Jak sobie nie zapiszę, to przepadło. Najlepiej byłoby sobie narzucić reżim pisania. No. Cieszę się, że od początku możemy się razem pośmiać.
Nie mam siły narysować, ugotować, zawiązać sznurówek (dlaczego — wyjaśnię poniżej albo kiedy indziej; to nie tak, że jestem abnegatem czy czymś takim, po prostu sznurówki są daleko), pójść na basen, nurkować w publiczną służbę zdrowia (możemy panią zapisać na październik), nurkować w prywatną służbę zdrowia (pan doktor potraktuje panią obcesowo już w tym tygodniu!), rozwiązać paru bezsensownych umów (totalnie mam na przykład jakieś żałosne konto maklerskie pochuj), wyrzucić śmieci (Y śmierdzą), wyczyścić kuwety (jezu jezu ochuj.). Jeśli planujesz tu zaglądać, NIE WARTO RATUJ SIĘ UCIEKAJ INNYM LUDZIOM SIĘ CHCE

Nie mam kiedy: posprzątać w plikach, zrobić portfolio — ależ byłoby imponujące! (lubię sobie wyobrażać przed snem, jak wygląda), zadzwonić, podjechać, odwiedzić, pomerdać ogonem, pogadać, wymyśleć, zaprojektować, pograć, poczytać (z wyjątkiem podróży komunikacją miejską), poćwiczyć na instrumencie, opracować planu celem oszczędności czasu. Szkoda, bo czasem myślę, że gdyby był system, rytm i porządek, to może byłoby fajnie.
Nie mam pieniędzy na: długi, wakacje, kino, ubranko, pod koniec miesiąca także na lepsze żarcie (a gorszego żreć nie będę), asystenta, tragarza, kucharza, fryzjera, kosmetyczkę, pedikjury, masaże, meble. Dentystę!
Ale mam na: książkę, czynsz/gaz/prąd/internet, lody, gumę do żucia, kocie siki (na kocie żarcie na szczęście dostaję alimenty), domenę, mydło.

Co tam jeszcze mam. Obraźliwie płatną pracę, ale tak mi już mózg wyprała, że ktoś inny musi pójść pomścić. Zabawne fuchy, nieuleczalną przewlekłą chorobę przewodu pokarmowego (w stanie zapalnym, jak nie palę) i dziś trochę wszystkiego dosyć. I żeby wszyscy umarli, ale nie naprawdę, bo szybko by mi ich brakowało. Szczęście w miłości. I jeszcze mam kompulsje bulimiczne i 20 kilo nadwagi (odkąd zaprzestanie palenia skrzyżowało mi się ze skutkami ubocznymi sterydów, które skądinąd nie zadziałały na cel pierwotny, ale za to zbudziły moją głęboko skrywaną Enerdoską Pływaczkę). Jezu, nie wyobrażacie sobie, jak to jest zostać grubasem w trzy miesiące. Napiszę o tym, jak będę miała moment.
Haha, i znów się pośmialiśmy!
Jak mi się zachciewa palić, to sobie przypominam TE UCZUCIE pod mostkiem i żebrami o poranku. Skóra mi się zmieniła, nawet mi nie mów, że mam iść do dermatologa — nie chce mi się. Coś jak manikjur — paznokcie obcinam dopiero jak mnie zdenerwują. Nie denerwuj się za mnie, szkoda zdrowia.
Mam zajebisty pomysł na biznes, gdyż jak już przejdziemy na książki w ebukach and stuff, takim ludziom jak ja będzie brakować materialnej reprezentacji biblioteki. Od dzieciństwa mam kłopot z nawiązaniem porządnych relacji towarzyskich z kimś, kto nie ma mnóstwa książek w swoim lokalu, a W Dobie Elektronicznego Interwebsu może być z tym kłopot. Sama przerzuciłam się na ebuki m.in. dlatego, że skończyły mi się ściany pod półki.
Totalnie jak w tych nowoczesnych czasach kiedyś wyjdę z domu i kogoś odwiedzę, to chcę jakiś (namacalny choćby okiem) dowód, że osoba ma listę książek dłuższą niż moja ręka. I żeby to było ładne, i kolorowe. I tanie dla takich jak ja, a drogie dla szpanerów.
Like, seriously.
Tu będzie rysunek, jak sobie wyobrażam tę reprezentację księgozbioru. Do tego czasu przedstawiam szkic w skali 1:4.
[ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ][ ]
Muszę wracać do roboty, bo znów pójdę spać o czwartej i będzie mi z tego powodu naprawdę smutno. A nie lubię, jak mi smutno w łóżku, nawet przed snem oglądam Whose Line Is It Anyway.
blog
garnek
komiks
kanapa
statek matka
[...] you want to know more [...]
hejah,
ja przed snem zapuszczam “Rodzinę Poszepszyńskich” – przewagę nad Whose line… ma taką, iż wzrok może już wypocząć, a komputer sam się wyłączy – zazwyczaj gdy się już smacznie śpi :)
minusem jest permanetne uzależnienie się od tego i … brak snów.
Pozdrawiam, i czytam dalej.
ostatnio m.in. z powodu zmęczonego oka wróciłam do The Late Late Show z Craigiem Fergusonem. chytrze puszczam playlistami z (i tak ładującej się) komórki <: i zawsze zasypiam przed what did we learn.
uzależnienie owszem. minusem jest głównie podczas noclegu u kogoś bez wifi.