mam z nimi gadać?
- Oni są trochę w konwenansie, ale jak się rozluźnią, to się robią fajni, a się spięli, że mają cię poznać.
- No to ja ich nie rozepnę raczej.
- Zróbmy tak, że powiem im, że jak ty się spinasz, to się chowasz za książką, a następnym razem zarzucę jakiś temat, żebyś się mogła podłączyć, potem oni odpowiedzą i dalej jakoś pójdzie. A jak będzie totalnie nudno, to napisz mi smsa z kibla i jakoś zorganizuję, że się zawiniemy wcześniej.
- Ale ja się wcale nie spinam!
- Tylko tak im powiem, żeby się nad tym nie głowili, tak im będzie łatwiej sparsować temat.
- No dobra.

Nerdy często mają obojętny stosunek do swojego wyglądu, ubrań i higieny. Najwygodniej wejść z nerdem lub nerdzicą w taki deal, że życzliwie i bez złośliwości dasz znać, że jest taka sprawa, że trzeba zmienić skarpy, a on/a wtedy bez czerwienienia się i robienia z igły wideł ma polecenie wykonać i po sprawie.

Osoba nerdowa jest partnerem wiernym, chyba że ustalicie inaczej. Także doradzam pewną czujność, kiedy znajduje się w otoczeniu podobnych sobie, ale Twojej płci — coś im się może wtedy pomylić.

Chcę kogoś mieć, jestem nerdem

I’m kinda helpless here, ale spróbujmy bez powtarzania się. Najpierw przygotowania:

  • Charakter masz, jaki masz, co nie znaczy, że bycie paruvą nie ma wpływu na Twoje szanse. W kontekście międzyludzkim możesz nad sobą pracować. Jeśli nie kumasz, o co chodzi z tymi emocjami albo podejrzewasz, że nie widzisz jakiejś belki w oku swoim, bo na polu osobistym non stop poracha, porozmawiaj z kimś, kto się do tego nadaje, a potem użyj swojego cudownie analitycznego umysłu, żeby wyciągnąć z tej rozmowy wnioski. Następnie wdrażaj i ćwicz.
  • Myj się co rano i zainwestuj w tiktaki, nawet jak Ci nie jedzie. Noś je przy sobie razem z multitoolem. Raz na tydzień obcinaj paznokcie u rąk (wszystkie!), raz na dwa tygodnie sprawdź paznokcie u stóp i reaguj adekwatnie.
  • Idź do fryzjera. Jeśli masz krótkie włosy, to trzeba co miesiąc-dwa poprawiać. Ja zawsze ostrzegam mojego fryzjera, że nie układam, nie czeszę, nie wcieram i co mi pan teraz zrobi? Najlepiej coś bezobsługowego.
  • Jeśli jesteś płci męskiej i włosy na głowie przerzedzają Ci się tu i ówdzie, zainwestuj w glacę, czyli kup sobie warczącą strzyżarkę i śmiało korzystaj za każdym razem, jak Ci się przypomni (albo częściej).
  • Bardzo mi przykro, ale idź do dentysty. Technologia poszła do przodu, to już nie boli; oczywiście kosztuje, ale inwestycja się zwraca.
  • Dbaj o swoje ciuchy — mogą być stare, ale nie mogą być woniejące, przetarte, suchoplamiaste i wszystkie w kamuflaż. W kamuflaż mogą być wyłącznie spodnie lub kurtka (do noszenia osobno). Jeśli masz żyłkę awanturniczą, podpowiem, że czarny pasuje do wszystkiego, a jak dodasz do niego zielony OR piaskowy brązowy (nie sraczkowaty) OR niebieski, to już jesteś tęczą na nerdzim firmamencie. Jeśli jesteś początkujący/a, biały sobie odpuść, za duże ryzyko. O białych tiszertach, nawet ze świetnym obrazkiem, w ogóle zapomnij.
  • Skarpetki wyłącznie bawełniane. Jeśli masz jakieś z plastikiem, wyrzuć je, bo śmierdzą.
  • Trzymaj się prosto i poćwicz przed lustrem uśmiechanie się.

Dobrze, teraz jesteś nerdem na wydaniu i masz praktycznie takie same szanse, jak reszta społeczeństwa. Jeśli jesteś heteroseksualną dziewczyną, to w zasadzie już możemy otwierać szampana — wpuścić Cię na imprezę dla geeków i gotowe, na Ciebie jedną przypada co najmniej pięciu chłopa, tylko ich nie strasz. Jeśli jesteś facetem hetero, będzie trochę trudniej, ale niewiele, po prostu z jakiegoś powodu musisz wyjść na fajniejszego niż pozostałych czterech.

  • Nie mów wszystkiego, co ci przychodzi do głowy. Jeśli masz śladowe ilości empatii, najpierw się zastanów, jak coś, co chcesz powiedzieć, sam(a) byś odebrał(a) — to zajmie góra dwie sekundy. Unikamy tekstów, po których wychodzisz na paruvę, miętką paruvę, stalkera lub histeryczkę. Lepiej zmilczeć, niż rozwiać dobre wrażenie.
  • Jeśli nie masz śladowych ilości empatii, poczekaj na kolejną część poradnika.
  • Jak nie wiesz, co powiedzieć, wyprostuj się i powiedz, że nie wiesz, co powiedzieć, a potem się uśmiechnij. Jeśli obiekt zainteresowania nie zachowa się wtedy odpowiednio — good riddance.
  • Dynamika w grupie — nie bierz wszystkiego do siebie, nie tłumacz się z niczego (w ostateczności — nie dłużej niż jednym zdaniem); jak ktoś kieruje w ciebie werbalną agresję, roześmiej się z dyskretnym parsknięciem i nie drąż zagadnienia.
  • Wiem, wiem, lata praktyki w juznecie i na forach, ale postaraj się nie dążyć do wygranej w każdej dyskusji, tylko wykorzystaj je do zebrania wiedzy o obiekcie oraz do zaprezentowania się.
  • Nie zapamiętuj się także w monologach na interesujący cię temat. Jeśli obiekt zapytany, czy to ciekawe, powie, że już tak sobie średnio, suck it up, przeproś z uśmiechem (było ćwiczone?), i postaraj się z gracją zaproponować coś innego, na przykład spytaj obiekt o pracę/hobby.

Tak czy inaczej, żeby kogoś spotkać, trzeba wyjść z domu i obcować z ludźmi. Im więcej ludzi, tym większa szansa, że wśród nich coś się trafi, czysta statystyka. Nie trzeba od razu pakować się w parady na mieście ani zapisywać na kurs salsy, spokojnie można najpierw dołączyć do jakiejś koedukacyjnej grupy powiedzmy w internecie (gildia w WoWie, użytkownicy blipa, jakieś forum wedle uznania), a potem po prostu pojawić się na zlocie. Im więcej grup i zlotów, tym lepiej dla nerda na wydaniu.

 

Z takim pytaniem zwrócił się kiedyś do mnie jeden z przyjaciół z blogrolki. Zadumałam się, spodobało mi się, więc zadumałam się jeszcze raz. Dlaczego mnie pyta? Skąd mam wiedzieć? Czy to jest pytanie z podstępem?

Szybko i rezolutnie uświadomiłam sobie, że pyta, bo od paru lat przychodzi do mnie na imprezy i wygląda, jakby nieźle się bawił (czyli siedzi w kącie i łypie — Zły Major Witek przyznał, że czasem się za nim skrada i uważa, że to miły człowiek). Zatem zapewne życzliwie założył, że wiem, jak stworzyć warun. No więc to nie tak, że wiem.  Musiałam powrócić pamięcią do wczesnego dzieciństwa, żeby sformułować coś pomocnego.

(Jeśli nie interesują Cię warunki, w których dorastała moja fascynująca osoba w wieku lat 2-5, a chcesz się tylko dowiedzieć, jak zrobić jedną imprezę dla nerdów, kliknij tu).

Kiedy byłam mała, gdzieś pod koniec stanu wojennego, mieszkałam z matką i jej chłopakiem w domku koło Jeziorka Czerniakowskiego. Oboje pracowali w domu (kiedy się wyprowadziłam, nie mogłam zasnąć bez szumu maszyny do szycia i stukania maszyny do pisania, więc zostawiałam na noc włączony komputer) i często ktoś zaglądał.

Haha, jakie fajne niedopowiedzenie. Często, to były pokoty (didaskalia dla młodzieży — pokot następował wtedy, kiedy trzeba było gości przenocować, bo już jest godzina policyjna), na naszej podłodze mieściło się kilkanaście osób pozawijanych w kołdry, koce, obrusy i śpiwory. “Ktoś zaglądał” bez przerwy, wszyscy mieli długie włosy i okulary, a w ręku obowiązkowo papieros i szklanka. Rozmawiali o polityce, poezji i pieniądzach. Nie gotowali i nie jedli, chyba że kanapki.

Raz spytałam matkę, o czym rozmawiają dzieci (żadnych jeszcze nie znałam, a mój brat, którego widywałam w weekendy, był dopiero kłębkiem bawełny i niepokojących zapachów). Po krótkim zastanowieniu odpowiedziała, że o tym samym, co dorośli. Parę miesięcy później do domku obok wprowadzili się nowi sąsiedzi, mieli córkę circa w moim wieku. Dorośli posadzili nas w ogródku, gdzie miałyśmy grzecznie się bawić. Powiedziałam mojej nowej znajomej, że jak mamy pić sok ze szklanek, to oczywistym jest, że musimy się tymi szklankami stuknąć, jak dorośli. Oczywiście robiła to pierwszy raz w życiu, więc trochę się nam potłukło. Wytłumaczyłyśmy rodzicom, co zaszło, a sąsiadka już nigdy nas nie zaprosiła.

Dość wcześnie wyszło na jaw, że mam dobrą rękę do nerdów (bo z normalsami szło mi jak widać). Kiedy miałam ze cztery czy pięć lat, na pięterko wprowadził się samotny pan z synem. Pan często płakał i krzyczał, a mnie poinformowano, że chłopak jest co prawda w moim wieku, ale od miesięcy w ogóle nie mówi i jest aspołeczny, więc nie powinnam liczyć na jego towarzystwo podczas łażenia po drzewach i liczenia pasów na kominach elektrowni. Oczywiście nic mnie to nie obeszło i po paru tygodniach poinformowałam dorosłych o przyczynach strajku młodego człowieka, który po prostu był niewyobrażalnie smutny z braku mamy. Dorośli się trochę podekscytowali, że skąd wiem, ale jak to skąd, powiedział mi. Nie był wybrakowany w narządzie ani upośledzony w rozwoju, tylko po prostu przygnębiony. Wyprowadzili się gdzieś na wieś, a liczne anegdoty z nimi związane zapodam kiedy indziej.

Z nudów szybko nauczyłam się czytać, co wprowadzało pewną niezręczność towarzyską. Mój pokój był przechodni między korytarzem a kuchnią, więc przez parę lat uważałam, że dorośli mają szczególny cykl dobowy: w dzień siedzą albo chodzą wyprostowani, a pod wieczór przemieszczają się na kolanach. Po latach dopiero dotarło do mnie, w jaką paranoję musiał wpędzać czołgających się do kuchni ludzi widok trzylatki z książką, zwłaszcza że lubiłam wylegiwać się na parapecie, na plecach siedział mi kot, a wzrok miałam taki, jak ta dziewczynka ze zdjęcia z pożarem na drugim planie (jak ktoś ma tę fotę, niech wrzuci).

Czasem w nocy ktoś pukał, wsuwał rękę z banknotem, matka wtedy zabierała pieniądz i zamykała drzwi, do których potem ten ktoś się dobijał. Po latach wyjaśniła, że przechodniom często mylił się nasz dom z następnym, w którym była melina.

Nie mogę napisać, że w domu była nieustająca balanga, bo jeszcze się jakaś opieka społeczna zainteresuje. Nie było balangi. Owszem, dużo ludzi łaziło po domu, palili ładnie pachnące papierosy, rysowali kwiaty na ścianach, chichotali, grali na gitarach i czasem śpiewali, puszczali muzykę z czarnych płyt. Nie tańczyli. Jak dużo ich spało, to potem były wesołe śniadania ciągnące się do wieczora. Pisali na zmianę na maszynie, a najczęściej wszyscy siedzieli w dużym pokoju i czytali książki, a matka robiła swetry na drutach albo spała. Czasem w kilkanaście osób siadali wokół radia, a potem się złościli albo wzdychali ciężko. Czasem ktoś mieszkał przez parę tygodni, co było fajne, bo miałam z kim pogadać i pójść popływać w jeziorku (jakiś dzieciak się utopił i nie mogłam już łazić sama).

W każdym razie nie było to nijak podobne do wizyt u cioć-babć, kiedy trzeba było ubrać się w coś niewiarygodnego, nie garbić się przy niskim stole, pić herbatę ze szklanek i uważać na obrus. Czytanie przy stole było niegrzeczne, podobnie jak grzebanie sobie w zębach, zjadanie wszystkich nieświeżych ciastek, niezjedzenie ani jednego nieświeżego ciastka, włażenie pod stół, odzywanie się, co-tak-cicho-siedzenie i zbyt częste pytanie, kiedy wracamy do domu.

Wnioski

Trzeba wyłożyć miseczki z czipsami w punkcie, w którym nerdy mają przebywać. W kiblu umieścić nową rolkę papieru toaletowego. Obciąć kotom pazury, schować lub zabezpieczyć delikatne przedmioty. Powiedzieć gościom, że jak chcą pić alko, to mają go sobie przynieść, a jak zamierzają coś jeść oprócz czipsa, to tym bardziej. Przede wszystkim należy ich zaprosić i podać adres. A jak przyjdą, to się nimi w ogóle nie zajmować.

 

Tekst ten powstał w 1998 r., kiedy już prowadziłam nerd shelter, ale jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy. Zamieszczam go w postaci nieocenzurowanej, bo jestem zdania, że jak człowiek za młodu był głupi jak wiadro, to można mieć nadzieję, że teraz widać różnicę.

Jak dobrze się bawić za 10 zł.

Idziemy do knajpy, kupujemy jedno piwo i wracamy smutni do domu, bo już nie mamy pieniędzy (wyjście złe) albo kombinujemy lokalnie (wyjście lepsze o tyle, że tańsze).

Jeśli dysponujemy lokalem samodzielnym (bez rodziców), jesteśmy w lepszej sytuacji niż osoby na garnuszku. Osoby na garnuszku mogą pójść do kolegi/koleżanki, która jest sierotą, albo jest bardziej przedsiębiorczy/a niż my i mieszka sam(a) bądź ze znajomymi.

Oczywiście raźniej jest uprawiać rozrywkę parami lub grupowo (jak każdy ma tylko dziesięć złotych, to jeszcze lepiej).

W nawiasach kwadratowych podajemy ceny zabawy. Nie braliśmy pod uwagę kosztów prądu, wody, gazu, rozmów telefonicznych i czynszu. Większość proponowanych zabaw jest kompletnie darmowa, choć lepiej do nich coś popijać.

1. Rozrywka w samotności, mieszkanie samodzielne.

Kupujemy wino sofia [6.20] lub dwa piwa [2*3.00] i jakieś fajki [3.50-5.10]. Zasiadamy w mieszkanku i kombinujemy. Jeśli mamy telefon, dzwonimy [0.35] do bratniej duszy i informujemy, że napoczęlismy winko białe, półwytrawne, bardzo zdrowe i sami nie damy rady. Jeśli bratnia dusza się skusi, przechodzimy do rozdziału “Rozrywka we dwoje”; jeśli więcej niż jedna, do rozdziału “Rozrywka grupowa”. Jeśli nikt nas nie lubi, czytamy dalej rozdział obecny.

Zabawy “Telewizor”, “Komputer”, “Wideo”, “Walenie konia aż nam ręka nie odpadnie” są trywialne, więc omówimy ich bardziej złożone wersje.

“Telewizor”

  • Włączamy telewizor na dowolny program publicystyczny, wyłączamy dźwięk, nastawiamy radio np. na TokFM i naśmiewamy się do rozpuku (wersja przygnębiająca)
  • Włączamy telewizor na dowolny program muzyczny, wyłączamy dźwięk, nastawiamy radio na dowolną stację puszczającą dowolną muzykę niepoważną i zaśmiewamy się do rozpuku (wersja lepsza).
  • Włączamy radio i przy dźwiękach skocznej melodyjki próbujemy naprawić nasz trochę zepsuty telewizor, po pół godzinie śmiejemy się histerycznie (wersja w perspektywie najkosztowniejsza).

Niestety, zabawa “Telewizor” jest o wiele ciekawsza, jeśli towarzyszy nam bratnia dusza, a jeszcze lepiej kilka.

“Komputer”

  • Na zakurzonych płytach kompaktowych szukamy jakiejś fajnej nowej gry, która nam umknęła. Przy tej okazji odkrywamy masę fajnych programów użytkowych, które instalujemy, sprawdzamy jak działają, odinstalowujemy, w razie potrzeby reinstalujemy system.
  • Przechodzimy od razu do robienia porządków na dysku systemowym, następnie próbujemy sprawić, by komputer znów działał poprawnie, reinstalujemy system.
  • Słuchamy mp3, łącząc dźwięk z komputera z obrazem w tv, najlepiej MTV. Wersja o tyle lepsza niż w opcji “telewizor”, że możemy sami dobierać utwory pod teledyski. Tak naprawdę to jest najlepsza wersja.

“Walenie konia aż nam ręka nie odpadnie”

females:

  • spełniamy fantazje, których się wstydzimy przed partnerem(ką) oraz pozostałe, opatrujemy rany, idziemy spać.
  • eksperymentujemy z odkurzaczem, prysznicem, pralką, owocami południowymi [0-10] i warzywami [0-10] o ergonomicznym kształcie.

males:

  • j.w.
  • eksperymentujemy z kaloryferem, lodem, “przez okno” (lato), meblami, sprzętem domowym, odpływem w wannie (wszystkie pory roku).

Niezależnie od płci zostawiamy w spokoju zwierzęta oswojone i dzikie, stare i brzydkie sąsiadki oraz pomoce naukowe ewidentnie niehigieniczne i niebezpieczne dla zdrowia.

2. Rozrywka w samotności, mieszkanie z rodzicami

Oprócz powyższych (w niektórych przypadkach zachodzi dodatkowe ryzyko “nakrycia” przez rodziców, przez niektórych bardzo lubiane).

“Książka w lodówce”

  • Chowamy niepostrzeżenie kilka książek do lodówki i oczekujemy okrzyków. Jeśli mamy krótką pamięć, możemy bawić się w “Książkę w lodówce” solo.

“Herbatka”

  • Jeśli mamy komórkę, dzwonimy do matki, żeby przyniosła nam herbatę [0.22-1.22]

“Standard”

  • Upijamy się samotnie butelką wina i idziemy spać [6.20-10]

“Telefon”

  • Dzwonimy pod dowolny numer, który ma pierwsze trzy cyfry takie jak w naszym, i, usłyszawszy sympatyczny głos w słuchawce, przepraszamy, że zawracamy głowę, ale znaleźliśmy ten numer w kalendarzyku i nie pamiętamy, skąd ani czyj zacz. Jeśli rozmowa okaże się przyjemna, może to dobrze wróżyć na następny wieczór.

“Ostatnia deska ratunku”

  • Mimo wszystko próbujemy uruchomić znajomych.

3. Rozrywka we dwoje lub więcej, mieszkanie samodzielne lub z rodzicami

Jeśli osoby są dwie i mają się ku sobie, problem rozwiązuje się sam. Ponadto wszystkie powyższe zabawy oprócz walenia konia i pochodnych świetnie nadają się do użytku grupowego.

“Rozwój intelektualny”

  • Jedna osoba/grupa bierze słownik wyrazów obcych, druga słownik języka, którego nigdy nie nauczyliśmy się dobrze w szkole. Zadajemy sobie na zmianę pytania zależnie od posiadanej książki.

“Pisarczyk”

  • Piszemy opowiadanie lub inną formę literacką (przydaje się komputer – jedna osoba skupia się na logowaniu, reszta na kreacji), w zamyśle szalenie zabawną, najlepiej parodię.

“Wspomnienia”

  • Jeśli nie dorastaliśmy razem, opowiadamy sobie najlepsze kawałki z imprez, w których braliśmy udział przy okazji chodzenia do szkoły ponadpodstawowej. Przyjemnie też powspominać szkolne obyczaje i ulubionych nauczycieli.

“Piosenka”

  • Jeśli pochodzimy z różnych regionów kraju, przypominamy sobie piosenki, które śpiewało się będąc w przedszkolu lub podstawówce.

“Matrix”

  • W przypadku zabawy w “komputer, puszczamy mp3″ nakręcamy paranoję, że to jednak niepokojące, przecież oni tam w telewizorze odpowiednio poruszają ustami, a montaż teledysku doskonale podkreśla momenty dramatyczne aktualnie puszczanej muzyczki. Po pół godzinie każdy po kolei opowiada, ile razy to się poczuł jak w “Matriksie” i jak to mu światełko migało dokładnie w tym samym rytmie, co autoalarm gdzieś na podwórku.

“Kalambury”

  • Jeśli każdy przyniósł ze sobą wino, zupełnie spokojnie można pograć w kalambury. Każdy po kolei przedstawia mową ciała jakiś tytuł filmu, reszta zgaduje. Zabawa należy do samonakręcających się, ale wyczerpujących fizycznie.

“Klan”

  • Fajnie jest wypożyczyć jakiś durny film na wideo [3.50-6.50] i komentować. Jeszcze taniej wychodzi “Klan” w soboty w nocy, trzy odcinki po kolei. Kończenie dialogów i samodzielne odgrywanie etiudek podpatrzonych w serialu zapewnia przednią rozrywkę.

“Mały artysta”

  • Rysujemy ołówkiem lub/i flamastrem lub/i sprayem na ścianie co nam przyjdzie do głowy. Przez resztę wieczoru nie denerwujemy się, że trzeba to będzie zamalować zanim przyjdzie ksiądz po kolędzie albo konserwatywni rodzice.

“Kulinaria”

  • Idziemy do kuchni i staramy się z tego, co znajdziemy w szafkach, stworzyć jadalną potrawę. Im więcej osób, tym większe prawdopodobieństwo, że uda się coś wymyślić, mając do dyspozycji tylko ziemniaki i płatki owsiane. Do gotowania delegujemy góra dwie osoby, reszta zabawia kucharza(y) dowcipną pogawędką.

“Makaron”

  • Jeśli mamy makaron spaghetti, gotujemy według przepisu, a następnie rzucamy pojedynczymi nitkami na szafki kuchenne. Do tej zabawy można włączyć rodziców, jeśli dotrze do nich, że to się łatwo sprząta i wygląda jak te gumowe pająki, które faceci sprzedawali na ulicy. Moja matka bardzo zabawę w “makaron” lubi, zwłaszcza, gdy bawią się w nią moi przystojni koledzy.

“Praca taty”

  • Jeśli mamy pod ręką jakichś rodziców, wybieramy to mniej znerwicowane i grupowo prosimy, żeby opowiedziało o swojej pracy. Niektórym wyda się to mało atrakcyjne, ale np. moi znajomi lubią, kiedy ojciec opowiada o tym, jak w ramach przygotowywania pracy doktorskiej karmi myszy bawełną owiniętą w ciasto francuskie i potem sprawdza ich migrację po kolorach kupek; albo jak wspomina swojego studenta, który pytał o mocz dżdżownic.
  • Rodzice niepodobni do mojego ojca są w stanie opowiedzieć najśmieszniejsze głupoty, byle tylko zaimponować młodszym o połowę osobnikom płci przeciwnej.

Podczas tych lub innych rozrywek staramy usilnie upić się winem [6.20] albo piwem [2*3.00]. Gdy tylko zrobimy się senni, owijamy się w koce i przesypiamy nudę, na dobranoc śpiewając kołysanki na głosy, albo też wyrzucamy gości i zasypiamy solo, z poczuciem, że spędziliśmy uroczy wieczór za ok. 10 zł nie ruszając się z domu.

Dobrze przed planowanym wieczorem przetresować bratnie dusze co to tego, że w domu nic nie ma. Alkohole, papierosy, przegryzki, płyty, a czasem nawet herbatę powinni przynieść ze sobą, skoro nie potrafią sami zorganizować sobie wieczoru.

 

Nie będzie dziś wesoło, bo mam noworocznego wkurwa. W szkole lawina, w pracy chaotic, w duszy puzzle, w domu zimno, a pod butami białe gówno.

Miało być o tym, jak nie lubię obiecanek. Jak nie lubię, kiedy ludzie dostają coś do zrobienia, mówią, że zabierają się, potem ściemniają, że jeszcze chwilę, a potem oddają po terminie coś odwalonego byle jak. Jak mnie wkurza, kiedy zmieniają reguły gry, bo okazuje się, że sami nie wiedzą, czego chcą, ale nie mają na tyle jaj, żeby się do tego przyznać. Kiedy mówią jedno, robią drugie, a myślą trzecie. Kiedy obiecują coś zmienić na lepsze, a potem tchórzą już podczas zastanawiania się, co było źle. Kiedy mówią, że wszystko będzie w porządku, a potem psują. Kiedy wymagają, ale nie mówią czego konkretnie. Kiedy mówią, że najlepiej wszystko wprost, a okazuje się, że nie ma co na to liczyć. Nie lubię kobiet pięknych wieczorem, a rano wyglądających jak samobieżny worek z piaskiem. I facetów jeżdżących zajebistą bryką, a śmierdzących brudną skarpetą.

Ale nie będzie o tym, bo to byłoby bardzo obłudne z mojej strony. Bo w czasie, kiedy użeram się z odwalonymi rzeczami, uwalam inne. Bo wciąż się dowiaduję, czego chcę, i boję się przyznać do tego, co mi przychodzi do głowy (żeby jeszcze ludzie to ułatwiali, ale nie), bo zachowuję się czasem jak idiota i trudno mi przeprosić tak, żeby zostać dobrze zrozumianym. Bo histeryzuję, kiedy nie wiem, na czym stoję. Bo trudno mi pogodzić się z myślą, że stanę na uszach, ale coś jest zjebane i takie zostanie. Poza tym nie mam samochodu i śpię do południa.

Nie będzie też o tym, że trzeba próbować, bo to oczywiste. Można łatwo pogodzić się z losem albo ze sobą jako palantem i świnią (a nawet można lansować się na luzaka), bo w końcu tak bywa i już, ale wiadomo, że nie można tak bez walki, bo to po prostu nie w porządku. Z drugiej strony, jeśli w pewnym momencie nie odpuścisz i będziesz walczyć do upadłego, to się wykończysz, i jeszcze parę osób dookoła. Więc wiadomo, że najlepszy jest złoty środek.

No to o niczym nie będzie.

 

Z tym wysyłaniem smsów z życzeniami to ja nie bardzo. W sensie nie wysyłam zbytnio, bo z założenia to ma być miłe, a coś mnie w tym mierzi (załóżmy roboczo, że podczas osobistego składania przynajmniej można się wzajemnie oblizać po uszach, a przez telefon przynajmniej słychać skrępowanie i nerwowy chichot rozmówcy. Nie zawsze jest okazja się zobaczyć albo możliwość zadzwonić, ale naprawdę trudno przekazać cały ładunek w 160 znakach, a ja się nie lubię męczyć). Co oczywiście nie przeszkadza znajomym twardo i dorocznie wysyłać ich do mnie. Mówiąca Do Zwierząt dostaje więcej, ale ona chyba odpisuje. Na pamiątkę z naszej kolekcji przykłady łańcuszkowate, poetycko-absurdalne, zwięzłe, standardowe i słuszne:

ΩΩΩΩΩΩ – to jest sześć dup reniferów Św.Mikołaja. Jak ich nie wyślesz sześciu osobom to zasrają Ci cały 2008rok! Sorry, ale nie mogłam ryzykować :-)

Dziewczyny – w Sylwestra pijemy za zdrowie facetów, którzy nas zdobyli, kolesi, którzy nas stracili, debili, którzy nas rzucili i farciarzy, którzy nas poznali. Wyślij to do 5 dziewczyn a jutro czeka cię szok:-)

Stary roczek już odchodzi w jego miejsce nowy wchodzi Niech ten stary zło zabierze a ten nowy szczęście wniesie. Zdrowie radość i szacunek to najlepszy jest dziś trunek. Te życzenia dziś Wam ślę niechaj dobrze dzieje się. Wszystkiego co najlepsze

Szczęśliwego nowego roku!

Szczęśliwego Nowego Roku, dobrej zabawy, radości, moc życzeń i dotrzymanych postanowień noworocznych!

Marzeń o które warto walczyć. Radości, którymi warto się dzielić, przyjaciół, z którymi warto być i nadziei bez której nie da się żyć. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ORAZ SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY

Do wszystkich moich przyjaciół, którzy przysłali mi życzenia rok temu - niestety ale nie spełniły się! Bądźcie tak mili i na rok 2008 przysyłajcie mi raczej pieniądze, alkohol, bony do Biedronki albo talony na paliwo. Szczęśliwego Nowego roku!

MIŁOŚCI! DUŻO MIŁOŚCI!

Dec 042007
 

Niekoniecznie to wszechstronna istota, ale nie zna się na tych sprawach, więc helou world. Dziś opowiem o rozkoszach SPA.

SPA oznacza sanus per aquam, co można przetłumaczyć z łaciny jako “dupa w wodzie” i zasadniczo wszystko się zgadza. Ośrodki SPA mają basen, dżakuzi, sauny i specjalne wanny z przykrywką (tzw. kapsuły) do mokrych zabiegów. Ośrodek, o którym opowiem, ma jeszcze dwie rury do zjeżdżania do basenu, żółwie w jeziorku, żółwie w strumyczku oraz prawie same zalety i jedną sporą wadę, która nam się w pewnym sensie opłaca.

Wada jest taka, że hotel mieści się w Rumi w środku niczego. Z jednej strony Castorama, z drugiej szopa, wokół której chodzi dwóch wciętych roboli, z trzeciej ulica, na czwartą nawet nie patrzyłam. Do eskaemki 3 minuty wolną piechotką, parking. Do morza jakieś 5 km, żadnego lasu w zasięgu wzroku. Dzięki temu jest to naprawdopodobniej najtańsze porządne SPA w Polsce.

Zalet jest oczywiście znacznie więcej.  Hotel ma dużo gwiazdek, na które zasłużył. Pokoje od niedużych po boisko do koszykówki z tarasem tych samych rozmiarów (takie są trzy na pierwszym piętrze, współdzielą taras), ładna i sensownie ustawiona łazienka (o, jeszcze jedna wada – w większości łazienek jest trochę bez sensu prysznic, tylko sitko nad głową, dziewczyny wiedzą, w czym problem), dobra suszarka, ręczniki wymieniane codziennie, frotowy szlafroczek, owocki, telewizor (m.in. z kanałem BasenTV), lodówka itd. WiFi wszędzie, w niektórych pokojach dodatkowo gniazdko, w szufladzie już czeka kabelek (wzruszyłam się, jak go znalazłam). Za 30 zł dziennie można mieć ze sobą zwierzątko domowe.

Hotel urządzony z większym smakiem niż się spodziewałam po cenie. Można się zgubić w gąszczu korytarzy, ale co krok szezlong albo fotelik z popielniczką, dobra wentylacja, żadnych smrodków, obsługa szwenda się i pilnuje, eleganccy, uprzejmi i taktowni, mówią językami.

Można brać śniadanie do łóżka! Bez dodatkowych opłat. Wjeżdża taki fajny wózek, pani wykłada pińcet talerzyków na wszystkich wolnych powierzchniach i nie patrzy na moją piżamę ani fryzurę. Kocham tę panią i ten wózek. I trzy rodzaje śniadań do wyboru.

No ale zejdźmy do SPA, bo tam się siedzi przez większość czasu. Pięknie pachnie, dziewczyny wychodzą ze skóry, żeby gość dobrze się czuł, wyposażenie nowoczesne i zadbane.  Jak ktoś mieszka w Trójmieście, to może sobie przyjechać na parę godzin, a jak nie, to może sobie wykupić jakiś pakiet i posiedzieć.

Niektóre zabiegi:

  • pedicure – koniecznie, najlepiej pierwszego dnia;
  • manicure – koniecznie, najlepiej ostatniego dnia;
  • świat sauny – szklanka soczku, solankowe dżakuzi, sauna fińska sucha, której nie lubię, infrasauna, która czyści z toksyn, i zwykła parowa, najfajniejsza moim zdaniem, można się pokładać na kafelkach i są światełka;
  • grota solna - padamy sobie na leżaczek w pokoju pełnym gipsu i soli, owijamy się kocem, głośniczek tłumaczy, że ten zabieg dobrze nam zrobi na płuca, krew, skórę i zapalenie jelita, zaczynają mrugać światełka, szumieć morze, ptactwo skrzekotać, po czym na przykład ja zasypiam na 45 minut;
  • masaż – chyba nie muszę zachwalać;
  • masaż odchudzający - no cóż, będą siniaki :>
  • magnetoterapia – nie sądzę, żeby to działało, ale miło poleżeć i sobie podrzemać, podczas gdy jakiś niby magnes nas niby magnesuje;
  • sekwencyjny masaż uciskowy Boa – wkładają nam nogi w taki kombinezon, który potem puchnie i odpuchuje po kolei, zabawne;
  • elektrolipoliza – przyczepiają elektrody do tyłka i puszczają zwiększający się prądzik, który rozbija tłuszcz. Trzeba powtórzyć parę razy. Działa, ale uwagę mam. Być może kobiety nawykłe do depilacji woskiem i tego typu przyjemności podejdą do tego zabiegu ze stoickim spokojem. Pozostałym radzę wziąć książkę – będzie czym rzucać w głośniczek, w którym Phil Collins śpiewa “I can feel your pain”, będzie też na czym zagryzać zęby.
  • vacu vell (bieżnia próżniowa) – wkładamy gumową spódniczkę i łazimy zassani w bieżnię; nuda, więc dobrze wziąć coś do słuchania. Dziewczyny chwaliły, że fajne i działa, ale ja chyba należę do frakcji, którą wysiłek fascynuje tylko jako obiekt obserwacji.

Zabiegi kosmetyczne są wykonywane w porzadku, ale jestem przyzwyczajona do swojego gabinetu, swojej pani i swoich kosmetyków, więc z mojego punktu widzenia żadna rewelacja. Niedaleko recepcji jest przestrzeń relaksu, gdzie można walnąć się na wyrko, wyregulować wysokość materaca, pooglądać tiwi, siorbnąć herbatkę i poplotkować z innymi dziuniami.

Mają bowling, ale nie byłam. Przy recepcji bar z drineczkami, obok wypasiona jadalnia. Kelnerzy są ultrauprzejmi, a niektórzy nawet ładni. Jedzenie – obłędne.

PS
Panowie, jeśli kochacie swoje kobiety, wyślijcie je raz na rok na tydzień do SPA w Rumi. Rumia. Wyguglacie sobie. Rezerwację można zrobić mailem, fakturę można wrzucić w koszta reprezentacyjne. Jeśli kochacie swoje kobiety naprawdę mocno, możecie pojechać z nimi, poddać się zabiegom nieurągającym męskiemu honorowi, a nagrodą za miękkie pięty będą bowling, alkohol, żarcie pierwsza klasa i wdzięczność ukochanej.

 

Dla ludzi, którzy trafiają na tego blogaska, wpisując w wyszukiwarki[1] następujące frazy:

seksowni chłopcy, próby samobójcze, piosenka motywacyjna, tekst czarnej mszy, kto zrobi ze mna pissing, dziewczyny powinny miec brzuszek z oponką, baktera coli, koleś z zezem, chcę mieć nogę w gipsie, parówa w cieście sex, nerdyzm, napić się warto, bzykanie owiec, trampki Emo, owlosione łona, Pytka, do czego służy tablica matematyczna, cycki młodych bab, równowaga nietrwała, randki z bzykaniem, o czym blogowac?, owłosione plecy, jebanie z piescia, jak zmienić grawitacje, do czego służy szczotka do kibla, seks z pięcioma laseczkami, sex,z,sraniem, owłosione dwudziestki, tatuaze na plecach, trzęsący brzuch, terapia narcyzmu, praca starych bab, wiewiórka pieczona, tatuaż owłosiona noga, seksi nogi, worki pod oczami, adresy na jebanie, goli faceci duże rozmiary, gówno…

…mam przekonanie graniczące z pewnością, że znajdziecie to wszystko, kiedy już pójdziecie do szkoły.

Dla szukającego “cycki ascii” indywidualny prezent: (*)(*)

Dla rzeszy cluelessów — naści some clues:

  • pogoda po angielsku — łeder
  • wiecznosc po angielsku — eternity
  • gówno po angielsku — kontekst, kurwa, kontekst!
  • jak po angielsku BUTELKI ? — jak po polsku botels, pewnie
  • Bóg jest Miłoscią po angielsku – zdaje się u nich jest trochę inaczej
  • jak sa po angielsku śledzie — całkiem jak jej pierścionki
  • cos smiesznego po angielsku — tu ti tu rum tu tu
  • Scooter napisane po angielsku — Scooter
  • jak sie czyta po angielsku trapez — tłejpiz albo tłapiz
  • szymon wydra gdzie jest po angielsku — łer is szymon wydra
  • wilki po angielsku — łulwys
  • kilka zdan o sobie po angielsku — dont pusz jor lak.

Dla dzieci specjalnej troski:

  • brzydka skora w ciązy a płeĆ dziecka — chłopczyk.
  • scooter ma makijaz? — nie lubię odbierać nadziei, ale niestety owszem tak.
  • “chcesz się bzykać?” — bezustannie.
  • kiedy w mnożeniu dwa minusy dają plus — często.
  • terapia reinkarnacją — najprzyjemniejsza terapia, rach ciach i po bólu.
  • .WIAT.OWODY DO CZEGO S.U.. — DO PRZESY.U .WIAT.A
  • jak radzić sobie z nerwicą natręctw — często myć ręce.
  • dbanie o zęby facet — niestety, facet też.
  • jak odpreżyć faceta — zrobić mu loda, a potem przynieść piwo z lodówki.
  • faceci lubią niewinne — to nie do końca tak, ale miło z twojej strony.
  • chce mi sie bzykać — tym lepiej.
  • o czym jest piosenka marzec stankiewicz — to jest bardzo dobre pytanie.
  • wesołe rozmówki z okazji urodzin — moja ulubiona:

- cześć stary!
– chuj ci w dupę.

  • o czym gadac na randce jak sie skoncza tematy — to proste, o seksie.
  • wzory na szybki pedikiur — [(10x)(13i)^2]-[sin(xy)/2.362x]
  • znajdowanie piosenek po kawalku ich tres – no, prawie-prawie.
  • sesje w czasie stosunku — bardziej prawdopodobna jest sytuacja dokładnie odwrotna.
  • ile to jest siedem do potęgi drugiej — 7^2 = 49
  • jak zrobic ładna blizne — trzeba mieć ładny wypadek.
  • Ma Ktoś Piosenkę Marzena Korzonek? — Tak.
  • chyba cie pojebalo — może troszeczkę.

[1] R. może mi jumać tematy, a ja mogę się nie przejmować.

na batonik i żaglówkę

Switch to our mobile site