No homo

Ostatnio na prośbę kolegi złożyłam krótki materiał wideo zachęcający do przyjazdu na pewną międzynarodową niszową imprezę organizowaną w Polsce. Nie jestem z siebie zadowolona.

Otrzymałam materiały dobrej jakości i uporządkowany scenariusz. W zaproszeniu są dwa zabawne momenty: w pierwszym znany polityk na mównicy w Parlamencie Europejskim opowiada, że sytuacja w Polsce powoduje, że Polacy nie mają dostępu do kobiet, które nie chcą spotykać się z mężczyznami biednymi. W drugim tenże polityk opowiada, jak to kilkadziesiąt lat temu używał pewnego mikrokomputera do obliczania procentażu gejów w Polsce.

Organizator imprezy nie podziela poglądów polityka, jednak ma taką wieloletnią tradycję, że prosi najróżniejszych celebrytów o wystąpienia w zaproszeniach na swoją imprezę, żeby dotrzeć do szerszej publiczności niż nasza nisza. Koncept jest zacny — a nuż ktoś się skusi, przyjedzie i będziemy się razem dobrze bawić. W zaproszeniach w zeszłych latach występowali artyści, politycy, znane osoby poważne i niepoważne.

Materiał zmontowałam i został opublikowany. Organizator chce do niego dorobić napisy, żeby był zrozumiały dla zagranicznych gości. Na końcu filmu jest moje logo pośród innych osób, które przyczyniły się do powstania zaproszenia.

Przyznam, że nie jestem zadowolona ze swojej postawy. Myślałam, że polityk po prostu zaprosi na imprezę i opowie o swoich przedwiecznych przygodach z komputerami. Powinnam była koledze odmówić, kiedy tylko obejrzałam materiały. Grzecznie, bo to miły kolega, ale odmówić. No, ale czas leci, kolega prosi, to zajmie tylko chwilę…

Myślisz, że wiesz, dlaczego powinnam była odmówić?

*

Miejscem, które dla naszego wspólnego dobra powinno być posprzątane, są nasze głowy. W nich odbywają się wszystkie niezbędne czynności, żeby ludzie czuli się ze sobą bezpiecznie. Żeby osoby wszelkiej maści mogły się rozwijać, porozumiewać, tworzyć, konsumować i kurwa ubogacać ten bury świat, w którym żyjemy.

My też należymy do zbioru osób wszelkiej maści. Nie tylko osoby różne od nas. Ty też i ja też.

*

Dopóki robimy sobie heheszki z gejów, w naszym otoczeniu gejów nie będzie. Ewentualnie dowiemy się o ich istnieniu w palarni albo na prywatnej wódce. Bo będą musieli uważać — widzą, że nie są tu u siebie, choć są tutaj z nami od początku świata.

Nieprędko powiesz, że jesteś gejem, jeśli nasi znajomi będą używać “gejostwa” jako obelgi albo heheszki. Może nawet wiesz, że to dlatego, że nie mają pojęcia, o co z tym chodzi, ale co to zmienia. Prościej będzie nie istnieć.

Dopóki na swoim forasku będziemy wrzucać bez związku z tematem zdjęcia półgołych lasek, w naszym otoczeniu nie będzie wielu dziewczyn chętnych na merytoryczny udział. Bo będą musiały uważać — widzą, że nie są tu u siebie, choć są tutaj z nami od początku świata.

Nieprędko powiesz znajomym, że troszkę wkurwia Cię zwyczaj omawiania, że jakaś laska ma grubą dupę, jeśli znajomi za każdym razem przypomną Ci, że albo jesteś jednym z facetów, albo feminazistką z muchami w nosie i Twoje fochy psują wszystkim humor.

*

Dlaczego spodziewamy się, że wszyscy będą się śmiać, jeśli rzucimy żartem zasadzonym na czymś, co wszyscy kojarzą? Bo o to chodzi w stereotypie. Stereotyp zupełnie serio ułatwia życie i ogarnianie rzeczywistości. Oczywiste jest, że stereotypy łączą ludzi. Razem znamy ten sam stereotyp i razem się z niego śmiejemy.

O czym już mało kto wie, dużo bardziej łączą ludzi wspólne doświadczenia, które ze stereotypem mają mniej wspólnego.

Najgłębsze więzi tworzą się w chwili, w której decydujesz, że przyznasz się do czegoś delikatnego, a osobie, z którą rozmawiasz, rozjaśni się twarz i ucieszy się, że “ja też tak mam!”.

*

Codzienny świat jest sam w sobie zbyt trudny do zniesienia, żeby przy każdym gejowskim, rasistowskim czy seksistowskim żarciku pamiętać o milionach ludzi, którzy zostali zamordowani w komorach gazowych, bo ktoś ustalił, że trzeba zmieść z powierzchni Ziemi Żydów, Cyganów, homoseksualistów i osoby niepełnosprawne. Nie będziemy bez przerwy pamiętać o dziesiątkach tysięcy kobiet, które co roku zostają zgwałcone lub pobite, ponieważ są słabsze fizycznie, a ich zdanie jest przecież w sumie trochę mniej ważne.

Syf, co? A to był jeden krótki akapit.

Nie będziemy o tym myśleć bez przerwy, bo przecież zwariujemy.

O tym, że w czyichś oczach to Ty możesz okazać się człowiekiem słabszym, gorszym, śmiesznym i niepotrzebnym, nie myślisz w ogóle. Żyjesz spokojnie, robisz swoje, nikomu nie wadzisz, starasz się, żeby było dobrze. Powinno wystarczyć.

A jednak wszystko, co robimy z ludźmi i dla ludzi, ma znaczenie. To, o czym mówimy albo decydujemy się milczeć, jest tym, co sobą reprezentujemy. To, jakim cudzym dziełom i myślom dajemy platformę — czyli to, co powtarzamy w rozmowie, to, co udostępniamy w internecie — świadczy o nas. Tworzy świat dookoła nas. Ludzie patrzą i wyciągają wnioski.

Każde z nas jest małym dyktatorem na swoich niedużych włościach, trendsetterem przestrzeni osobistej, właściwym pępkiem swojego świata.

Za młodu podobała mi sie myśl o zostaniu monarchą oświeconym, jednak dopóki nie zrobię skoku na władzę, na poziomie międzyludzkim postanowiłam pozostać Stańczykiem z cyckami.

Jeśli masz jakąkolwiek moc sprawczą, dobrze mieć też kogoś, kto czasem dziubie Cię w łydkę kijaszkiem. Też mam w okolicy paru błaznów, którym pozwalam mnie pilnować.

*

Zamiast mówić ludziom, że robimy fajne rzeczy razem, że jak chcą się przyłączyć, to mają być kurwa przyjaźnie nastawieni…

Zamiast tworzyć atmosferę, w której można bezpiecznie dzielić się tym, co robimy, i łączyć się z radościami wynikającymi ze wspólnych zainteresowań, bez obciachu…

Zamiast sprawić, że dowiemy się więcej o sobie nawzajem, o drogach, które doprowadziły nas do tego, kim tu i teraz jesteśmy…

…mówimy ludziom — z którymi więcej nas łączy niż dzieli — że to, co nas różni, wyklucza ich z naszego wesołego stada.

Zamiast się poznawać, rozumieć, poszerzać horyzonty i wyrabiać opinie o ludziach na podstawie tego, co sobą reprezentują i co wnoszą w nasze życie — tkwimy w tym, że dziewczyny powinny być ładne, faceci powinni być bogaci, geje mają być śmieszni, lesby mają być masywne, graczki mają być chudymi nastolatkami, gracze mają mieszkać w piwnicy u mamusi. I ponieważ stereotypy są śmieszne, czasem bezmyślnie dajemy platformę ludziom, którzy te stereotypy utrwalają.

A przecież wszyscy kurwa wiemy, że nie jest tak, jak mówią. Wystarczy, że spojrzymy na siebie.

3 thoughts on “No homo”

  1. Och. To jest to. Podpisuję się wszystkimi kończynami. Mam tak samo. Czasem. Chciałabym nie mieć nigdy. Może mi się kiedyś uda,

  2. Czasem jest bardzo trudno bronić tego za wszelką cenę. Bo nikt z nas nie jest wyspą i zawsze – mniej lub więcej – potrzebujemy innych ludzi. Jakiegoś stada, niekoniecznie nadmiernie liczebnego, ale jednak. Nie chcę, żebyś myślała, że coś usprawiedliwiam – po prostu bywa, że trzeba poluzować samej sobie, żeby nie zwariować.
    Naturalnie tym komentarzem nie zachęcam Cię do natychmiastowego wybiegu z domu celem wyrżnięcia tępym nożem wszystkich oponentów. Ot, do bycia dla siebie trochę mniej wymagającą.
    Czasem.

    PS Pozwól, że udostępnię.

  3. @moje-waterloo tak, a najbardziej niepokojący są ludzie czyści jak lelije, tych to bym za ucho ;) nie będę się gryźć, ale pamiętać, żeby nadal przyglądać się sobie i okolicy.

Leave a Reply