gender bender

Zrobiło się cieplej, a z nieba pada całkiem ładne białe gówno.

Bardzo lubię posłuchać czasem muzyki niewyszukanej. Po prostu prosta muzyczka to prosta przyjemność. Folczyk, popik, motywacyjna muzyka żniwna itp. Ba, teksty niektórych piosenek disco polo warte są poświęcenia (np. wspomniane przy innej okazji “czy dobrze robię tobie”). Dużą przyjemność sprawia mi oglądanie boysbandów i girlsbandów (dziesiątki tysięcy dolarów wydanych po to, żeby pięciu nieletnich, pryszczatych, wijących się metroseksualnie patafianów spodobało mi się na tyle, żeby kupić ich płytkę. Genialne w swojej prostocie!).

Seriej — wolę porządnie zrobiony, mało ambitny popowy kawałek niż niektóre pretensjonalne i odęte produkcje wyższych lotów. A jak jeszcze przykumam przymrużenie oka, zabawę formą i ew. kocie ruchy, to już zupełnie mró.

Najbardziej jednak lubię, a zdarza się to oczywiście najrzadziej, kiedy ktoś mnie przyjemnie zaskoczy. I tak oto zimową porą bułgarski wokalista Azis uprawiający czalgę zaskoczył mnie rozkosznie i całkowicie, spodobał mi się szczerze i bardzo oraz skradł moje serce na długo.

Dobra, nie będę świnia — dotychczasowe doświadczenia wykazały, że jeśli jesteś białym heteroseksualnym anglosa^W facetem, najprawdopodobniej nie wytrzymasz tego widoku. Mnie kręci Tim Curry śpiewający “I Can Make You A Man”, so you have been warned.

4 thoughts on “gender bender”

Dodaj komentarz