
Kinga jest sąsiadką z naprzeciwka, z którą jak nawiązałyśmy łączność, to skończyłyśmy o czwartej nad ranem. Wpadła kiedyś na obiad czwartkowy, popatrzyła na nerdy, nerdy popatrzyły na nią, otchłań powiedziała, że jest głodna, więc Kinga »»»

Kinga jest sąsiadką z naprzeciwka, z którą jak nawiązałyśmy łączność, to skończyłyśmy o czwartej nad ranem. Wpadła kiedyś na obiad czwartkowy, popatrzyła na nerdy, nerdy popatrzyły na nią, otchłań powiedziała, że jest głodna, więc Kinga »»»

Obiady czwartkowe (no już muszę się pogodzić, że tak to się nazywa, bo ewidentnie weszło za moimi plecami do tradycji) weszły za moimi plecami do tradycji. Wśród bywalców nie kucharzył już tylko Zill , twierdząc »»»

Przepis znalazłam na skrawku papieru wyrwanego z babskiej gazety (chyba Obcasów), z braku innego zajęcia wykonałam. Test na nerdach przebiegł pomyślnie, a miska została wylizana zdecydowanie zbyt szybko. Dużo roboty z tym nie ma, tylko »»»

Przepis pochodzi z książki o ziemniakach, ale nie wiem której (mam ich ponad dziesięć). Ktoś kiedyś zwrócił uwagę, że ta potrawa jest bombą kaloryczną. Nie do końca wiem, co to znaczy, ale z całego serca »»»

Jak nie mam czasu odwiedzić ojca, to wyciąga najcięższą artylerię. Na szczęście udało mi się wyłudzić przepis i mogę sobie to upiec sama, ale ojciec robi to lepiej, więc go nie zaniedbuję. Babka niespecjalnie nadaje »»»

Przepis pochodzi z głowy, czyli z niczego. Dawno, dawno temu nerdy były na diecie i trzeba było ich czymś nakarmić (gdyż wódki też im nie było wolno, a przecież nie należy nie pić na pusty »»»