ludzie po drugiej stronie lasu

Był taki wątek (link na końcu notki), w którym nieznane mi osoby zadeklarowały chęć zorganizowania manifestacji heteroseksualistów oraz rozmawiały o kasie wydawanej na promowanie zboczeń. Zatem za namową publiczności naści oto jeden z moich komciów.

Dzielenie ludzi na homo-, hetero-, bi- , a- czy cokowiek-seksualistów nie ma najmniejszego sensu. Każdy człowiek musi w ten czy inny sposób zjeść, wysikać się, zarobić na czynsz, zapłacić podatki, jeśli złapie grypę — wziąć lekarstwa, jeśli złamie nogę — założą mu gips czy co tam się teraz zakłada itd. Znakomita większość ludzi funkcjonuje w grupie, więc prawie każdy człowiek na świecie w pewnym momencie zakochuje się, odkochuje, dba o kogoś, kiedyś ktoś mu znajomy lub bliski umiera. Każdy kiedyś cierpi i każdy kiedyś się cieszy, każdy się drapie, kiedy go swędzi.

Oprócz tego każdy jest inny. Jeden jest rudy, drugi farbowany, trzeci łysy. Jednym podobają się kobiety, innym tylko chude, innym podobają się mężczyźni. Jeden lubi brukselkę, inny — makaron. Większość nawet nie wie, dlaczego lubi jedne rzeczy, a innych nie. Czasem trudno zrozumieć kogoś, kto lubi inne rzeczy niż my i ma inne potrzeby. W obliczu problemów wszyscy jesteśmy jednak tacy sami, próbujemy wiosłować, jak się da, znajdujemy podobnych sobie i trzymamy się razem, żeby było lżej. Wasze deklaracje o pochodzie heteroseksualistów brzmią okropnie dzieląco. To, że wszyscy jesteśmy różni, staje się ważniejsze niż to, że wszyscy jesteśmy podobni. Zamiast wspierać się wzajemnie, żeby było łatwiej, podkreślacie podział, który sprawia, że wszystkim jest trudniej.

Kiedy pęknie rura piętro wyżej i zaleje mnie i sąsiada, nikogo nie obchodzi, czy mój współ-zalany sąsiad jest katolikiem, protestantem, blondynem, zezowatym cholerykiem, samotnym, żonatym, rozwiedzionym.

Teraz pewnie spytacie, dlaczego na przykład homoseksualiści robią parady na mieście, dlaczego się identyfikują jako bi- i homoseksualiści, dlaczego podkreślają tę różnicę. Wydaje mi się, że robią to dlatego, żeby istnieć w powszechnej świadomości, tak samo jak istnieją heteroseksualiści. Kiedy myślisz o “parze ludzi, którzy razem utrzymują dom”, zwykle odruchowo myślisz o parze kobieta/mężczyzna. Geje i lesbijki maszerują, żeby stało się w końcu jasne, że “para ludzi utrzymująca razem dom” to mogą być dwie kobiety albo dwaj mężczyźni. Taka para przy jednym ognisku domowym to mogą być dwie osoby, które się kochają, ale może to być także dwoje przyjaciół. To mogą być dwie starsze panie, które zostały same na świecie, zaprzyjaźniły się i już nie są same.

Dopóki to nie będzie normalne i oczywiste, że dowolna konfiguracja dorosłych ludzi może dbać o siebie wzajemnie i czasem potrzebuje w tym celu formalności zarezerwowanych prawnie tylko dla par damsko-męskich — ktoś musi maszerować. Wy, “heteroseksualiści” w tym wątku, chcecie maszerować, żeby podkreślić swoją odrębność, nie po to, żeby komukolwiek było lepiej.

Proszę śmiało wyszukiwać logicznych dziur. Miejcie w pamięci, że nie zdążyłam w tej dyskusji przerobić różnych aspektów zagadnienia — teraz nie mam czasu się rozpisać, ale od czegoś trzeba zacząć (kiszenie niedorobionej notki w szkicach z jakiegoś powodu nie wydłuża doby, a powinno).

Ogólnie głęboko wierzę w potęgę dawania przykładu swoim zachowaniem. A także w to, że dużo ludzi powtarza zasłyszane komunały bez cienia refleksji. Czasem wystarczy szturchnąć jeden kamyk, żeby zmienić konstrukcję. Totalnie rozumiem, jak ciężko zmieniać swój wygodny, prosty światopogląd na taki, w którym czyhają kolejne pytania, które mogą okazać się trudne (a jeśli nie rozmawiamy sami ze sobą — podchwytliwe, podszyte niemal niezauważalną manipulacją itp.).

W wątku padło jedno z takich pytań — gdzie leży granica akceptacji czyjejś odmienności. Każdy powinien mieć swoją odpowiedź i jej uzasadnienie (oczywiście nie każdy ma swoją, niektórzy mają cudze). Ja mam taką: pierwsza z granic, absolutna, leży tuż obok krzywdy. Komuś konkretnemu dzieje się krzywda? Mnie się dzieje? Nie? To zależnie od kontekstu mogę przejść do następnych granic, względnych — kultury, higieny, prywatności, intymności, wszelkich preferencji.

Niektórym wydaje się, że muszą mieć konkretną odpowiedź na wszystkie pytania tej klasy. No więc można nie wiedzieć wszystkiego do końca, można tylko trochę. Można jeszcze się zastanawiać. Można nie mieć wytrychu, chociaż fajnie by było mieć. Można swoje pomysły odbijać od innych ludzi, wolno przymierzać, wolno uszyć sobie patchwork. Rozumiem, że nie każdy jest gotowy mieć w dupie opinie na swój temat (zwłaszcza niesprawiedliwe); nie każdy dobrze znosi, kiedy zostaje źle zrozumiany; nie każdy też chce stać na barykadzie. Znam też syndrom oblężonej twierdzy i takie tam mechanizmy. Niektórzy ludzie boją się inności, bo nie wiedzą, co o niej myśleć i jak się wobec niej zachować. Jednak kiedy “inne” przestaje być “obce”, łatwiej się znaleźć.

Obiecana na początku geneza, czyli link do fejsa. Wątek publiczny, nie trzeba się logować.

14 thoughts on “ludzie po drugiej stronie lasu”

  1. @kya
    “Kiedy pęknie rura piętro wyżej i zaleje mnie i sąsiada, nikogo nie obchodzi, czy mój współ-zalany sąsiad jest katolikiem, protestantem, blondynem, zezowatym cholerykiem, samotnym, żonatym, rozwiedzionym”

    Problem jest w tym, że podejście jak wyżej, jest charakterystyczne dla drobnego ułamka miejsc, czasów i ludzi. Bo standardem przez prawie całą historię, w prawie całym świecie oraz tu i teraz, to jest “i dobrze, że zalało/spaliło/zachorowało tego szyitę, rudego, mohera, rozwiedzionego, Sikha, pedała, cyklistę, masona, Żyda, a w ogóle to wszystko jego wina (niepotrzebne skreślić)”. Więc nie “nikogo nie obchodzi”, tylko ciebie czy mnie czy nasze 5% nie obchodzi – resztę niskoempatycznych małp naczelnych jak najbardziej to obchodzi.

    A co do prób nauczania ich tolerancji, to poza świeceniem przykładem przydałby się odpowiednie nastrojenie systemu edu, no ale tu chyba puściłem się poręczy w stronę SF.

  2. Mógłbym napisać, że mam w dupie, czy ktoś jest pedałem, czy lesbijką, ale przynajmniej niektórzy mogliby się rozochocić…
    Przecież nikt im nie broni razem mieszkać, tak samo czynią niektóre pary hetero, nikt im również nie broni mieć dzieci – tylko niech sobie zrobią… jednak nie wyobrażam sobie dziecka wychowanego w “rodzinie” gej- lub les-… zwłaszcza, że takie dziecko raczej na pewno przyjmie orientację seksualną taty i taty lub mamy i mamy, a z punktu widzenia przedłużenia gatunku jest do… d**y!

  3. raczej na pewno przyjmie orientacje rodzicow, tak? i wlasnie dlatego dzieci wychowane w rodzinach heteroseksualnych sa heteroseksualne?

    oh, wait.

  4. Drogi Zenonie,

    “nikt im również nie broni mieć dzieci – tylko niech sobie zrobią…”

    Wygląda na to, że osoby homoseksualne nie mają jakiegoś specjalnego problemu z “robieniem sobie dzieci”. Wiesz, homoseksualizm w żaden sposób nie oznacza niepłodności.

    “zwłaszcza, że takie dziecko raczej na pewno przyjmie orientację seksualną taty i taty lub mamy i mamy”

    Po czym wnosisz? Uważasz, że jesteś heteroseksualny ponieważ obserwowałeś taki wzorzec u swoich rodziców, czy dlatego, że czujesz pociąg seksualny/miłość do osób płci przeciwnej?

    “a z punktu widzenia przedłużenia gatunku jest do… d**y!”

    Ale przecież osoby homoseksualne nie mają żadnych przeciwwskazań do przedłużania gatunku! Może oprócz takich, że faktycznie może być trudno wychowywać dziecko w parze jednopłciowej, bo nikomu się to nie podoba.

  5. mnie nie obchodzi, cyz ktoś jest hetero/gej/les. Od biedy nie mam nic przeciwko pochodom.

    To znaczy nie mam o tyle, o ile uczestnicy nie są wyuzdani. Ale przeciw wyuzdaniu w miejscu publicznym miałbym coś niezależnie od orientacji seksualnej “paradującej” osoby.

    Natomiast wnerwiać zaczyna mnie krok dalszy. U nas nie przeszło przez pierwszy krok (tolerancja); w wielu krajach przeszło. I w tym wielu krajach dalszym krokiem środowisk LGBT jest żądanie, by wszyscy byli dla nich “mili” i “uwzględniający”. Na poziomie szwedzkiej bigoterii i określania, że 100% dzieci nie ma mamy i taty tylko “rodzica 1” i “rodzica 2”. Że trzeba koniecznie wykreślać ze świata wszelkie objawy, że jednak standardem podtrzymującym populację jest para rozdzielnopłciowa.

    Innymi slowy – toleruję Was geje i lesbijki; ale odwalcie się od mojego języka, tego czego uczę mojego dziecka (tak długo jak nie rzuca w Was kamieniami). Protestuję przeciwko “poprawności politycznej”

  6. A ja protestuję przeciw “systemowi edu”, bo to kończy się Szwecją. Tak długo, jak homoseksualiści nie stanowią 80% społeczeństwa na prawdę nie chcę, aby w elementarzu dla 6-latka był “rodzic 1” i “rodzic 2” bo jakiś macher-aktywista wymyślił, że określenie “matka” i “ojciec” rani dzieci wychowywane przez pary homoseksualne.

  7. “I w tym wielu krajach dalszym krokiem środowisk LGBT jest żądanie, by wszyscy byli dla nich “mili” i “uwzględniający””

    Aha, mili. Jest gdzieś takie prawo, że trzeba być miłym dla pedryli? Pokaż mi palcem.

    Cała akcja rozbija się o to, że nie jesteśmy gorszymi ludźmi, którzy mają się gdzieś chować. Jako pełnoprawni obywatele mamy prawo do tego, żeby być traktowanym jak ludzie, żeby uwzględniać nasze interesy. Bo te właśnie interesy składają się na coś, co staje się w pewnym momencie interesem społeczeństwa – żyje się w miejscu, w którym jest bezpiecznie, w którym nikt nie musi czuć się gorszy.

    “Na poziomie szwedzkiej bigoterii i określania, że 100% dzieci nie ma mamy i taty tylko “rodzica 1″ i “rodzica 2″”

    Przecież to kłamstwo jest.

    “Protestuję przeciwko “poprawności politycznej””

    Widziałeś kiedyś poprawność polityczną w Polsce? Przecież tutaj można mówić o pedałach i lesbach publicznie to, co komu ślina na język przyniesie. I nic się z tym nie dzieje.

    “ale odwalcie się od mojego języka”

    Używaj sobie swojego języka jak Ci się podoba. Nikogo to nie obchodzi, tak długo, jak ten język nie jest wartościujący, jak długo nie odbiera mi godności.

    “tego czego uczę mojego dziecka”

    Dziecko jako własność. Popularny pogląd. (EOT w tym zakresie).

  8. @ZeNon
    @eli
    ““a z punktu widzenia przedłużenia gatunku jest do… d**y!”
    “Ale przecież osoby homoseksualne nie mają żadnych przeciwwskazań do przedłużania gatunku! Może oprócz takich, że faktycznie może być trudno wychowywać dziecko w parze jednopłciowej, bo nikomu się to nie podoba.”

    Ale przecież te uberheteronormaty jak piszą “gatunek” to nie mają na myśli “gatunku” ludzkiego jako homo sapiens sapiens, tylko gatunek w sensie “moherowy patriarchalny heteronormatywny biały Polak w trójcy jedyny” – przecież już pomijając, że nie potrafią skumać, że homo mogą po prostu mieć swoje dzieci ot tak, to nie są w stanie pojąć, że nawet jak wymrze nie tylko polactwo ale cała biała rasa, to gatunek nie będzie wcale zagrożony, ba, nawet przeludnienie może się nie zmniejszyć. Stąd gadanie z nimi o “gatunku” to jest jak gadanie ze ślepym od urodzenia o kolorach.

  9. @koralgol

    A ja, heterycki wąsacz-burak w średnim wieku, życzę sobie, żebyśmy zdążali m.in. z edu, raczej w kierunku Szwecji czy Skandynawii niż Białorusi czy Somalii czy gdzie tam aktualnie zdążasz, no i co mi zrobisz?

    I przestań w końcu opowiadać kłamstwa o “rodzic 1” itp. Albo sprawdź od kogo pożyczyli ten “argument” retardzi których się naczytałeś, potem od kogo pożyczyli to retardzi, których naczytali się ci pierwsi retardzi, itd a potem skąd w ogóle wzięło się zalecenie dla służb, co do oględnego wyrażania się do obcych dzieci w sytuacjach krytycznych. Hint – na początku nie szło o zakaz, Szwecję i homoseksualność, no ale przecież dla ciebie nie sprawia najmniejszego problemu, że “rozdają samochody w Moskwie!”.

  10. Mogę? Mogę?

    To ja bym zmienił:

    Geje i lesbijki maszerują, żeby stało się w końcu jasne, że “para ludzi utrzymująca razem dom” to mogą być dwie kobiety albo dwaj mężczyźni.

    na:

    Geje i lesbijki maszerują, żeby stało się w końcu jasne, że “para ludzi utrzymująca razem dom” to mogą być również dwie kobiety albo dwaj mężczyźni.

    Różnica niewielka, ale już nie da się do niczego przypiąć.

  11. @kolargol — no ja właśnie myślę, że nie masz racji; ja myślę, że to działa tak, że jeśli uznanie czegoś za normalne nie wejdzie do języka, to nie będzie uważane za normalne.
    Czyli uważam, że zmierzasz do paradoksu: zakładasz, że dorośli będą tolerancyjni dla rzeczy, których nie poznają jako normy w dzieciństwie. Ludzie nie są aniołami, nie są tolerancyjni dzięki głębokiemu bogactwu ducha, są wtedy najczęściej, gdy nie zauważają inności.
    Teraz: zmiana na rodzic1 i rodzic2 (serio Szwedzi tak mają? fun!) jest dość agresywna, wchodzi na Twój teren; ale czy to taka duża cena, za bogatsze społeczeństwo za kilka(-naście, -dziesiąt) lat?

  12. Ale o czym my tu rozmawiamy w kraju, gdzie politykom się wydaje, że zrobili kobietom przysługę wydłużając macierzyński…

    I generalnie uważam, że jakby każdy z takim zapałem jak innych pilnował własnego zachowania, to byłoby na tym świecie zdecydowanie lepiej…

    PS: Kya, nie znam Cię osobiście, ale Cię kocham ;-)

Leave a Reply