Kalkomania, kalkomania

No więc nadal nie jest jakoś świetnie, ale trochę lepiej niż poprzednio, bo z tamtych seriali oglądam dwa, a z tych — pięć.

Body of Proof — pani w pewnym wieku po wypadku już nie może być neurochirurgiem, ale że jest zdolna i ambitna, więc przeniosła się w bezpieczne miejsce, gdzie nikomu krzywdy nie zrobi — do kostnicy. Oprócz tego szwenda się z detektywami, przesłuchuje świadków, były mąż utrudnia jej kontakty z córką, szefowie nie są zadowoleni z kosztów zlecanych przez naszą bohaterkę badań zwłok i ogólnie you know the story. Miła odmiana o tyle, że pani nie powala młodością i urodą oraz ma fajnego sidekicka (po pilocie nie mam jeszcze pewności, czy koleś nie jest produktem jej wyobraźni). Może kiedyś obejrzę dalej, ale nie wstrzymuję oddechu.

Borgias — kostiumowy, ładny, znaczy, głównie Cesare ładny, ale serial też. Jeremy Irons zawsze ładny. Teraz w internecie robią takie montaże dziewczyn z oczami Buscemiego, mogliby też robić im oczka Ironsa. Fajny tagline “Sex. Power. Murder. Amen.” i obsada w ogóle. Będę oglądać, bo intrygi pałacowe zawsze smaczne. Jak każda kostiumowa saga rodzinna trochę przypomina inne kostiumowe sagi rodzinne.

Breaking In — młody człowiek we flanelowej koszuli zwerbowany na hakera do firmy zajmującej się legalnym testowaniem zabezpieczeń. Scenariusz jest szybki, dialogi i scenki nie będą na ciebie czekać, ale spoko zdążysz i jeszcze się obśmiejesz. Obsadowo jest oczywiście poprawnie i fair: główny bohater ma fajną i poczciwą gębę, laska od sejfów ślicznie się uśmiecha, Murzyn jest niewyczerpaną kopalnią pomysłów, ten gość w peruce też jest freaky. Nie wiem tylko, co tam robi Christian Slater (znaczy wiem — skancelowali mu ten beznadziejny “Forgotten” i teraz się biedak zagrywa na śmierć tutaj), ale umówmy się, po prostu drażni mnie jego wstrętna morda. Serial zostawiam, pyszny jest.

Breakout Kings — wzięło mnie trochę na ciekawość, jak oni zrobią z tego tramwaj, to znaczy fajny serial o ucieczkach z więzienia, bo jeden już mam obejrzany i starczy. Ale zrobili! Wzięli dwóch różnocharakternych przedstawicieli sił policyjnych, dodali zdolną obsługantkę komputera (oczywiście blondynkę), wysypali na to troje skazańców z głowami na karkach i niezłą motywacją. W takim pełnym potencjału zespole łapią naprawdę niebezpiecznych uciekinierów, a nasi sympatyczni skazańcy za każdego dostają minus miesiąc z wyroku.  Obsada bardzo poprawna politycznie, o czym planuję napisać osobno. Żebyśmy nie odnieśli mylnego wrażenia, że ten serial tak niechcący wyszedł niezły, w trzecim odcinku zwiewa niejaki Theodore Bagwell.

Camelot — no, nie jest to trudna zagadka — król Artur, Merlin, Morgana, Ginewra itd. Kręci to stacja Starz, ta od Spartakusa. Krwi i seksu mniej, ale nadal nowoczesne podejście do legend, języka mówionego, dobre zdjęcia, ciuszki, widoki. Znakomita damska część obsady — Claire Forlani w końcu w jakimś porządnym serialu (ostatnio była w csi:ny, od czego nie robiło mi się przyjemnie), Eva Green pierwszy raz w serialu, o rany, co za szatan, trudno wzrok od niej oderwać. Młodzież grająca Ginewrę też niczego sobie, a wszystkie trzy damy znakomicie prezentują się bez kostiumów. Artur to jakiś nieopierzony blondas, ale umówmy się, król w tej historii zwykle jest najmniej ciekawy. Merlina gra Joseph Fiennes, który działa mi na nerwy, ciągle pokazuje zęby i wachluje chrapami, ale fajnie, że wreszcie zrobili czarownika łysego i trochę małostkowo wkurwionego, a nie że ciągle burza włosów, romantyzm i spiczasty kapelut. Aha, rozmawiacie ze smakoszem mitu arturiańskiego w literaturze, więc mam pewne oczekiwania. Serial zamierzam oglądać, wygląda na to, że scenarzyści odrobili lekcje.

Chaos — haha, jaki fajny! Tak głupie, że grzech się dobrze nie bawić (vide “Human Target”). CIA na wesoło, przygody ekipy czterech nietwarzowych last action heroes. Samodobre.

Criminal Minds Suspect Behaviour — gra tam Forest Klapnięte Oczko Whitaker, zatem umówmy się, że nie oglądam, jego maniera mnie wkurwia niepomiernie. Oprócz tego słaby pomysł na serial — CM jest przynajmniej mroczne, mocne i smutne, a w tej odnodze biegają po trawnikach i tyle.

Endgame — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial, głównym bohaterem będzie koleś z traumusią, i żeby był geniuszem jakimś, i obcokrajowcem, i koniecznie ekscentrykiem ma być też. I mroczną tajemnicę żeby miał, i kłopoty finansowe. I żeby zajmował się rozwiązywaniem zagadek. Tylko oryginalnie ma być, więc zagadki będą kryminalne, a geniusz będzie szachowy. I na bosaka niech chodzi. Cool! Ale odlot! Wszyscy to będą oglądać!

Event — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial, w którym nie będzie wiadomo, o co chodzi, a gdyby ktoś był za sprytny, to przy montażu posiekajmy fabułę trochę losowo i poprzekładajmy! (Wytrzymaliśmy kwadrans, ale radkowiecki zmierzył się z iwentem bardziej bohatersko).

Happy Endings — Chłopaki, zróbmy taki totalnie nowy świeży atrakcyjny serial komediowy o grupce przyjaciół! Otworzymy tym, że jednemu z nich narzeczona ucieknie sprzed ołtarza. I jeszcze niech będzie gej, udana para małżeńska i laska, która nie może sobie znaleźć faceta. Fajne, nie? Totalnie sam wymyśliłem!

Monroe — mówią i piszą, że to beznadziejna brytyjska podróba House’a, więc nie włączyliśmy. Szkoda, bo Nesbitt jest fajny do oglądania.

Workaholics — w ciągu pierwszej półtorej minuty można odnieść wrażenie, że jest to komedia żenady, a następnie wyłączyć i zająć się czymś innym.

Dodaj komentarz