degrengolada

Termin “upadek prasy papierowej” oznacza, że standardy idą do dupy. Nie martwimy się tabloidami (no dobrze, trochę się martwimy), ale kiedy gazety opiniotwórcze… Zaraz, zły termin. Szmatławce są potwornie opiniotwórcze. Jeszcze raz:

Kiedy “poważna prasa codzienna” i “tygodniki opinii” nadają miałkim informacjom tytuł, którego nie powstydziłby się redaktor prasy bulwarowej spod znaku konkubenta, siekiery i przerwanego milczenia. Kiedy ukazuje się materiał bezwstydnie zerżnięty (oraz źle przetłumaczony) z zagranicznej gazetki albo, pół biedy, agencji prasowej. Kiedy tekst zostaje zilustrowany zdjęciem nie na temat, bo ktoś w redakcji nie odrobił riserczu albo po prostu nie było w okolicy nikogo kumatego. Kiedy z materiału nic nie wynika, bo nie ma w nim pytania, odpowiedzi ani faktów niezbędnych odbiorcy do wyrobienia sobie rzetelnej opinii. Wtedy mamy UPADEK PRASY PAPIEROWEJ.

(Analogiczne przykłady można znaleźć dla “telewizji informacyjnej”, ale nie rozmawiamy o jej upadku, bo telewizja nigdy nie była medium darzonym szczególnym zaufaniem).

Tak tylko precyzuję, bo bardzo często publiczności ten okrzyk ciśnie się na usta w reakcji na zjawiska w portalach informacyjnych. Te portale nie są archiwum publikacji prasowych, tylko zupełnie innym zwierzęciem (patrz nieśmiertelna, bezsensowna, konkursowo zaniedbana przez wydawcę różnica między gazeta.pl a wyborcza.pl).

Rozumiem, że wydawcy mają swoją teorię tego, co się sprzedaje. Bo teraz bardzo robi się to, co się sprzedaje, a nie bardzo to, co słuszne czy sensowne. Stoi to w sprzeczności z moją etyką zawodową i ogólną dobrotliwością, ale jako czytelnik istotnie daję się wciągnąć. Pasek na TVN24 głoszący, że “piłkarze zjedli śniadanie”, wzbudził we mnie szczere zainteresowanie reportażem z całej podróży sportowej paszy przez przewód pokarmowy. (“Fragment bułki cudem wyrobił się na zakręcie!”). Materiał pt. “Co ma na głowie znana dziennikarka” naturalnie znalazł się na samej górze wyborcza.pl — szkoda, że autor notki zadał tylko pytanie, czy zazdroszczę jej nakrycia czaszki, i nie rozwiązał tytułowej zagadki. Teraz będzie mnie to gnębić.

Dobra, muszę oszczędzać sarkazm na rozmowy o pieniądzach i kryzysie. Ale łapiecie, o co mi chodzi.

Newsy i media robi się teraz coraz bardziej byle jak i z byle czego. Musi być dużo, szybko, wszystko i bardzo, ale ponieważ jest kryzys, to często robi się byle kim. Zatrudnia się zatem tanią siłę roboczą albo zaprzęga stażystów (z całym szacunkiem dla ambitnej, pracowitej młodzieży, która często jest pozbawiona wyczucia i pewnej elegancji, ale dziwnym nie jest — w tłocznej, bezlitosnej chińskiej hurtowej szwalni wiadomości nie ma ich kto przeszkolić, a nikt się z takimi walorami dziennikarskimi nie rodzi). Ponieważ jest kryzys, zwalnia się droższych ludzi z prawdziwym doświadczeniem, a ich obowiązki rozkłada się po pozostałych. Będą trzaskać hurtowo, w niedoczasie, za orzeszki, z solenną obietnicą braku podwyżki, bo jest kryzys, aż zrobi im się wszystko jedno.

Drobna uwaga na marginesie — odnoszę wrażenie, że wydawcom portali newsowych korekta się nie opłaca, a czasu redaktora szkoda na wiadomości, które będą żyć jeden dzień, więc niech lecą, jak są. Wygląda na to, że wydawcy portali newsowych nie zdają sobie sprawy, że internet to ARCHIWUM, a nie jelito w trakcie biegunki.

Anyway. Trochę mi po ludzku przykro, że wydawcy mediowi zaspali i, tacy niedobudzeni trochę, dają się zwariować słupkom (czyt.: statystykom klikalności) i reklamodawcom (czyt.: żądaniom domów mediowych). Szczególnie mnie smuci, że niektórzy zmarnowali niesamowity potencjał. Mieli szansę ukształtować świeżutki rynek, wyznaczyć standardy, podjąć decyzje bardziej długofalowe, mniej szybko-kasa-misiu-kasa. Mogli wziąć pod uwagę, jakie są konsekwencje dążenia do tego, żeby równać do małego i wszystkim się podobać.

Podpowiem: najczęściej kończy się to tak, że mnie się nie podoba. A jak mnie się nie podoba, to nie wszystkim się podoba. Wydaje mi się, że niedokładnie to miał Kingsley Amis na myśli, kiedy stwierdził

If you can’t annoy somebody, there’s little point in writing.

No, ponarzekałam. A intencje miałam w oryginale dobre, gdyż piszę dziś, żeby podzielić się swoim szczęściem. Dołączcie do zachwytów nad Superpospolita.pl. Koledzy z internetu mi ją pokazali. Przy materiale “PKP wygrywa konkurs na najbardziej realistyczną makietę kolei” ryknęłam w komunikacji miejskiej swoim najlepszym oślim rżeniem.

Dla spragnionych wysokiej jakości kątętó prasowego przypominam także:

Miłej lektury.

14 thoughts on “degrengolada”

  1. korekta obywatelska
    w “a nikt się z takimi walorami dziennikarskimi rodzi” zeżarło nie

  2. Może tu działa inny mechanizm. Zobacz, że w mediach jak mówi się o zarobkach dziennikarzy to bardzo często pojawiają się sumy/miesiąc jakich ty czy ja nawet na PIT nie wpisujemy. Zestawiając to z bardzo przeciętnym poziomem wielu “mainstrimowych” dziennikarzy młody człowiek idzie na studia i później do redakcji, a tu dupa blada i ani na Ferrari, ani na paliwo do malucha. To powoduje reakcję w postaci “leję na to” i efekty widać.

  3. hmm. to może faktycznie najpierw się prześpię, a potem poprawię (;

  4. To jest po prostu optymalizacja na krótką metę wynikająca z tego że nikt nie pomyślał co ten Internet tak naprawdę znaczy, gdzieś tam na samym początku. Jeżeli w portal wypełniony drobną miałką paszą po przerobie ludzie i tak klikają… to po co przepłacać. A że to się kiedyś tam zemści? A co taaam.

  5. Tak na marginesie – akby tak ktoś się pokusił i do Calibre dorysował plugina któren umiałby posysać kontent np. Superpospolitej to ja też byłbym kontent. #sięrozmarzyłem
    A tekst jak zwykle trzyma poziom. I pion.

  6. w sensie przycisk magicznego Chcę To Wuwu Na Kundla Centralnie Jak Rss?

  7. Nie przesadzałbym z rolą Internetu jako Wielkiego Archiwisty. W Internecie jest mnóstwo wszystkiego, jest tak od dawna i zjawisko to raczej będzie się pogłębiać niż dążyć do oczyszczenia.

  8. prawda. przyznaję, mam nieco konserwatywne (i już ewidentnie przeterminowane) oczekiwanie, że zawodowcy powinni przygotowywać produkt lepszej jakości niż amatorzy.

  9. Guzikiem w chromie to umiem – ale to muszę wleźć na www i nadusić tenże knefel.

Leave a Reply