(Chyba) leniwe

Moja matka nie umie gotować, ale na szczęście także nie lubi jeść. To jest w zasadzie jedyna potrawa, którą wykonuje i szamie ze smakiem. Całkiem niezła rekomendacja, bo oznacza, że roboty przy leniwych tyle, co nic, a są lekkie, smaczne i prawdopodobnie trochę niezdrowe.

Potrzebne będzie:

  • opakowanie serka waniliowego (takiego circa 200 g)
  • ze trzy łyżki mąki
  • jajko
  • kuchenka
  • garnek z wrzącą wodą
  • mikser
  • narzędzie do odławiania topielców, może być taka łyżka z dziurkami albo małe sitko
  • bułka tarta, niewielka patelnia i porządny kawałek masła (na oko dwie łyżki)
  • cukier

Zmiksować na gładko serek z jajkiem, mąką i łyżeczką cukru. Ciasto powinno być bardzo gęste. Jak za rzadkie, dodać więcej mąki.

Nabrać łyżkę ciasta, włożyć do wrzątku. Powinno się odkleić (czasem trzeba życzliwie, ale stanowczo potrząsać łyżką). Czynność powtarzać, aż się skończy ciasto.

Jak glutozaury przestaną się topić, a zaczną wypływać, to po trzech minutach można zacząć je odławiać. Oprócz kluch będą farfocle, także jadalne.

Trochę rozpuścić masło na patelni na małym ogniu, posypać bułką tartą, chwilę pomieszać, aż bułka odrobinę zciemnieje. Wywalić to na kluchy, posypać absurdalną ilością cukru, jeść, póki ciepłe.

One thought on “(Chyba) leniwe”

Dodaj komentarz