Ziemniaki pieczone w folii

Przepis pochodzi z głowy, czyli z niczego. Dawno, dawno temu nerdy były na diecie i trzeba było ich czymś nakarmić (gdyż wódki też im nie było wolno, a przecież nie należy nie pić na pusty żołądek). Mogli jeść wyłącznie trawę i popijać wodą. Na szczęście raz na tydzień wolno im było kąsnąć ziemniaka. Ser żółty w przepisie wziął się stąd, że nerdy zawsze coś knują.

Potrzebne będzie:

  • dowolnie dużo starych ziemniaków (na 10 osób poszło ostatnio 3,5 kg)
  • oliwa z oliwek
  • te czarne szuflady z piekarnika, na których się piecze
  • folia aluminiowa
  • piekarnik
  • dwa jogurty bezcukrowe (mogą być też beztłuszczowe)
  • ogórek zielony obrany
  • pięć (siedem, dwanaście, ile wytrzymasz) obranych ząbków czosnku
  • mikser z taką końcówką z nożykiem do rozdrabniania
  • pół kilo taniego sera żółtego
  • sól i ewentualnie inne przyprawy
  • nóż
  • tarka
  • wyciskarka do czosnku
  • dwie miseczki na sosy i jedna micha na ser
  • ewentualnie boczek i patelnia

ziemniaki pieczone w folii

Moim zdaniem przygotowanie ziemniaków, podobnie jak ich jedzenie, to zabawa dla kilku osób.

Włączamy piekarnik (najlepiej górny i dolny plus termoobieg), żeby się rozgrzał do 175 stopni Celsjusza. Bez termoobiegu — jakieś 220 stopni Celsjusza.

Ziemniaczki myjemy, szorujemy, za duże — kroimy, suszymy albo zostawiamy w zlewie na chwilę, żeby obciekły. Jak mają widoczne jakieś syfy, to trzeba je wyciąć. W tym czasie ochotnik dzieli folię aluminiową na prostokąty.

Jeśli zdecydowaliśmy się na skwarki z boczku, to ktoś może go pokroić na kawałki o boku circa 2 cm i stanąć przy patelni. Na małym ogniu niech się to podsmaża, raz na jakiś czas trzeba odlać smalec. Jeśli znajdzie się dla niego zastosowanie w przyszłości, można go sobie zbierać do miski, wystudzić i wsadzić do zamrażarki.

Oliwimy oliwą z oliwek każdą bulwę osobno. W sensie łapa w oliwę i macamy kartofla. Omacanego zawijamy w miarę szczelnie w folię aluminiową. To się dobrze robi we dwójkę, mniej paprania — jeden maca, drugi zawija. Wrzucamy na tę czarną szufladę z piekarnika, wsadzamy do, pieczemy 45 minut (poleciłabym odcinek jakiegoś serialu, bo tyle trwają, ale zakładam, że odbywa się impreza towarzyska, więc mamy co robić), sprawdzamy nożem, czy już są akurat, ewentualnie trzymamy jeszcze kwadrans.

Sosy robi się prosto: do jednej miseczki wyciskamy obrany czosnek, do drugiej wrzucamy startego i odsączonego ogórca, rozdzielamy jogurty między miseczki (więcej do tej z czochem), rozdrabniamy tą specjalną końcówką miksera, przyprawiamy do smaku albo nie przyprawiamy. Ser żółty niech ktoś zetrze do michy i już.

Wystawiamy wszystko oraz sól na stół i szamiemy w dowolnych proporcjach.

Dodaj komentarz