Leźniki

Od leźników wszystko się tak naprawdę zaczęło — jeźli kto hce na leźniki… Nerdy dały się skusić, opuściły swoje naszpikowane elektroniką jaskinie, obszamały, spodobało im się, opracowały trasę dojazdu do mojej kuchni i tak już zostało.

Potrzebne będzie:

  • mąka pszenna (od pół kilo do ∞)
  • mleko 2% (od szklanki do ∞)
  • jaja kurze (od 2 do ∞)
  • zimna woda z kranu (od szklanki do ∞)
  • łyżka cukru pudru albo zwykłego (lub wielokrotność)
  • łyżeczka soli (lub wielokrotność)
  • oliwa lub inny, mniej zdrowy, płynny tłuszcz do smażenia
  • micha albo garnek, który to pomieści
  • łyżeczka cynamonu w proszku & sosy słodkie lub dżemy lub cukier puder i mleko XOR puszka piwa & ser zółty w plasterkach lub tarty i pleśniowy XOR syrop klonowy i serek mascarpone
  • mikser (najlepiej taki, który sam miesza, kombo miska + mikser)
  • patelnia (są nawet takie specjalne do leźników, z niskimi krawędziami, ale zwykła się nada)
  • łopatka do przewracania ciasta na patelni
  • łyżka do nalewania ciasta (można użyć kubka lub szklanki)
  • kuchenka

leźniki

Porcja zwykła, czyli na jedną do trzech osób — ze dwa jajeczka wlej bez skorupki. Miksuj. Dodaj mąki na oko (ok. dwóch kopiastych łyżek). Trochę mleka, na oko (ok. ćwierci szklanki). Miksuj, miksuj. Trochę mąki, trochę mleka. Kiedy skończy się mleko, dodawaj wodę. Cynamon, jeśli nadzienie będzie słodkie. Piwo, jeśli leźniki będą z serem albo na otro. Cukier i sól. Woda-mąka-woda-mąka. Stopniowo, na oko. Oliwy z oliwek na oko (ok. dwóch-trzech łyżek). Wciąż miksuj. You got the idea. Ciasto ma być gładkie i raczej rzadkie (mnie zawsze wychodzi za gęste, więc po pierwszym naleśniku dolewam wody na oko i mieszam już łyżką do nalewania; w gładkim cieście woda się dobrze rozprowadza).

Rozgrzej trochę oliwy na patelni (rozgrzany tłuszcz łatwo poznać po tym, że jest dużo szybszy od zimnego), wylej ją do zlewu (nie wylewaj do zlewu, bo się zatka), nalej łyżkę ciasta i manewruj patelnią, żeby się ładnie rozprowadziło cienką warstwą. Jak zaczną trochę odchodzić brzegi, przewróć leźnika, [1] obsmaż z drugiej strony. Pierwszy naleśnik, nie wiedzieć czemu, zawsze jest jakiś taki nie teges. Niech ktoś go zje. Ponieważ w cieście jest trochę oliwy, na patelni teflonowej nie powinno przywierać. Ogień nie za mocny, bo się spalą, i nie za słaby, bo ile można stać i smażyć. Od czasu do czasu trzeba patelnię trochę ostudzić, czyli pomachać nią niezbyt zamaszyście między jednym leźnikiem a drugim.

Napakować dżemem lub polać sosem czekoladowym lub posypać cukrem i polać mlekiem lub posmarować serkiem mascarpone i polać syropem klonowym, odgrzać lub nie, włożyć do buzi kawałek, przeżuwać, przełknąć, czynność powtórzyć do wyczerpania zapasów lub wolnego miejsca w brzuchu.

Teraz sztuczki. Jeśli nie masz mleka, zrób na samej wodzie, będą trochę bardziej kruche. Jak chcesz ciasto na piwie, daj najpierw szklankę mleka, potem trochę wody, potem piwo, powolutku, bo piana się robi, a potem już jedziesz wodą. Ciasto na piwie jest obłędnie aksamitne i puchate; zrezygnowaliśmy z cynamonu na rzecz dodatkowej soli i odrobiny białego pieprzu.

Z serem robimy tak, że w miejscu [1] obkładamy tę obsmażoną już stronę serem i smażymy pod przykryciem, żeby się smakowicie rozpuścił.

Porcja przemysłowa, na kilkanaście osób — wszystkiego odpowiednio więcej. Dwa jajka wystarczają do obsłużenia trzech litrów ciasta, reszta — na oko.

3 thoughts on “Leźniki”

Dodaj komentarz