Miałam zdaje się ambitny plan pisać często o serialach, ale się rozkojarzyłam. Zatem dziś tylko szybka lista rzeczy, których jeszcze nie było na kanapie.

Girls — festiwal dyskomfortu. Wyobrażam sobie, że jakaś młodociana scenarzystka bardzo lubi Woody’ego Allena, próbuje zrobić nowojorską obyczajówkę gadaną, ale wychodzi jej słabo, bo jest hipsterem. Po drugim odcinku przywykłam, ale na trzeci już nie miałam ochoty. Bardzo dobrze nakręcone i zagrane, niezłe dialogi, ale aż boli. Pewnie będzie przebój i nagrody, ale beze mnie.

Smash — grupa ciekawych typów robi musical o Marilyn Monroe. Jest muzyka, taniec, drama, marzenia, pasja, romanse, rozczarowania i pyszniusi Jack Davenport. Pilot nie za dobry, ale potem się rozkręca. Niby naiwny cukiereczek, ale z czasem nabiera smaku. Nie zwracałabym uwagi na motyw promocyjny “Team Karen” i “Team Ivy”, bo drzaźni i jest bez sensu. Kiedyś lubiłam Debrę Messing, już nie pamiętam za co, więc ją mam, a także zawsze zacną Anjelicę Houston.

Client List – spinoff słabego filmu z 2010 r. W roli głównej Jennifer Love Hewitt jako Riley, profesjonalna masażystka o anielskim charakterze, bujnych biodrach i odnóżach, efektownych lokach i z mnóstwem sztucznych rzęs, matka dzieciom. Okrutne życie wystawia ją na ciężką próbę i stawia przed trudnymi wyborami. Dużo ujęć bohaterki w półnegliżu, sporo naoliwionych męskich ciał i prorodzinnych dialogów. Loretta Devine (Adele Webber z “Grey’s Anatomy”) jako szefowa salonu masażu. Cybill Shepherd (nie trzeba przedstawiać) jako matka Riley. Takie naiwne i przesłodzone, że próchnica sama się do siebie przytula.

NYC 22 — nudny motyw: rekruci, policja, Nowy Jork. Obsada totalnie & maksymalnie & absolutnie poprawna politycznie. Jest m.in. dawno nieużywana Leelee Sobieski aka młodszy klon Helen Hunt. Nie wciągnęło.

Firm – próbowałam pilota dwa razy. Bardzo dobra obsada, książkę lubię, film był wporzo, ale tego serialu no nie mogę. Pilot nie może człowieka zanudzić, nie wolno, verboten.

Magic City — chyba coś źle robię, bo po “Mad Men” (których uwielbiam) spróbowałam “Boardwalk Empire” i nie smakowało, a tutaj to samo. Nawet Jeffrey Dean Morgan nie robi.

Touch — trochę zbyt egzaltowane dla mnie, miejscami dziurawe jak sito, miejscami bardzo precyzyjne, a momenty spotkań sytuacji są bardzo wzruszające. Jack Bauer na urlopie, damnit, niechże on wreszcie odpocznie. Poziom matematyki jako magii — licealny. Oraz ogólnie łapię doła po każdym odcinku. Ale w Stanach się podoba.

Person of Interest — wspominam ten serial tutaj tylko dla porządku,  żeby było, że jest. Ale mało który aktor mnie tak doprowadza do szału twarzą jak Caviezel, więc nie oglądam.

Missing – w porządku, a pierwsze dwa odcinki nawet bardzo w porządku (: Nic więcej, bo co myśl, to spoiler. Bezpiecznie będzie tylko powiedzieć, że ukochany syn samotnej matki (znakomita Ashley Judd) wyjeżdża do Francji na studia i chyba zostaje porwany, więc zmartwiona rodzicielka rusza go poszukać. Resztę zarotuję, żebyście na mnie nie krzyczeli: Sean Bean ovwr erxbeq pmnfh hzvrenyabśpv an rxenavr. J cvybpvr Nfuyrl fchfmpmn nabavzbjrzh jebth gnxv łbzbg jvrfmnxvrz, żr śzvnłnz fvę m xjnqenaf.  Bardzo podobał mi się motyw z The Hard Drive. Ogólnie wciągnął mnie i oglądam z przyjemnością, ale krążą pogłoski, że nie ma co się przywiązywać.

Awake — raczej będzie cancel, trochę szkoda. Ale mnie się Jason Isaacs podoba z twarzy i gry. No więc pan detektyw jedzie samochodem z żoną i synem, tragiczny wypadek, bohater budzi się w szpitalu, żona zginęła, syn ledwo przeżył. Smutne życie w żałobie, ale jakoś sobie to panowie układają. Bohater po tym syfnym dniu idzie spać, budzi się, ale tutaj żona przeżyła, a syn nie. Życie w równoległych rzeczywistościach, w każdej inny terapeuta próbuje pomóc. Fajny scenariusz i chociaż smutnawo, to dobrze się ogląda.

Don’t Trust The Bitch in Apartment 23 — Pyszniusie! Słodka blondynka June, na pierwszy rzut oka raczej naiwna i poczciwa, sprowadza się do Nowego Jorku i ląduje w jednym mieszkaniu z amoralną brunetką Chloe, która seryjnie okrada i zamęcza lokatorki, aż się wyniosą. W rolach głównych Dreama Walker, ostatnio bitchy Becca w “The Good Wife”, oraz śliczna Krysten Ritter, której ostatnio nie wypalił serial “Gravity”, a wcześniej pokazywała się w “Breaking Bad”. Na razie całkiem przyzwoita komedia (bez podkładanych śmiechów) ze zręcznymi dialogami. Rozpikslowana nagość także ma miejsce. Na drugim planie bardzo przyzwoicie wyglądający, nieustannie zapomniany James Van Der Beek oraz Liza Lapira z “Dollhouse”, “NCIS”, “Dextera” i ubitego już “Traffic Light”.

Unforgettable – obejrzałam parę odcinków i doszłam do wniosku, że na dłuższą metę znajduję głos i usta Poppy Montgomery męczącymi, a wyrazy twarzy ma ona ze trzy. Starczało na “Without a Trace” (w czasach, kiedy było mniej seriali do wyboru), ale tutaj to zdecydowanie za mało. Gorzej, że dość szybko przestało mnie ciekawić, co będzie dalej.

Danger 5 — doskonały, straszliwy serial produkcji południowoaustralijskiej. Stylizowany na lata 60. zespół pięciu szpiegów co odcinek ma misję, której głównym celem jest zabicie Hitlera. Zauważmy, że Hitler zawsze ucieka, wyskakując przez okno. Szykujcie się, jest Godzirra, rozsynchronizowany dźwięk, straszliwa scenografia, muzyka! jaka znakomita muzyka! Oraz cudowne leitmotivy i obowiązkowo reklama pod koniec. Łkam w perwersyjnej rozkoszy.

animgif

Key and Peele — skecze i monologi dwóch ciemnoskórych aktorów komików, bardzo zacne niektóre. W pierwszych dwóch odcinkach co najmniej po razie śmiałam się okropnie, a potem nie było gorzej.

————————->8————————-

A na deser link do bieżących kanceli na tv.com.

Znowu chcą zamknąć “Breaking In”, ale ostatnio trochę nabroili i już nie jest taki dobry jak na początku. ”Finder” był tak słaby, że aż mi kancel sprawi przyjemność. Za to “Homeland” wróci! i “Portlandia”! Oraz, oczywiście, “Futurama”. “How to Be a Gentleman” na szczęście kasują, a resztki wyrzucają do śmieci, podobnie jak “Work It”, ohyda.

 

Z jednej strony nie jest najgorzej! Pojawiło się parę dobrych rzeczy i chwilę pociągną. Oprócz tego przedstawiam parę zapomnianych wcześniej.

Once Upon a Time — bardzo dużej zacności wielopoziomowa bajka. Znakomita obsada, super zdjęcia. Bardzo się cieszę, że Lana Parilla uratowała się z zupełnie niedobrego Miami Medical, a Jennifer Morrison nabrała trochę ciała. Oglądać.

Grimm — kryminalny z bajkowymi motywami. Oglądam, ale z tyłu się zastanawiam, skończyły się patenty na zwykłe kryminałki, że trzeba dodać supernatural?

Rizzoli & Isles — też kryminalny, fajny, Angie Harmon w policji i Sasha Alexander w kostnicy. Po przyjacielsku, bez sugestii les, bardzo ładnie.

2 Broke Girls — ojaki dobry sitcom! Obsada bawi się równie dobrze jak widownia, jest konik, są cycki, znakomite teksty.

Homeland — mocny, ciężki, wywiadowczo-terrorystyczny, świetna obsada, muzyka, scenariusz, zdjęcia, ale beznadziejna czołówka. Bardzo dobry.

Boss — mocny, ciężki, polityczny. W zasadzie poza tym wszystko jak wyżej, tylko czołówka dobra. Nad wszystkim zauważalnie hoveruje Gus Van Sant. No i lubię intrygi.

A Gifted Man — medyczny, pan neurochirurg, zmarła żona jako duch, droga klinika kontra przychodnia publiczna, takie sobie, ale starannie robione.

Free Agents US — już chyba skancelowali, ale bardzo mi się te parę odcinków podobało.

How To Be A Gentleman — jak sobie Amerykanie wyobrażają sitcom o dżentelmenie w dzisiejszym świecie. Po pilocie nie kontynuowałam doświadczenia.

Mike & Molly — bardzo przyzwoity sitcom Chucka Lorre o miłości i rodzinie pary zmagającej się z obżarstwem. Moja ulubiona jest siostra głównej bohaterki.

Man Up! — komedia, nie sitcom, ludzie w średnim wieku, w tym jeden facet z rodziną i dwóch luzerów. Dobrze obsadzone, Murzyn obłędny. Dobrze się bawię, po pilocie coraz lepiej.

Up All Night — nie wziął mnie, skończyłam na pilocie. Radek próbował dalej i zanotował tendencję spadkową. Christina Applegate.

Whitney — po każdym, KAŻDYM zdaniu wypowiedzianym przez postać na ekranie, nagrane są śmiechy. Nie wiem, kto na to wpadł, ale mam nadzieję, że wypadnie, bo sam serial, choć sztampowy, ma dobre momenty. Główna bohaterka poza tym serialem robi też dużo lepsze 2 Broke Girls.

Z drugiej strony, mają już za chwileczkę, już za momencik odłożyć na półkę Community i skasować Eurekę. Aż zrobię o nich osobne nocie.

 

Haha, jaki wesoły ten wordpress, gdybym nie miała pomysłów na słitnocie, to on mi podpowie. Trochę mnie to wkurwia. Jakby nie wiedział, że pomysłów mam aż za dużo, raczej klasyczny zespół niekończenia

Oh look — an obvious distraction!

Youtube w bąbelku z reklamami właśnie napisało, że czas na ćwiczenia motywacyjne.

No więc uważam, że każdy powinien obowiązkowo pod karą bardzo srogą obejrzeć parę filmów. Nie podaję tytułów oczywistych, bo wiadomo, że jakieś starwarsy, cabaret, fight club, blade runner, indiana jones, matriks itp.

Karamazovi (2008) w ogóle możesz mieć w dupie wielką literaturę, ale ten film obejrz.

The Butterfly Circus (2009) a to megawzruszający króciak do obejrzenia na http://thebutterflycircus.com/

Antonia (1995) film dostał oskara, więc żeby zachęcić, powiem, że jest sporo seksu.

Constantine (2005) a tak powinno się robić komiks w kinie.

Dogma (1999) bez jaj. idź obejrz.

Elizabeth (1998) tak powinno robić się filmy kostiumowe o różnych tam akcjach historycznych

Surf’s Up (2007) a tak powinien wyglądać porządny reportaż.

Tank Girl (1995) tak się robi kultową ekranizację kultowego komiksu (słowo “kultowy” za moich czasów znaczyło co innego niż dziś)

Samotári (2000) a tak się robi film o życiu, dla świeżych dorosłych przed trzydziestką.

The Rocky Horror Picture Show (1975) albo wiesz, tego nie oglądaj.

The Usual Suspects (1995) koniecznie, i nawet nie próbuj sobie spojlować. chociaż już pewnie po ptokach

Office Space (1999) to się może przydać, jak nie śmieszą cię niektóre obrazki w internecie.

The Fountain (2006) coś pięknego. z dziewczyną też można.

Amadeus (1984) gdyż totalnie byłoby do dupy, gdyby ominął cię ten film

Crank (2006) tak się robi tempo w kinie!

 (1963) ten obejrzyj za karę, że nie obejrzałeś innych z tej listy.

Johnny Mnemonic (1995) kocham ten film za wiele rzeczy i oglądam go raz na rok.

Waitress (2007) a tego nikt się nie spodziewał.

The Princess Bride (1987) bardzo ważna pozycja w memosferze

Love Actually (2003) doskonały film romantyczny. nadaje się dla wszelkiej płci, także w wersji maczo.

Zoolander (2001) cała popkultura końca XX wieku w jednym miejscu

Willow (1988) a ten film wychował wszystkich obecnie starych ludzi, którzy cię nie rozumieją

Banlieue 13 (2004) tak się robi filmy parkurowe

Det sjunde inseglet (1957) a tak się gra w szachy.

Prospero’s Books (1991) tak się powinno kręcić Szekspira

The Fifth Element (1997) tak się powinno robić bajkę w kinie!

Kontroll (2003) a tak się robi bajkę w kinie europejskim.

Jul 062011
 

 

Dziś z grubsza w kolejności preferencji.

Single Ladies — już! po kilku minutach! zerzygalim się w kątku!

Happily Divorced — sitcom, wyłącznie dla najtwardszych wielbicieli Fran Drescher. “- I love her voice. – You’ll get used to it.”

Nine Lives of Chloe King — młodzieżówkobyczajówka, dziewuszka ładna, ale asasyn ją goni? srsly?

Teen Wolf — dla młodzieży, dość gładki młody człowiek w roli głównej. Czuję się staro.

Switched at Birth — też dla młodzieży, ale już bez sajens fikszyn, za to z językiem migowym. Wygląda najsympatyczniej w swojej kategorii z tych tu.

—– kreska oddzielająca seriale, których nie będę oglądać (powyżej), od tych, które tak lub być może —–8<—–

Protector — policyjny; panią blond detektyw gra ofiara niecnych chirurgów plastycznych. Poza rybią twarzą głównej bohaterki ogólnie sztampa gatunku. Nawiasem mówiąc, teraz wszystkie pierwszoplanowe damy mundurowe lub okołosłużbowe są po rozwodach, samotne matki albo coś.

A propos tendencje, tytuły seriali robią się coraz bardziej łopatologiczne.

King — policyjny, kanadyjski, ruda pani detektyw fajna, niedogolony detektyw też. Fabuł poszczególnych odcinków nie pamiętam, ale motywy ogólne tak. Trochę prostych zagrań, ale z czasem coraz mniej. Się ogląda. Rude są fajne.

Franklin and Bash — prawniczo-łobuzerski, totalna zrzynka z Defenders, także ogląda się b. przyjemnie.

Suits — prawniczo-bystrzakowski, pierwsze dwa odcinki znakomite, od Gabriela Machta trudno wzrok oderwać. W bonusie Rick Hoffman z tym jego lekko zezowatym, intelektualnym zębem na przedzie. Sekretarka fajna, młodzież wygląda na bystrą (geniusz jest blondas, ofc), ludzie od dialogów na razie też. Pilot trwa ponad godzinę i (jak rzadko) ma to sens.

Love Bites — tadammm, jest nagroda! Pierwsze skojarzenie — gdyby z Love Actually zrobić serial. Jeśli jest potrzeba napisać więcej, to ja mogę, ale może po prostu idźcie se obejrzyjcie dwa pierwsze odcinki i nie zawracajcie głowy. Aha, kolejne pojawiają się Za Wolno, ponieważ powinny pojawiać się Natychmiast.

 


No więc nadal nie jest jakoś świetnie, ale trochę lepiej niż poprzednio, bo z tamtych oglądam dwa, a z tych — pięć.

Body of Proof — pani w pewnym wieku po wypadku już nie może być neurochirurgiem, ale że jest zdolna i ambitna, więc przeniosła się w bezpieczne miejsce, gdzie nikomu krzywdy nie zrobi — do kostnicy. Oprócz tego szwenda się z detektywami, przesłuchuje świadków, były mąż utrudnia jej kontakty z córką, szefowie nie są zadowoleni z kosztów zlecanych przez naszą bohaterkę badań zwłok i ogólnie you know the story. Miła odmiana o tyle, że pani nie powala młodością i urodą oraz ma fajnego sidekicka (po pilocie nie mam jeszcze pewności, czy koleś nie jest produktem jej wyobraźni). Może kiedyś obejrzę dalej, ale nie wstrzymuję oddechu.

Borgias — kostiumowy, ładny, znaczy, głównie Cesare ładny, ale serial też. Jeremy Irons zawsze ładny. Teraz w internecie robią takie montaże dziewczyn z oczami Buscemiego, mogliby też robić im oczka Ironsa. Fajny tagline “Sex. Power. Murder. Amen.” i obsada w ogóle. Będę oglądać, bo intrygi pałacowe zawsze smaczne. Jak każda kostiumowa saga rodzinna trochę przypomina inne kostiumowe sagi rodzinne.

Breaking In — młody człowiek we flanelowej koszuli zwerbowany na hakera do firmy zajmującej się legalnym testowaniem zabezpieczeń. Scenariusz jest szybki, dialogi i scenki nie będą na ciebie czekać, ale spoko zdążysz i jeszcze się obśmiejesz. Obsadowo jest oczywiście poprawnie i fair: główny bohater ma fajną i poczciwą gębę, laska od sejfów ślicznie się uśmiecha, Murzyn jest niewyczerpaną kopalnią pomysłów, ten gość w peruce też jest freaky. Nie wiem tylko, co tam robi Christian Slater (znaczy wiem — skancelowali mu ten beznadziejny “Forgotten” i teraz się biedak zagrywa na śmierć tutaj), ale umówmy się, po prostu drażni mnie jego wstrętna morda. Serial zostawiam, pyszny jest.

Breakout Kings — wzięło mnie trochę na ciekawość, jak oni zrobią z tego tramwaj, to znaczy fajny serial o ucieczkach z więzienia, bo jeden już mam obejrzany i starczy. Ale zrobili! Wzięli dwóch różnocharakternych przedstawicieli sił policyjnych, dodali zdolną obsługantkę komputera (oczywiście blondynkę), wysypali na to troje skazańców z głowami na karkach i niezłą motywacją. W takim pełnym potencjału zespole łapią naprawdę niebezpiecznych uciekinierów, a nasi sympatyczni skazańcy za każdego dostają minus miesiąc z wyroku.  Obsada bardzo poprawna politycznie, o czym planuję napisać osobno. Żebyśmy nie odnieśli mylnego wrażenia, że ten serial tak niechcący wyszedł niezły, w trzecim odcinku zwiewa niejaki Theodore Bagwell.

Camelot — no, nie jest to trudna zagadka — król Artur, Merlin, Morgana, Ginewra itd. Kręci to stacja Starz, ta od Spartakusa. Krwi i seksu mniej, ale nadal nowoczesne podejście do legend, języka mówionego, dobre zdjęcia, ciuszki, widoki. Znakomita damska część obsady — Claire Forlani w końcu w jakimś porządnym serialu (ostatnio była w csi:ny, od czego nie robiło mi się przyjemnie), Eva Green pierwszy raz w serialu, o rany, co za szatan, trudno wzrok od niej oderwać. Młodzież grająca Ginewrę też niczego sobie, a wszystkie trzy damy znakomicie prezentują się bez kostiumów. Artur to jakiś nieopierzony blondas, ale umówmy się, król w tej historii zwykle jest najmniej ciekawy. Merlina gra Joseph Fiennes, który działa mi na nerwy, ciągle pokazuje zęby i wachluje chrapami, ale fajnie, że wreszcie zrobili czarownika łysego i trochę małostkowo wkurwionego, a nie że ciągle burza włosów, romantyzm i spiczasty kapelut. Aha, rozmawiacie ze smakoszem mitu arturiańskiego w literaturze, więc mam pewne oczekiwania. Serial zamierzam oglądać, wygląda na to, że scenarzyści odrobili lekcje.

Chaos — haha, jaki fajny! Tak głupie, że grzech się dobrze nie bawić (vide “Human Target”). CIA na wesoło, przygody ekipy czterech nietwarzowych last action heroes. Samodobre.

Criminal Minds Suspect Behaviour — gra tam Forest Klapnięte Oczko Whitaker, zatem umówmy się, że nie oglądam, jego maniera mnie wkurwia niepomiernie. Oprócz tego słaby pomysł na serial — CM jest przynajmniej mroczne, mocne i smutne, a w tej odnodze biegają po trawnikach i tyle.

Endgame — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial, głównym bohaterem będzie koleś z traumusią, i żeby był geniuszem jakimś, i obcokrajowcem, i koniecznie ekscentrykiem ma być też. I mroczną tajemnicę żeby miał, i kłopoty finansowe. I żeby zajmował się rozwiązywaniem zagadek. Tylko oryginalnie ma być, więc zagadki będą kryminalne, a geniusz będzie szachowy. I na bosaka niech chodzi. Cool! Ale odlot! Wszyscy to będą oglądać!

Event — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial, w którym nie będzie wiadomo, o co chodzi, a gdyby ktoś był za sprytny, to przy montażu posiekajmy fabułę trochę losowo i poprzekładajmy! (Wytrzymaliśmy kwadrans, ale radkowiecki zmierzył się z iwentem bardziej bohatersko).

Happy Endings — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial komediowy o grupce przyjaciół! Otworzymy tym, że jednemu z nich narzeczona ucieknie sprzed ołtarza. I jeszcze niech będzie gej, udana para małżeńska i laska, która nie może sobie znaleźć faceta. Fajne, nie? Totalnie sam wymyśliłem!

Monroe — mówią i piszą, że to beznadziejna brytyjska podróba House’a, więc nie włączyliśmy. Szkoda, bo Nesbitt jest fajny do oglądania.

Workaholics — w ciągu pierwszej półtorej minuty można odnieść wrażenie, że jest to komedia żenady, a następnie wyłączyć i zająć się czymś innym.

 

A zauważyliście, że jak w serialu mamy młodocianego geniusza intelektu (obecnie lub w retrospekcjach) z przedwczesnym doktoratem, oszałamiającymi skillami lub wielką kasą zbitą na social networkingu, to niezmiernie rzadko bywa on brunetką?

blondie genie

Feb 112011
 

Poświęcam się dla dobra ludzkości i oglądam piloty. W tym sezonie nie jest dobrze.

  1. Shameless US — nuda
  2. Retired at 35 — (sitcom) żadna rewelacja, raz mi usto drgło i tyle
  3. Onion News Network — kto zna oniona, wie, że wszystko będzie dobrze
  4. Off The Map — (dramat) nie wiem, po przeczytaniu opisu (lekarze w dziczy) nawet mi się nie chce zaczynać
  5. Lights Out — (dramat) lubię Holta McCallany
  6. Chicago Code — (policyjny) pilot źle się zaczął, ale dobrze skończył, jeszcze spróbuję, aczkolwiek obsada zdeczka z czwartego tłoczenia, a sam pomysł pachnie sekretem mnicha
  7. Mr Sunshine — zapowiada się porządna komedia pełna dysfunkcji, a to lubię, oraz jest tam Andrea Anders
  8. Bedlam — horror/thriller, więc odpadło z założenia, niech ktoś inny spróbuje
  9. Outcasts — dramat sci-fi, patrz wyżej, moooże się zachęcę
  10. Traffic Light — pilot był ładny i o życiu i miejscami naprawdę można było się z kamienną twarzą obsmarkać ze śmiechu.

Cytując mówiącą do zwierząt, chujki wątłe kancelują Terriersów i Unusualsów, żeby robić ten szajs. Also radkowiecki zaniepokoił mnie niesprawdzonymi plotkami, jakoby mieli skończyć Lie to me i Human Target. No do cholery, że tak się wzburzę na wszelki wypadek.

one more episode

 

Szybki apdejt i synchronizacja zegarków po pierwszej części mojego malutkiego spisiku. Podobno po 10 tys. godzin uprawiania jakiejś dyscypliny człowiek osiąga w niej mistrzostwo. Who wants to touch me.

  1. 30 Rock — rewelacyjne, odjazdowo inteligentne, Tina Fey oczywiście rządzi, ale reszta obsady też daje czadu
  2. Archer — dżizas fak, ale śmieszy. just the tip.
  3. Big Bang Theory — no halo, obowiązkowo! Sheldon ojcem chrzestnym wszystkich nerdów
  4. Bob’s Burgers — pilot tak słaby, że sorka
  5. Bored to Death — pierwszy odcinek istotnie
  6. Cape — znakomity przykład tego, jak nie robić serialu z komiksowym superbohaterem w roli głównej
  7. Community — rewelka, no i przypadkiem nie przegapcie skeczów przy napisach końcowych
  8. Covert Affairs — Piper Perabo jest ładniusia, słodka i wdzięczna; każdy bullshit przejdzie
  9. CSI — nadal beznadziejne, a Marg coraz bardziej naciągnięta
  10. CSI Miami — z żalem stwierdzam, że w odróżnieniu od dwóch pozostałych trzyma poziom, chociaż ten nowy koleś z krzywymi nogami i wiszącą wargą jest jeszcze gorszy od Horacja
  11. CSI New York — drobna zmiana w obsadzie to chyba jedyna dobra rzecz, która się tam zdarzyła
  12. Desperate Romantics — bardzo przyzwoity kawał kostiumowej roboty
  13. Defenders — taki przyjemny leciutki o prawnikach łobuzach
  14. Drop Dead Diva — zabawne i trochę inne jak na prawnicze, ale szybko robi się monotonne
  15. Eastwick — no jak oni mogli to kancelnąć! były fajne dupy i świetny szatan!
  16. Episodes — trochę dziwny, zobaczymy, jak się rozwinie, brytyjska część obsady zajebista, ale amerykańska takase
  17. Fairly Legal — laska naprawdę ładna, ale serial słabieńki
  18. Fixer — pierwszy odcinek niespecjalny, drugi przespany, pfft
  19. Flashpoint — fajne kanadyjskie maczo, ale na dłuższą metę monotonne
  20. Gates — niby jest Rhona Mitra, ale niestety, po paru odcinkach nie dało rady wytrzymać z nudów
  21. Glades — no koleś fajny i pomysł też, ale wykonanie jedzie sztampą i znudziło mi się po paru odcinkach
  22. Good Wife — zdecydowanie jeden z najlepszych seriali, obsada, intryga, dialogi, no wszystko ma dobre
  23. Grey’s Anatomy — nie ma drugiego tak mistrzowsko skonstruowanego emo
  24. Guild — dobre nie tylko dla grających w mmorpgi, a Felicia Day jest obłędnym jackiem of all trades
  25. Harry’s Law — no Kathy Bates, co nie? a poza tym dość sympatycznie się zapowiada jak na lekki prawniczo-obuwniczy
  26. Hawaii Five-0 — ładne widoczki, O’Loughlin niezłe ciacho, świetny Caan, Park chyba ciągle głodna, Kim obleśny, całość — totalna bezydura
  27. Hellcats — bardzo proszę mniej dramy i więcej skakania, a wszystko będzie dobrze
  28. Hot in Cleveland — superhot, zwłaszcza Betty White FTW
  29. Human Target — jedyny serial, w którym ani przez chwilę nie obawiam się dżampnięcia szarka. Pierwszy sezon trochę sausage fest, a w drugim też jest nieźle :> also, Jackie Earle Haley musi już iść, bo ma kogoś samochodzie, to znaczy w bagażniku
  30. Hung — wielka pała nie wciągnęła (miało być do rymu, ale nie wyszło)
  31. Hustle — Mike mnie wkurza, ale Ash rekompensuje związane z tym straty moralne
  32. Identity — nie dość, że nic oryginalnego, to jeszcze nachalna agitka CCTV
  33. InSecurity — dżizas jaki głupi pilot, a miało być zdaje się śmieszne
  34. Jekyll — polecam, dobrze spędzone sześć brytyjskich godzin
  35. Justified — miało być tak mocno, a tu nuda
  36. Life Unexpected — żenująco naiwna młodzieżowa drama z doskonale dobraną emo muzyką, udało mi się wytrzymać trzy odcinki, ale cycki opadły z szelestem
  37. Lone Gunmen — w końcu był czas, żeby nadrobić; pierwsze dwa odcinki trochę mi zajęły, ale potem było bardzo dobrze
  38. Mad Men — perełka, kupione od pierwszego wejrzenia, a zwłaszcza od sceny, w której Christina Hendricks zapaliła papierosa
  39. Melissa and Joey — okropnie mnie śmieszy i mam nadzieję, że ktoś zamówi drugi sezon
  40. Miami Medical — tylko Lana Parrilla godna uwagi, reszta okropnie sztampowa, doktor proktor beznadziejny, na szczęście tylko jeden sezon
  41. Misfits — trzeci sezon w produkcji! yay! mistrz
  42. Murdoch Mysteries — główny bohater laleczka, ale serial spoko
  43. Modern Family — bardzo inteligentna komedia obyczajowa, na razie najlepsza w mojej karierze kanapowca. no i nie ma podkładanych rechotów
  44. NCIS Los Angeles — obsada fajna, ale w drugim sezonie mi się znudziło
  45. Onion News Network — kto zna oniona, temu nie trzeba reklamować
  46. Outlaw — bardzo profesjonalnie zaplanowane, ale sztampowe i naciągane, dobrze, że kancelnęli
  47. Personal Affairs — niestety, okazało się żenujące pod koniec
  48. Pushing Daisies — tak jak dobrzy ludzie mówili, pierwszy sezon cudowny, drugiego nie warto
  49. Royal Pains — słodka popierdułka w wolnych chwilach, ale szlachetność podbródka i rozchylone wargi  głównego bohatera trochę mnie odkręcają
  50. Sherlock — orany, jaką denerwująco gumową twarz ma ten gościu, also: skubańcy ależ dobrze zrobili ten serial. Watson pyszności
  51. Shield — brzydko się zestarzał oraz za dużo niewiary trzeba odwiesić na kołek już w pierwszym odcinku
  52. Scoundrels — ładna obsada, dobrze się zapowiadało, szybko klapnęło i skasowali w porę
  53. Shit My Dad Says — dużo dobrości i chyba jedyna dobra rola Shatnera ever
  54. Spartacus: Blood and Sand — seks, krew, przemoc, intrygi, słabsza wersja slowmotionów z “300″, ale dobre homoerotyczne gore porn
  55. Spartacus: Gods of the Arena — producenci po znakomitym pierwszym sezonie w drugim doszli do mistrzostwa, rewelka
  56. Terriers — jak już powszechnie wiadomo, mam niewypowiedziany żal za kancelnięcie tej perełki
  57. Thick of It — trzy failnięte podejścia do pierwszego odcinka
  58. Trust Me — pół sezonu o agencji reklamowej i kancel, go figure
  59. True Blood — obejrzane w trzy noce cięgiem, niezłe, z przyjemnością czekam na czwarty sezon
  60. Undercovers — głupiutki szpiegowski z bardzo, bardzo ładną parą głównych bohaterów
  61. United States of Tara — bardzo dobry serial, ale w drugim sezonie zaczął zagasać i zagasł
  62. Unnatural History — taki tam młodzieżowy indiana jones
  63. Wallander — bardzo smutne i trochę męczące; w sumie niezłe, ale lepiej książki przeczytać
  64. Warehouse 13 — bardzo urocze i dla gadżeciarzy
  65. White Collar — o mamo, jakie to dobre! fajna obsada (w tym naprawdę przednie ciacho), sympatyczne intrygi, fpytkę
  66. Womens Murder Club — trzynaście przyzwoitych odcinków do popatrzenia na Angie Harmon
Dec 072010
 

Najwyraźniej mam jadowitą właściwość, że jak serial wypina mnie z butów, to natychmiast go kancelują (nota bene z jednym honorowym wyjątkiem — House’a zostawili). Sprawdźmy, czy mam zasięg także na Wielką Brytanię.

Bo w Stanach raczej nie trafimy serialu, w którym pięcioro młodocianych wyrzutków skazanych na prace społeczne będzie kląć (z zajebistymmmm akcentem), latać półnago (gdzie popadnie), szczać, palić, pić (takoż), krzywić mordy, prezentować blowjob na butelce, wrzucać tabsy, malować ławki, sortować śmieci, a po wyjątkowo niezłej burzy z piorunami także czytać w myślach, znikać, cofać czas i takie tam. Wyobraźcie sobie, jak mają przejebane ich probation workerzy. Myślicie, że sobie wyobrażacie? Nie wyobrażacie sobie.

- why r’you in the wheelchair?
-  t’was the storm, the strange tingling sensation in my anus’s spread to my body!

Misfits

Also: skoczna nuta, dobre pyskówki, znakomite zdjęcia (taka fajna ostrość tylko w jednym miejscu na raz i burość wszędzie), a młodzież gra jak szatany. Ale to chyba oczywiste, przecież nie pochwalę serialu z durną muzą i dialogiem drewnianym.

 

Zauważyliście, że kiedy jakiś serial jest zagrożony kancelem albo producenci czują jakąś niepewność okołosondażową — zwykle gdzieś w pierwszym sezonie — do soundtracku zostaje kupiona piosenka Stonesów? Często dobrana jakoś zdupy. Every fuckin time. Z głowy — czwarty odcinek Human Target, ósmy Secret Diary of a Call Girl, co drugi Outlaw (mimo usilnych starań i terroru emocjonalnego kancelnięty po pierwszym sezonie), w zasadzie tylko w Housie Stonesi pojawili się (dwa razy) w dobrze wybranym momencie i pod fabułkę. Najczęściej idą You Can’t Always Get What You Want i ten fajny kawałek o szatanie.

na batonik i żaglówkę

Switch to our mobile site