wstęp do empatii

Obiecałam kiedyś o empatii, bo mam przerost i chętnie się podzielę. A w dni takie jak dzisiejszy — poproszę wyłącznik.

Empatia w ilościach nieprzesadnych, gdyby ją sprzedawać w tabletkach (albo lepiej — wcierać w farbę drukarską i robić z niej nakładki na monitory), mogłaby nam wszystkim polepszyć jakość życia. Mam prawie gotowy poradnik, ale nie chcę mieszać systemów walutowych, więc będzie kiedy indziej.

Dawno temu pracowałam w Życiu Warszawy (była kiedyś taka wesoła lokalna gazetka). Dział miejski był robiony za pomocą podobnych mi dwudziestolatków — młodych, genialnych, przewietrzonych umysłowo. Lubiliśmy się, chociaż po miesiącu zdecydowałam, że wolę być redaktorem i grafikiem niż dziennikarzem. Więcej od nas pił tylko dział sportowy (skądinąd znakomita ekipa w sensie fachowości).

Była więc raz jakaś dobra krwawa akcja, zabity policjant czy coś takiego. Młodzież z błyszczącymi oczami wysmażyła notkę na ten temat. Przyszedł szef działu, przeczytał ją i zrobił obecnym z dupy jesień średniowiecza, cytuję: “czy was kurwa pojebało? przecież ten facet miał matkę, żonę, może jeszcze jakąś rodzinę, a wy głupie gnoje bezmyślne piszecie o nim per zmasakrowane zwłoki“, koniec cytatu (który ugrzeczniłam nieco przez wzgląd na wrażliwszych czytelników).

Nawiasem mówiąc, blogerstwo nigdy nie zastąpi dziennikarstwa właśnie z powodu braku takich lekcji.

Jak widzicie, starannie próbuję nie odnieść się do wydarzeń bieżących. Od których usiłuję trzymać się na bezpieczną odległość. W których wiecie, prokurator robił jakąś swoją robotę, zdaje się m.in. szukał źródeł przecieków prasowych, które psuły współpracę różnych władz w pewnym istotnym międzynarodowym dochodzeniu. Robił, co umiał, szefostwo odsunęło się od niego na odległość zapachu, media po nim skakały, bo jak wiadomo, nasz wywiad zdaniem dziennikarzy to albo partacze, albo matacze, ale w żadnym wypadku nie sojusznik w politycznie wybuchowej sprawie. Zwołał konferencję prasową, na której wydał szczegółowe oświadczenie dotyczące wykonywanych manewrów, poprosił obecnych dziennikarzy o przerwę, otworzył okno, wyciągnął klamkę i strzelił sobie w twarz.

Jeden dziennikarz postanowił wtedy ułożyć prokuratora w pozycji bezpiecznej, bo prawdopodobnie przechodził niedawno szkolenie BHP (i kojarzył, że jak się krew wleje do gardła, to się osoba do kompletu udusi), a także prawdopodobnie nie był ostatnim chujem. W odróżnieniu od pozostałych obecnych przedstawicieli mediów, którzy chycili kamerki, telefony i co tam kto jeszcze ma za narzędzie pracy — żeby dobrze wykonywać swoją pracę, która polega na dostarczeniu newsa.

Dziś kupuję fajki w kiosku, a na pierwszej stronie zdaje się Superaka zanęcająca fotka? fotomontaż? prokuratora na glebie, w kałuży krwi.

Nosz kurwa mać.

Poskarżyłam się Radziowi, a ten opowiedział, że to jeszcze w ogóle nie rekord, bo jak koleś wparował do siedziby PiS i jednego zadźgał nożem, a drugiego zastrzelił, to Fakt zrobił mistrzostwo świata, doom dwójka, karmagedon i mortal kombat na jednej wizualizacji.

Debata na temat tej próby samobójczej będzie trwała jeszcze trochę, ale mam jedną prośbę. Nie zastanawiajcie się w mojej przytomności na głos, dlaczego facet tak spierdolił strzał, skąd (prokurator wojskowy w stopniu pułkownika) miał broń i czy w zasadzie to usiłowanie było na pokaz. Nawet w żarcikach nie rozważajcie. Już tłumaczę, dlaczego. Pierwsze ćwiczenie z empatii.

Jak to z faktami bywa, nie wiemy, jak było naprawdę. Ale wyobraźcie sobie faceta, który ma odpowiedzialną pracę wymagającą stalowych nerwów, kupy wiedzy i mnóstwa kontaktów z ludźmi. Nie wyobrażajcie sobie, czy gość jest w porządku czy nie, bo to nie ma znaczenia. Facet uważa, że dobrze pracuje, właśnie siedzi po uszy w sprawie, która się w pale nie mieści. Można założyć, że wie o tej sprawie więcej niż mnóstwo ludzi dookoła, z których jedni wieszają psy na nim i jego współpracownikach, a drudzy naciskają na wyniki. Napięcie rośnie. Szefowie dystansują się od gościa, bo Wszystko W Tej Sprawie Śmierdzi. Gość zwołuje konferencję prasową, żeby dać znać, co robi i dlaczego uważa, że robi dobrze, broni swoich ludzi. Wydaje oświadczenie — i tu jest ten trudny moment, żeby sobie wyobrazić — mówi, czyta, tłumaczy się, wszyscy są przeciwko niemu,  emocja przesłania mu widok, prosi o przerwę, zostaje sam, psychicznie pęka, w stanie najwyższego napięcia wyciąga broń.

I koniec wyobraźni. Nie wyobrażam sobie, że w takiej oszalałej, przytłaczającej sytuacji ktoś, kto jest zawsze dzielny i przyzwyczajony do napierdalania, napięty jak struna, jest w stanie zapanować nad instynktem samozachowawczym, nad fizyczną reakcją na dźwięki za drzwiami, nad totalnym rozdygotem.

No.

Dwóch moich kumpli popełniło samobójstwo, w odstępie paru lat. Nie tak dawno. Obaj byli nieuleczalnymi alkoholikami, obaj byli bardzo emocjonalni i potrzebalscy, obaj mieli psychozę maniakalno-depresyjną. Przygotowywali się identycznie i metodycznie — odsuwali od siebie rodzinę i bliskich, przestawali chodzić do pracy, pogrążali się w swoich otchłaniach, odrywali od naszej rzeczywistości, gasili resztki swoich emocji i zostawiali klucze komuś, kogo uważali za najbardziej pancernego. Koniec.

Z jednej strony facet pod napięciem, z drugiej zaburzeni, ciężko chorzy ludzie. Dużo osób uważa, że rozumie, jak to się odbywa i że mogą wydawać opinie na temat, co kogo do czego popchnęło, co zrobił źle po drodze itd. A prawda jest taka, że na pewnym poziomie tego się nie da zrozumieć. Zdrowy człowiek nigdy do końca nie rozumie chorego. Człowiek z normalnym poziomem stresu nigdy do końca nie zrozumie kogoś pod najwyższym napięciem. Można pomagać, uczestniczyć, przeszkadzać, ale nie da się do końca zrozumieć.

A jak się nie da do końca zrozumieć, to niezłym pomysłem jest się nie wymądrzać i nie eksploatować. Sparsować, co się da, starać się nie ranić pozostałych uczestników sytuacji, nie wyśmiewać, nie rzucać ciężkich słów, NIE PUBLIKOWAĆ i nie kupować KURWA ZDJĘĆ z czyjejś tragedii. Nie rozładowywać własnego napięcia w sposób, który rozjebałby Twoich bliskich, gdyby to Ciebie spotkało.

A dla zaciekawionych, dlaczego tak mnie skopała dysproporcja lojalności na osi przełożeni-prokurator-jego wydział, oto lektura.

15 thoughts on “wstęp do empatii”

  1. Ogolnie 150% zgody, a z tym prokuratem to trzeba ostrozniej oceniac. O facecie juz dluzej sie mowilo, smrodek byl juz zanim on Nangar-Khel rozbeltal. Tu idzie znaczniej glebiej niz nielojalnosc i jakies male lody.

  2. Hehe i wcale mi do śmiechu nie jest czytając komentarz says. Niby zgoda, ba ponad 100% normy, ale pozostaje ale…

  3. Bo zgoda co do empatii i etyki mediow. Problem jest z samym kolesiem, ktorego zapewne wiekszosc ludzi nie kojarzy inaczej niz jakis tam pulkownik. ale ja juz sie zamykam :). Za kilka dni wszystko i tak sie bardziej wyjasni i bedzie mozna trzezwiej oceniac, albo gdzie ktos rozleje mleko i media beda zyc nowym newsem.

  4. Mnie jeszcze trzepnęło to, że człowiek poprosił o pozostawienie go na chwilę samego. A co robi pan operator? Ano zostawia wlączoną kamerę, na wszelki wypadek ustawioną na szeroki plan. W tym szumie o łapiących i filmujących jakoś się o tym zapomina…

  5. Ogólnie sto procent zgody Pani redaktor, ale:

    Nawiasem mówiąc, blogerstwo nigdy nie zastąpi dziennikarstwa właśnie z powodu braku takich lekcji.

    Ja tu nadal dużą część winy kładę nie na brak dających lekcji, ale na brak chętnych do ich słuchania.

  6. Pracowałem kiedyś dla redakcji, w której byli sami ludzie przed trzydziestką i żadnego starego, który by mógł ich objechać z góry na dół za wybryki. Na szczęście było to czasopismo rozrywkowe, więc skala wybryków była o rząd wielkości mniejsza.

    Teraz oni wszyscy tam są już po trzydziestce i trochę czasem martwię się, jak definiują wybryki, za które objeżdżają z góry na dół młodszych od siebie.

  7. Ja w kwestii formalnej: to raczej nie był spontan. Podobno strzał został oddany z broni prywatnej, a nie służbowej, co ma świadczyć o planowaniu incydentu.

    Mnie (w temacie empatii) walnęło coś innego. Koleś ma dwójkę dzieci. Wyobraźcie sobie, jaki to dla nich jest szok. Przychodzi mama i mówi: “Dzieci, tatuś wziął pistolet i strzelił sobie w buzię, nie wygląda teraz najlepiej”… !!! Dorosły sobie jakoś wytłumaczy; ale weź wyjaśnij to dziecku!

  8. Tutaj jest wewnętrzny problem, że lekcje musi dawać ktoś obdarzony pewną wagą osobową (dla ewentualnego słuchającego). W sieci o to trudniej.

  9. Albo jakże ostatnio modne “hejterzenie”. Po żarciku graficznym na temat ortografii i wartości merytorycznej jednego blogaska autor stwierdził coś w stylu “za co on mnie tak nienawidzi” plus jeszcze jakieś bonusy w moim kierunku.
    Do głowy nie przyjął tego, co było tematem żartu i o czym masa osób mu pisze. Minęły dwa lata i nic się nie zmieniło.

  10. Mam osobiście nadzieję, że ktoś tych durnych dziennikarzy pociągnie do odpowiedzialności prawnej, bo w polskim prawie są kary za nieudzielenie pomocy.

Leave a Reply