SPA dajcie

Niekoniecznie to wszechstronna istota, ale nie zna się na tych sprawach, więc helou world. Dziś opowiem o rozkoszach SPA.

SPA oznacza sanus per aquam, co można przetłumaczyć z łaciny jako “dupa w wodzie” i zasadniczo wszystko się zgadza. Ośrodki SPA mają basen, dżakuzi, sauny i specjalne wanny z przykrywką (tzw. kapsuły) do mokrych zabiegów. Ośrodek, o którym opowiem, ma jeszcze dwie rury do zjeżdżania do basenu, żółwie w jeziorku, żółwie w strumyczku oraz prawie same zalety i jedną sporą wadę, która nam się w pewnym sensie opłaca.

Wada jest taka, że hotel mieści się w Rumi w środku niczego. Z jednej strony Castorama, z drugiej szopa, wokół której chodzi dwóch wciętych roboli, z trzeciej ulica, na czwartą nawet nie patrzyłam. Do eskaemki 3 minuty wolną piechotką, parking. Do morza jakieś 5 km, żadnego lasu w zasięgu wzroku. Dzięki temu jest to naprawdopodobniej najtańsze porządne SPA w Polsce.

Zalet jest oczywiście znacznie więcej.  Hotel ma dużo gwiazdek, na które zasłużył. Pokoje od niedużych po boisko do koszykówki z tarasem tych samych rozmiarów (takie są trzy na pierwszym piętrze, współdzielą taras), ładna i sensownie ustawiona łazienka (o, jeszcze jedna wada – w większości łazienek jest trochę bez sensu prysznic, tylko sitko nad głową, dziewczyny wiedzą, w czym problem), dobra suszarka, ręczniki wymieniane codziennie, frotowy szlafroczek, owocki, telewizor (m.in. z kanałem BasenTV), lodówka itd. WiFi wszędzie, w niektórych pokojach dodatkowo gniazdko, w szufladzie już czeka kabelek (wzruszyłam się, jak go znalazłam). Za 30 zł dziennie można mieć ze sobą zwierzątko domowe.

Hotel urządzony z większym smakiem niż się spodziewałam po cenie. Można się zgubić w gąszczu korytarzy, ale co krok szezlong albo fotelik z popielniczką, dobra wentylacja, żadnych smrodków, obsługa szwenda się i pilnuje, eleganccy, uprzejmi i taktowni, mówią językami.

Można brać śniadanie do łóżka! Bez dodatkowych opłat. Wjeżdża taki fajny wózek, pani wykłada pińcet talerzyków na wszystkich wolnych powierzchniach i nie patrzy na moją piżamę ani fryzurę. Kocham tę panią i ten wózek. I trzy rodzaje śniadań do wyboru.

No ale zejdźmy do SPA, bo tam się siedzi przez większość czasu. Pięknie pachnie, dziewczyny wychodzą ze skóry, żeby gość dobrze się czuł, wyposażenie nowoczesne i zadbane.  Jak ktoś mieszka w Trójmieście, to może sobie przyjechać na parę godzin, a jak nie, to może sobie wykupić jakiś pakiet i posiedzieć.

Niektóre zabiegi:

  • pedicure – koniecznie, najlepiej pierwszego dnia;
  • manicure – koniecznie, najlepiej ostatniego dnia;
  • świat sauny – szklanka soczku, solankowe dżakuzi, sauna fińska sucha, której nie lubię, infrasauna, która czyści z toksyn, i zwykła parowa, najfajniejsza moim zdaniem, można się pokładać na kafelkach i są światełka;
  • grota solna – padamy sobie na leżaczek w pokoju pełnym gipsu i soli, owijamy się kocem, głośniczek tłumaczy, że ten zabieg dobrze nam zrobi na płuca, krew, skórę i zapalenie jelita, zaczynają mrugać światełka, szumieć morze, ptactwo skrzekotać, po czym na przykład ja zasypiam na 45 minut;
  • masaż – chyba nie muszę zachwalać;
  • masaż odchudzający – no cóż, będą siniaki :>
  • magnetoterapia – nie sądzę, żeby to działało, ale miło poleżeć i sobie podrzemać, podczas gdy jakiś niby magnes nas niby magnesuje;
  • sekwencyjny masaż uciskowy Boa – wkładają nam nogi w taki kombinezon, który potem puchnie i odpuchuje po kolei, zabawne;
  • elektrolipoliza – przyczepiają elektrody do tyłka i puszczają zwiększający się prądzik, który rozbija tłuszcz. Trzeba powtórzyć parę razy. Działa, ale uwagę mam. Być może kobiety nawykłe do depilacji woskiem i tego typu przyjemności podejdą do tego zabiegu ze stoickim spokojem. Pozostałym radzę wziąć książkę – będzie czym rzucać w głośniczek, w którym Phil Collins śpiewa “I can feel your pain”, będzie też na czym zagryzać zęby.
  • vacu vell (bieżnia próżniowa) – wkładamy gumową spódniczkę i łazimy zassani w bieżnię; nuda, więc dobrze wziąć coś do słuchania. Dziewczyny chwaliły, że fajne i działa, ale ja chyba należę do frakcji, którą wysiłek fascynuje tylko jako obiekt obserwacji.

Zabiegi kosmetyczne są wykonywane w porzadku, ale jestem przyzwyczajona do swojego gabinetu, swojej pani i swoich kosmetyków, więc z mojego punktu widzenia żadna rewelacja. Niedaleko recepcji jest przestrzeń relaksu, gdzie można walnąć się na wyrko, wyregulować wysokość materaca, pooglądać tiwi, siorbnąć herbatkę i poplotkować z innymi dziuniami.

Mają bowling, ale nie byłam. Przy recepcji bar z drineczkami, obok wypasiona jadalnia. Kelnerzy są ultrauprzejmi, a niektórzy nawet ładni. Jedzenie – obłędne.

PS
Panowie, jeśli kochacie swoje kobiety, wyślijcie je raz na rok na tydzień do SPA w Rumi. Rumia. Wyguglacie sobie. Rezerwację można zrobić mailem, fakturę można wrzucić w koszta reprezentacyjne. Jeśli kochacie swoje kobiety naprawdę mocno, możecie pojechać z nimi, poddać się zabiegom nieurągającym męskiemu honorowi, a nagrodą za miękkie pięty będą bowling, alkohol, żarcie pierwsza klasa i wdzięczność ukochanej.

5 thoughts on “SPA dajcie”

  1. To z tej czwartej strony są tory, a za torami las- którego miało tam nie być… A przy okazji- sauna jest znakomita, choć beczka w niej zdecydowanie za mała i beznadziejna

  2. 2 lata temu byłem tam z TŻ i 2-letnim kidsem – potwierdzam, że fajnie w tej opcji, bo jest spory pokój dla dzieci i fajny basenik dla tychże. Tak nam się spodobało, że przedłużaliśmy pobyt kosztem pracowych zobowiązań – warto było :-)
    PS. Jedyny problem to masaże – nie wiem o czym gadać z masażystką (nie jestem mistrzem smalltalku) – najchętniej rozleniwiam się i kindlam, ale po chwili czuję się nieswojo, że może jednak powinienem coś powiedzieć… :-)

  3. e, jak nie boli, to zwykle przepraszam za niekonwersatywność i zasypiam <:

Dodaj komentarz