Raport z Pixel Heaven 2013

Musiałam pójść na Pixel Heaven. Organizatorzy obiecali gierki z lat 90., noc z demosceną i piwnicę współczesnych gier indie, a do tego flippery i występy niskobitowych muzyków. Straciłam przytomność ze szczęścia.

Rewelacyjne invitro:

Krótsza wersja zaproszenia, równie śliczna:

Wisienką na torcie były prelekcje i panele dyskusyjne z ludźmi z “Bajtka”, “Secret Service’u” i “Top Secretu” plus gość specjalny — Frédérick Raynal, ten od “Alone in The Dark” i “Little Big Adventure”. Ostrzyłam sobie zęby na wystawę komiksów z PRL-u, ale niestety — nie zmieściła się w klubie i została obiecana na przyszły rok.

Impreza ewidentnie miała przemyślany target — gracze i trochę demoscenowców oraz ludność cywilna z dziećmi przyciągniętymi w celu pokazania, jak to kiedyś byliśmy kul. Demoscenowcy wybitnie dopisali, bo w odróżnieniu od copy party — nie było moralnego obowiązku szykowania produkcji do konkursów. O tym, jak cudowne i nostalgiczne wspomnienia mam z demosceny, napisałam w zeszłym roku przy okazji We Can w Łodzi.

Już w piątek dotarł do mnie Hrw, więc na wszelki wypadek poszliśmy przygotować wątroby przed Pixel Heaven do Paradoksu. Na party place przyjechaliśmy w sobotę w południe, ponieważ o godz. 14 miały zacząć się prelekcje, a wcześniej chcieliśmy z Mechem spokojnie wejść do klubu i złapać kilku rozmówców.

Właśnie, bo zapomniałabym — zaproszono mnie do współtworzenia podcastu technologicznego Dekompresor.pl, dwóch panów w łódce nagrało kilkanaście odcinków i zapragnęło trzeciego hosta, żeby było łatwiej i weselej. Teraz próbujemy zostać koncernem telewizyjnym, więc na dobry początek nakręciliśmy ponad 4h wideo z Pixel Heaven, z czego na razie udało się wystawić jedną trzecią — do obejrzenia na tubkowym kanale DekompresorTV. W przyszłym tygodniu chcemy wypuścić jeszcze osobną audycję tematyczną, stay tuned. Mech był głównie kamerzystą, a ja głównie wtykałam ludziom mikrofon. Nie śmiejcie się ze mnie, to był mój pierwszy raz, było upiornie gorąco, byłam młoda, potrzebowałam pieniędzy.

Żartuję oczywiście, nie dostaliśmy za to ani grosza, a choć mogliśmy wejść za darmo jako media, postanowiłam wspierać przedsięwzięcie i nabyłam wejściówkę. Rejestracja poszła sprawnie, wręczono nam książeczki z programem na smyczach oraz magazyn z zapowiedziami punktów programu, ilustrowanymi artykułami wspomnieniowymi i wywiadami, a także reklamami Peweksu, Baltony, joysticków, gameboyów itd. Przy wejściu można było też kupić koszulki z logo Pixel Heaven, bardzo dobrej jakości, po 40 zeta. Zin był wykonany bardzo profi — jak sfocę, to tu dokleję.

W CDQ otwarte były trzy bary, przy których przez całą imprezę można było się pożywić mikrokanapeczką za złotówkę lub piwem z kija za 8 zł (przyzwoitym i niechrzczonym) lub butelkowym za nie wiem ile. Woda była chyba po piątaku. Kawa była niestety tylko czarna i rozpuszczalna, ale jeśli ktoś — jak np. Hrw — był sprytny, dostawał ją w kubeczku z uchem. Toaleta była czysta i zawsze zaopatrzona w papier, o czym wspominam ze szczególną czułością, ponieważ jest to sytuacja rzadko spotykana na parties.

Na parterze stały flippery, przez większość czasu zasłonięte albo przez turniejowców, albo szybko przesuwającą się kolejką chętnych do gry. Pogadałam z graczami w czasie eliminacji do turnieju:

Na korytarzu sprzedawano gadżety inspirowane grafiką wielkich pikseli, a dalej zagnieździli się posiadacze antycznych konsol i chętnie opowiadali o grach. Niektóre można było kupić jak za starych czasów na giełdzie, nawet klasyczny kartonik w ingliszu leżał:

Sala główna była na pierwszym piętrze. Po bokach stały klasyczne dzieła sztukomputery, do których można było przysiąść i pyknąć w gierkę, na środku krzesła dla widzów, na podwyższeniu scena dla prelegentów, a za nią nieco pognieciony bigscreen. W sali było niemożebnie gorąco, zatem mam nadzieję, że organizatorzy za jakiś czas wystawią filmy z prelekcji, bo nie wytrzymałam długo.

“Retro Stories” zaczęły się punktualnie. Niektórzy zaproszeni goście nie mogli dotrzeć, zatem organizatorzy puścili nam nagrane wcześniej wywiady z Alexem i Gawronem. Fragment:

Zeszliśmy do piwnicy, gdzie autorzy polskich gier indie, zwanych pieszczotliwie “indykami”, pokazywali nam swoje dzieła.

Defenders of Vermillion:

1Heart:

MouseCraft:

Gloria Victis:

Kiedy z Indie Basement przenieśliśmy się na drugie piętro, okazało się, że jest tam powietrze, a nawet przeciąg, oraz że sfrajerzyliśmy kompletnie, bo jest także drugi bigscreen, a na nim zrzut z prelekcji. Stało tam jeszcze więcej maszynek dostarczonych przez Muzeum Historii Komputerów i Informatyki, sprawnych i obsadzonych przez graczy w każdym wieku. Wszystkie komputery wystawione w tej strefie można obejrzeć w galerii na gieplusie u mnie lub u Hrw.

Potem zajęłam się spotykaniem nowych i starych znajomych, niektórzy zgodzili się mówić do mikrofonu. Z dobrych wiadomości — Łapusz obiecał, że jeśli przeżyje, za rok będzie druga edycja Pixel Heaven. Złych wiadomości niewiele, choć przez chwilę ze Scorpikiem zbieraliśmy plotki, kto umarł i na co. Rzewnie wspominaliśmy parties, ustalaliśmy, kiedy widzieliśmy się po raz pierwszy i ostatni. Przypominaliśmy sobie gierki, Witek poszedł sprawdzić, czy umie jeszcze grać w “Boulder Dasha” i był bardzo zadowolony, bo doszedł aż do planszy “G”. Opowiadaliśmy sobie, kto ma jakie ośmiobitowe skarby w szafie i na próżno narzekaliśmy, że nie ma kiedy tego odpalić. Piliśmy zdrowie i wznosiliśmy okrzyki. Naprzeciwko klubu można było w całodobowym okienku kupić drożdżówki.

Wieczorem znów nagrywaliśmy i udało nam się m.in. dowiedzieć szczegółów dotyczących zasobów i planów Muzeum Historii Komputerów i Informatyki:

Część imprezy zaczęła krążyć między Pixel Heaven a knajpą grową Level Up, gdzie afterek ochrzczono Pixel Hell:

Gdzieś w międzyczasie w sali głównej muzycy zagrali obiecane koncerty na starych maszynkach:

Przed północą V0yager otworzył tylko trochę spóźnioną Noc z Demosceną w sali głównej, a my powspominaliśmy historie z parties i niedługo później udaliśmy się na spoczynek, żałując, że nie możemy oglądać dem do białego rana. Mam obiecaną playlistę produkcji wybranych przez V0ya, jeśli ją dostanę, link wstawię na końcu tekstu i każdy nadrobi zaległości we własnym zakresie.

W niedzielę druga część Retro Stories w sali głównej została zapowiedziana na nieco zbyt młodą godzinę (czyli przed południem). Wybudzona już ludność doniosła, że zgodnie z obietnicą organizatorów klub był otwarty przez całą noc.

Poszwendaliśmy się po drugim piętrze, pograłam w Jetpacka i Prince of Persia, pooglądaliśmy film z gameplaya Another World. Przez chwilę dopingowaliśmy ekipie grającej w kapsle (ojciec uczył syna, młody łapał szybko i entuzjastycznie). Zobaczyłam Raynala z bliska! Przesympatyczna osoba i zupełnie nieponura.

Na koniec po raz kolejny oddaliśmy się wspomnieniom i relaksowi w słońcu oraz leniwie machaliśmy gościom udającym się na azymut wanna/łóżko. Umówiliśmy się na kilka następnych parties oraz obiecaliśmy sobie, że na Pixel Heaven 2014 też się znów spotkamy, bo jakże by inaczej.

***

Pixel Heaven 2013 miał miejsce 15 i 16 czerwca w Warszawie, w Spółdzielni CDQ na Burakowskiej. Strona imprezy: http://pixelheaven.pl/

Playlista filmów Dekompresora z Pixel Heaven: http://www.youtube.com/playlist?list=PLW6ZSBqZwwi5E3CzToiQyGMlvEkea5QQf

Na koniec relacja przedstawiciela młodego pokolenia, którą wyguglałam przypadkiem:

8 thoughts on “Raport z Pixel Heaven 2013”

  1. @argasek zapraszałeś, ale byłam zbyt służbowo i zbyt obwielbłądzona sprzętem, żeby się uczciwie sponiewierać. poza tym nie mogę zbyt długo przebywać w towarzystwie tak pięknych mężczyzn jak Scorpik, bo tracę rozum. (; było super.

  2. Fajna relacja (w Dekompresorze już jakiś czas temu oglądałem całość), koniecznie przybywaj na tegoroczne We Can :)

  3. @Biter na zeszłym było rewelacyjnie, teraz staję na głowie, żeby też dotrzeć (:

Dodaj komentarz