Żeby było jasne, też mnie ACTA irytuje. Głównie dlatego, że cała akcja była pełna kłamstw, niedomówień i kompromitacji, a także wszyscy mają mnie w dupie. Staram się obserwować na bieżąco, ale nie idzie mi łatwo, bo trochę jest pożar w burdelu. Poszłam sobie nawet z transparentem wczoraj pod kancelarię premiera (chociaż było strasznie zimno).

not much, but still.
Ale też dużo mnie rozśmiesza. Spiszę sobie, żeby nie zapomnieć (poza tym oczywiście będzie się jeszcze działo). Sorry, że chaotycznie i na pewno nie wyczerpująco, ale jestem zmęczona i nie mam czasu.
1. Prasa rozpisała się radośnie o tym, że władza się wystraszyła, kiedy “użytkownicy internetu wyszli na ulice”. Samo sformułowanie jest zabawne na wielu płaszczyznach, co nie?
Umówmy się, władza bała się wcześniej — wtedy, kiedy przepychała ACTĘ przez rybołówstwo i kiedy zaprosiła na tzw. konsultacje społeczne parę organizacji dobranych według ezoterycznego klucza, żeby potem zignorować wnioski.
Mam przed oczami, jak siedzi sobie paru urzędasów i debatuje:
- To jak, jedziemy wierzchem czy przepychamy boczkiem?
- No weź, przecież to tylko formalność, wszyscy podpisują, nie ma co robić hałasu, bo wzbudzi się paru nawiedzonych aktywistów od internetu. Boczkiem, może nikt nie zauważy, będzie spokój.
Okazało się, nahle!, że do liczenia nawiedzonych aktywistów wyjęto za małe liczydło. Niektórym jeszcze się wydaje, że w internecie mieszka kilka osób na krzyż — to takie urocze.
No ale co prasa, żeby nie powiedzieć media (nie powiedzieć, bo nie oglądam telewizji i nie słucham radia). Dlaczego najwięcej dowiedziałam się nie z prasy, tylko z a) tekstu porozumienia, b) komentarzy i analiz blogerów, c) komentarzy i analiz znajomych na G+, d) śmiesznych obrazków z internetu?
Na przykład gdzie porządnie przygotowany, przejrzysty tekst o tym, co będę mogła robić, a czego nie, kiedy wejdzie nowe prawo — w punktach, z gwiazdkami tam, gdzie potrzebna interpretacja? No dobrze, rozumiem, że skoro politycy tego nie wiedzą, to nikt nie wie, a prasa ma kryzys oraz tylko świeże njusy nie jadą zgniłą skarpetą.
Z ostatnich publikacji naprawdę przyjemnie czytało mi się ten tekst, mogę go polecić komuś, komu nie chce się przedzierać przez cały ten bałagan. Mamo, przeczytaj! I jeszcze ten. Jeśli ktoś chce śledzić wydarzenia, polecam mikołajowego gieplusa, same dobre linki tam znajdzie.
A wcześniej co się działo, że afera wypłynęła w mediach parę dni przed podpisywaniem? Dlaczego, żeby teraz wszystko to ogarniać, muszę mieć sześć par uszu, ekran podzielony na cztery okienka i godzinę dziennie na parsowanie danych?
W sumie dla mediów nie mam znaczenia, ważne jest bombardowanie newsami bez opamiętania.
2. Dla przeciętnego użytkownika, który nawet nie musiał czytać treści porozumienia, jest raczej jasne, że w ACTA nie chodzi o interesy twórców i artystów, tylko koncernów i wydawców — tych ze Stanów. Dlatego do łez rozśmieszył mnie Hołdys, a doszczętnie rozłożyła strona stratakazika.pl (skrinszot, bo strony już nie ma; szybko poszło). Średnio ogarnięty posiadacz angielskiego w gębie oraz internetu w kompie napatrzył się na amerykańską aferę SOPA/PIPA, poczuł się i wyciągnął wnioski.

Podobno tak naprawdę miało chodzić o obrót podróbkami and stuff, tylko że rezolucje i prawa piszą ludzie, którzy nie do końca jeszcze kumają, jak działa powiedzmy internet, już zapomnieli, skąd się wziął, a także mieszanie systemów walutowych przychodzi im z nonszalancką swobodą.
Zaraz, bo co mnie w tym śmieszy. Mianowicie skoro prawa zamówione przez tych lekko przekupionych akceptują ci lekko niezorientowani, to potem przyjdą do mnie na chatę tacy kompletnie zagubieni, zarekwirują mi komputer (zrobienie mirrora celem zabezpieczenia dowodów i zostawienie mi narzędzia pracy? no halo!) i sami nie wiedząc, co jest użytkiem dozwolonym, co twórczą inspiracją, a co łamaniem którego prawa, będą bez zrozumienia słuchać, jak udowadniam, że nie jestem wielbłądem. Hilaryjne!
3. Politycy. No proszę siadać, taki dali pokaz.
Najpierw pokazali takiego wała, a nie konsultacje społeczne. Ponieważ jeśli chodzi o prawo, które będzie mnie dotyczyć (zarówno jako usera, jak i twórcy), nie mam znaczenia.
PiS awansowało mnie z piwnego pornonauty na przedstawiciela awangardy rewolucji o wolność i referendum. Jarkacz co prawda tekstu ACTA nie przeczytał, ale za to dużo słyszał o tym w mediach. Niesamowici są, co?
PO nie była w stanie nawet z grubsza ustalić spójnej linii i spaliła Boniego. Potem, zamiast na chwilę się skoncentrować, plątała się w zeznaniach, szukała innych winnych (mistrzostwem świata była próba wysypania wiadra gówna na głowę Streżyńskiej, jedynej osoby w polityce, która cieszy się jakimkolwiek branżowym szacunkiem wśród takich użytkowników internetu jak, powiedzmy, ja), kasowała komcie z fejsika (grzech śmiertelny), and to add an insult to injury, dała się dzieciakom shakować.
Ruch Palikota przytomnie nie mówił wiele i zgodnie ze swoją linią szybko przywdział fawkesowskie maseczki. Co prawda poselstwo siedziało w nich fotogenicznie w parlamencie, zamiast kręcić bombę, ale niech będzie — posunięcie niezłe. Ciekawe, co planują.
4. A kiedy Stany powiedziały, że nie zamierzają ratyfikować porozumienia, które wciskały arenie międzynarodowej po samą falbankę, to już się śmiałam w głos. (Wisienką na torcie był któryś z ichnich lobbystów, który piłował ryja, że przecież zapłacił za ustanowienie nowego prawa i lepiej, żeby władze wywiązały się z tą SOPĄ). Dla amerykańskich korporacji zresztą nie mam znaczenia tak bardzo, że nie pozwalają mi zostać klientem, rezerwując mi wyłącznie prawo do zostania złodziejem (ale o tym napiszę coś porządniejszego kiedy indziej, z innego punktu niż siódme).
5. Łobuzerskie wybryki gnojków, którzy nazywają siebie hakerami. Dla nich też nie mam znaczenia, podobnie jak nieistotny jest cel protestów czy jakość debaty. Ważniejsze jest pomachanie pytongiem ku uciesze swojego gówniarskiego stada oraz pokazanie tym lamerom w rządzie, że potrzebna jest reforma edukacji, bo z ortografią i interpunkcją nie jest u młodzieży dobrze.
6. A najlepszą komedią dla mnie jest to, że zwolennicy wolności i swobody w internecie skrzykują się za pomocą facebooka.
Tymczasem na wszelki wypadek mam prośbę do istot w mundurach, które przyjdą aresztować moją maszynę. Ogarnijcie się wcześniej, którą chcecie brać, żeby nie było zamieszania. Dla was to nie ma znaczenia, a mnie lekarz zabronił się nadwerężać.
Update:
Znakomite podsumowanie u Vagli. Długie, ale warto (można też przeskoczyć początek, ale w sumie po co).