Nie traćmy czasu

Jest taka codzienność, która przypomina, że świat się nie kończy w jeden dzień.

Na przykład ludzie powinni zdawać sobie sprawę, że w kraju dzieje się coś ważnego, a w małym pokoju w zaciszu swojego domu pojedynczy człowiek ma deadline w pracy.

Zatem zdajemy sobie sprawę, że są co prawda rzeczy ważne, ale są też rzeczy pilne (jak książka, która musi pójść do drukarni konkretnego dnia, bo żaden brak niezawisłości sądów nie zatrzyma cyklu wydawniczego, albo jak pranie, które trzeba nastawić i rozwiesić, bo sąd-nie sąd, ale zaraz skończą się czyste ciuchy).

Jednak np. ja żyję wystarczająco długo, żeby pamiętać pewne rzeczy. Żyję nie tylko dość długo, ale także w dużym mieście, w którym dzieją się zarówno rzeczy zwykłe-ludzkie, jak i te ważne dla kraju. Mam blisko.

Pamiętam międy innymi:

1. końcówkę stanu wojennego

To był taki czas, kiedy obywatele i obywatelki (czyli my) wiedzieli i wiedziały, że przez cały czas TRZEBA BARDZO UWAŻAĆ, ponieważ państwo nie jest po naszej stronie w żadnej sprawie. Przedstawiciele władzy mogli wszystko, a w razie czego my nie mogliśmy prawie nic. Jeśli ktoś ma problem z wyobrażeniem sobie, to “Proces” Kafki będzie niezłą lekturą (i krótką. To cienka i dobrze napisana książka, tylko nie czytać jej jako science-fiction, raczej jako dokument).

2. rzeczy, które trzeba było robić w konfrontacji “normalnego” życia z totalistyczną władzą

Wiadomo, trzeba jakoś żyć i w zasadzie codziennie mówiło się pocieszająco, że jakoś to będzie. Żyło się po cichutku, nie zwracając na siebie uwagi, ewentualnie próbowało się coś robić w ramach tzw. opozycji. Poziom strachu jeszcze wyższy niż ten codzienny, więc nie każdy się decydował. Niektóre elementy były nawet zabawne z perspektywy czasu, ale na bieżąco to był ciągły strach, kropelki nadziei raz na jakiś czas i wieczne planowanie na wszelki wypadek (w warunkach niesprzyjających planowaniu. Kto kiedykolwiek próbował planować w momencie, kiedy jest pięćset opcji i żadnej pewnej, albo kiedy nie wiadomo, co zrobić, pełna bezradność, żadnych narzędzi — wie, o czym mówię). Kropelkami nadziei były nawet tak proste rzeczy, jak małe znaczki rysowane na ścianach.

Dla wielu osób w mojej rodzinie ten czas był pełen zupełnie serio tragedii, o których nie będę dziś. W skrócie — od aresztowań, nachodzenia domów, nękania członków rodziny, przez zajmowanie posiadanych rzeczy, odmawianie pracy, aż po spowodowanie uszkodzeń ciała i śmierci.

Te potworności robili ludzie, którzy czuli się w prawie, ponieważ prawo stało po ich stronie. I ja to pamiętam.

3. co mniej więcej oznacza słowo “reżim” i jak szary obywatel i szara obywatelka muszą z reżimem współpracować

Opozycja czy nie — żeby żyć, mieszkać i pracować w kraju reżimowym, trzeba było się gimnastykować, udawać, KOMBINOWAĆ. Ścierać się z różnymi obrzydlistwami, żeby osiągnąć coś, co dziś uważamy za prawo człowieka lub elementy niezbędne do życia. A potem trzeba było żyć z tym, że poszło się na jakiś układ na przykład po to, żeby zapewnić swojej rodzinie *bezpieczeństwo*. I ja pamiętam twarze ludzi, którzy musieli to zrobić, a także tych, którzy odmówili układania się.

4. dzień, w którym “skończył się w Polsce komunizm” (było w telewizji, jest na jutubie, kto nie widział, niech obejrzy)

Borze, jaka była radość w narodzie. W tych wszystkich małych pokojach w zaciszach codziennych domów. Jaka to była ulga ogromna. Jak bardzo wszyscy zdawali sobie sprawę, że teraz przed wszystkimi kupa roboty i łatwo nie będzie, ale z jednej strony jakoś to będzie, a z drugiej — przynajmniej nie trzeba się bez przerwy obawiać.

*

No więc teraz jesteśmy w lipcu 2017 i jesteśmy na takim zakręcie, że nieważne są wszelkie łatki i niuanse przekonań, bo jedna z rzeczy podstawowych, takich jak realny ustrój w kraju, w którym mieszkamy, ma się zmienić.

Powód jest prosty — grupa ludzi u władzy chce zmieniać kraj, prawdopodobnie w swoim przekonaniu na lepsze. Nie jest w stanie tego robić w demokracji, więc kombinuje inaczej. Nie jest w stanie przekonać swoich obywateli, że to słuszne posunięcie, więc robi to chyłkiem. To skomplikowana sytuacja.

Codzienność wygląda zupełnie nieźle, znacznie lepiej niż za czasów, kiedy byłam dzieckiem. Mamy kolorowe ubrania i dostęp do wszelkiego jedzenia, mamy paszporty. Jeśli ktoś ma problemy ze znalezieniem pracy, to nie dlatego, że jesteśmy na czarnej liście ludzi, którzy mają władzę (albo są przydupasami ludzi, którzy mają władzę, albo chcą się podlizać władzy).

W dużym mieście możemy pójść razem z innymi ludźmi na demonstrację, żeby dać wyraz jakimś swoim przekonaniom. W ogóle możemy się organizować i wygłaszać swoje poglądy (kiedyś nie było wolno, a konsekwencje bywały dramatyczne). Właśnie, wolno mieć poglądy — więcej niż jeden jedynie słuszny — i można o nich napisać w internecie. Kontakt z ludźmi i mediami w innych krajach jest banalnie prosty. Można należeć do partii i do wyboru jest więcej niż jedna.

Mamy jeszcze trochę demokracji i proponuję się tym nacieszyć. Załatwić swoje codzienne sprawy, a potem wykroić godzinę, żeby dać wyraz swoim przekonaniom. Poszukać w internecie miejsca, gdzie ktoś pisze, co jeszcze można zrobić. Powiedzieć znajomym o takich miejscach, podyskutować, wymienić poglądy. Mieć jakieś inne niż “nie warto nic robić”.

Nie tracić czasu na denerwowanie się komentarzami w internecie. Zrobić pranie. Skończyć robotę. Chwilę pomyśleć o miejscu, w którym mieszka 38 milionów ludzi. Wszyscy różni, ale w jednych granicach. Nie bać się. Nie dać się zastraszyć.

Nie panikować. Nie poddawać się. Szukać sposobów. Jesteśmy, Ty i ja, częścią narodu, który wszystko przeżyje.

Tylko straconych lat byłoby szkoda. Nie traćmy czasu.

One thought on “Nie traćmy czasu”

  1. Pamięć potrafi być przekleństwem i źródłem dylematów. Glebą, na której teraz zaczyna wyrastać to co zaczyna wyrastać są ci, którzy są jej pozbawieni.

Leave a Reply