terapia na stopę za niską

Psychoterapia jest dla wariatów, jesteś normalny, to reszta jest nienormalna. Terapia to bulszit, lepiej pójść na wódkę z kumplami i pogadać. I w ogóle to dla mięczaków jest i Twoje nienarodzone dzieci od tego sparchacieją.

Psychoterapia to jeden pies. Indywidualne, grupowe, analityczne, poznawcze, behawioralne, gestalty, szmalty, wszystko to samo. Terapeuci to leszcze z problemami. I obgadują pacjentów przy kolacji.

Jak pójdziesz raz, to będziesz chodzić przez 15 lat trzy razy w tygodniu i powoli zmienisz się w płaczliwą amebę. Terapeuta będzie patrzeć z politowaniem, a o zawracaniu głowy nie będzie wspominać, bo przecież ma z tego kasę. Koledzy znajdą sobie lepszych kolegów, a nie takiego zniewieściałego kwękałę, a koleżanki uznają, żeś wątła pindzia, która nie ma na co kasy wydawać, lepiej byś do fryzjera poszła, to może ktoś się zlituje i bzyknie.

Poza tym wszyscy mają jakiś wrzód na duszy, dzięki temu jesteśmy tacy interesujący. I to nieładnie się tak na sobie ciągle koncentrować.

I nikt nie lubi tych, co chodzą na łatwiznę. Jak sobie z czymś nie radzisz, to przecież idzie się przemęczyć, dasz sobie radę, o nic nie chodzi albo samo przejdzie, poza tym są ważniejsze problemy, głód na świecie, wyścig zbrojeń i homoseksualne teletubisie. Olej to, tak jak nie chodzisz do lekarza, choróbsko można przecież przechodzić w pracy.

Że co, że życie jest trudniejsze, jak coś gryzie bezustannie? Że ciąży wieczne niezadowolenie z siebie? Że nie wiesz, co się z Tobą dzieje, chociaż czujesz, że coś jest nie tak? Że powtarzają Ci się w życiu nieudane motywy? Że jak chodzisz z anginą do pracy, to zarażasz kołorkerów? Że idiotyczny strach Cię paraliżuje? Że swoim wkurwem demolujesz rodzinę? Że przyjaciele mówią, że poradzisz sobie, bo przecież zawsze sobie tak świetnie radzisz?

No brawo.

Dobra, znam ludzi, którzy po terapii zapadli na daleko posunięty narcyzm i trzeba było zakończyć kilka związków towarzyskich typu niekorzystna symbioza. Ale więcej znam takich, którzy poszli i od samego pogadania z obcym specjalistą przewartościowali złe wspomnienia w zwykłe wspomnienia, poznali parę sposobów na swoje strachy, trochę się odprężyli i upewnili w pełnych nadziei podejrzeniach, że jednak są dość w porządku, a na koniec zaczęli do siebie samych podchodzić nieco bardziej łaskawie. Mnie pomogło na zmory z przeszłości, już mnie wkurzały i czas było się ich pozbyć (a samodzielnie jakoś nie chciały iść w cholerę mimo szczerych chęci). Bez nich jest naprawdę bardzo przyjemnie.

Parę słów dla chętnych:

  • jeśli interesuje cię rozwiązanie konkretnego problemu, idź na behawioralno-poznawczą (trzy miechy i z dyni)
  • jeśli kompletnie nie wiesz,  o co ci ze sobą chodzi, i masz szmal, idź na analityczną (parę lat może to potrwać)
  • podczas pierwszej wizyty a) spróbuj się sformułować, b) koniecznie zapytaj terapeut(k)ę, jak zamierza z tobą pracować, i zastanów się, czy ci to pasi
  • pod koniec każdego spotkania podsumowuj z terapeut(k)ą, do czego doszliście i nad czym masz pomyśleć w międzyczasie
  • jeśli terapeut(k)a kompletnie ci nie pasuje, to nie trać czasu i szmalu; poproś o polecenie innego, nie rozczulając się nad tym, że będzie mu przykro — nie będzie, bo terapeuty nie cieszy twoje towarzystwo, tylko to, że jest ci lepiej
  • jeśli terapeuta cię irytuje, powiedz mu dlaczego (bez obrażania. robi pan(i) toito, co wzbudza we mnie następujące rodzaje wkurwienia; czy to czemuś służy, czy można to zmienić)
  • nie masz się czego wstydzić, twoje problemy są małe albo duże, ale raz, że terapeuta nie takie rzeczy już słyszał, a dwa, że przychodzisz po pomoc, płacisz i należy ci się usługa najwyższej jakości
  • dzwonisz do terapeuty tylko i wyłącznie po to, żeby przesunąć albo odwołać wizytę — żadnych histerii po nocy, żadnych pogaduszek
  • nie oszukuj terapeuty, że jesteś lepszy czy fajniejszy (ani bardziej pożałowania godny) niż naprawdę — jego to gówno obchodzi, a tylko będziecie tracić cenny czas (stówa za godzinę)
  • terapeuta nie jest od tego, żeby rozwiązywać twoje problemy, tylko od tego, żeby pomóc ci radzić sobie z nimi
  • od ciebie zależy, czy podczas terapii nauczysz się konkretnych technik, czy po prostu się wygadasz
  • nie wymyślaj i nie komplikuj sobie, nie przeciągaj terapii w nieskończoność — masz już to, po co przyszedłeś, czas się odpępowić
  • terapeuta powinien być przezroczysty — nie interesują cię jego humory, tylko wiedza (w twoim kontekście)
  • terapeuta nie jest twoim przyjacielem i nie musicie się ze sobą cackać
  • nie oczekuj głaskania po główce, po takie rzeczy idź do fryzjera albo czułej przyjaciółki
  • po zakończeniu terapii najprawdopodobniej będzie ci brakować tych spotkań; zastąp je sobie chodzeniem na masaż raz na tydzień czy innym samodopieszczaniem przez jakiś czas
  • po terapii nie próbuj terapeutyzować swoich znajomych, bo tylko ich rozśmieszysz
  • ani terapeuta nie zakochał się w tobie, ani ty w terapeucie, wybij to sobie z głowy.

No, to miłego życia.

6 thoughts on “terapia na stopę za niską”

  1. A potem przypadkiem wejdziesz na, powiedzmy, jakiś tam komiks sieciowy i odkryjesz, że autor ma cię za doskonały temat do żartów. Bo przecież traumy z dzieciństwa i nerwice natręctw są takie zabawne, haha.

  2. Jasne – znacznie lepiej się nad swoimi traumami z dzieciństwa i nerwicami natręctw poużalać. Możesz też pójść do swojego partnera albo przyjaciela i dupę mu pozawracać. A najlepiej spowoduj, że przez to, że ty masz problem, ten problem mają wszyscy ci bliscy. Oraz komentujący tego bloga. Tak, to jest świetny scenariusz.

  3. Punktem będącym komentarza nie była polemika z punktem będącym artykułu, tylko, że tak powiem, przesunięcie układu współrzędnych na punkty będące w sąsiedztwie.

  4. Ale czy mógłbym poprosić po polsku? Skąd wam się ten punkt będący wziął? Jakiś taki szpan usenetowy?

  5. swietny blog … czytam z najwieksza ciekawoscia…

    P.S. moje GG: 734291 – podaje bo chcialbym pogadac o PUW – chcialbym podjac studia na informatyce i pogawedzilbym sobie chetnie kiedys o tym jak jest czego sie spodziewac … na co uwazac itd…. pozdr … rayooK

  6. @reinkarnacja: wygląda na literalne tłumaczenie z angielskiego, coś jak thank you from the mountain. Skądinąd zręcznie użyte w kontekście, chapeaux bas przed Sławkiem (po polsku — szacun na dzielni dla zioma).

Leave a Reply