świnka morska

Przez większość czasu nie jestem kobietą. Jestem człowiekiem. Jednak gdy w miejscach, w których spędzam sporo czasu (znaczy w internetach), słyszę wezwania “panowie” albo nieskończony ciąg informacji, ze “kobiety są/nie są jakieśtam”, to coś mnie zaczyna uwierać. Prawdopodobnie fiszbin biustonosza albo gumka w gaciach.

Słyszę zdecydowanie zbyt często różne teksty, które po wielu, wielu latach życia na tej obsranej planecie nieco mnie męczą. Wierzcie mi, nie jestem małostkowa — głównie dlatego, że małostkowość jest czasochłonna, a czas to chyba jedyny zasób, który mam nieodnawialny.

Jeśli Twój czas też jest zasobem nieodnawialnym, na dole notki jest TL;DR.

Naprawdę nie oczekuję, że ktoś będzie się ze mną pierdolił jak matka z łobuzem. Nie spodziewam się internetu pełnego wezwań “panowie i piękne panie oraz tu obecne, mam pytanko”, “ludzie i kobiety, czy słyszeliście o”. Przecież jeśli ktoś ma potrzebę apostrofy mnogiej w liczbie, naprawdę może powiedzieć “ludzie, zjadłem pączka” i nic to nie kosztuje, ani wysiłku fizycznego, ani intelektualnego. Nie podkreśla ani tego, że jesteś przedstawicielem rodu męskiego, ani tego, że uznajesz istnienie kobiet za warte wzmianki. Jak ludzie, to wszyscy.

Czasem nie da się nie podkreślić istnienia kobiet, bo język polski jest pod tym względem trudny. Kobiety nie są podkasterami, graczami, kolekcjonerami, więc nie poczują się mile widziane, jeśli nie użyjesz rodzaju żeńskiego w zaproszeniu na imprezę. To jest naprawdę dużo machania ręką, jak się jest kobietą lubiącą się bawić.

Męczy mnie słuchanie po raz tysięczny, że kobiety cośtam. Albo że nie istnieję. Kobiety nie rozumieją retrokomputingu, motocykli, metalu \m/, kobiety po prostu pewnych rzeczy nie robią. Kobiety uważają, że jak chłopak lubi gry, to jest dziecinny. Kobiet nie ma na tej grupie, na tym kanale, na tym forum. (Tak, żyję w internecie. Na żywo mam znacznie mniej nieporozumień na tym tle, bo trudniej ludziom zakładać, że nie istnieję, kiedy mają moją arogancką gębę przed oczami).

No więc, drodzy mieszkańcy internetów, istnieją kobiety, które cośtam. Istnieją kobiety, które nie rozumieją zamiłowania do starych komputerów. Istnieją kobiety, które uważają retrogry za infantylne. Kobiety w ogólności — istnieją.

Jakich rzeczy kobiety nie robią? Wiem, bo Teklak mi powiedział. Kobiety mianowicie nie śmierdzą. Nie puszczają bąków i nie dotykają ziemi, ponieważ unoszą się 30 cm nad nią. To mój dobry ziom i całkiem mądry, ja bym go słuchała.

Był ostatnio u mnie w domu miły młody człowiek, który zobaczył moje gitary i spytał, czy mój chłopak gra. Był zmieszany, kiedy okazało się, że nie. Potem był zmieszany, jak się okazało, że mam motocykl, na którym nie jeżdżę. Potem przyznał, że mam imponujący księgozbiór i on sam postanowił, że będzie czytać co najmniej jedną książkę miesięcznie, czemu przyklasnęłam.

Mieliśmy kiedyś sąsiada, który pytał mojego chłopaka, czy może pożyczyć jakieś narzędzie majsterkowskie i chłopak za każdym razem (przez pięć lat) odpowiadał: “Kaja ma, proszę ją pytać”. Every fucking time. Za każdym razem łagodnie mnie to rozczulało. (Podkreślam to, żeby było jasne, że nie marnuję nerwów na cudze przejawy głupoty, zdecydowanie wolę to obśmiewać niż zgrzytać zębami).

Jednak postaw się, chłopaku, w mojej sytuacji. Dla Ciebie to jest jeden niezręczny tekst wypowiedziany w moim ogólnym kierunku, wynikający z tego, jak Cię wychowano i co masz dookoła (nazywa się to “normy społeczne”). Rozumiem — nie przyszło Ci do głowy, “zwykle tak nie jest, że dziewczyna ma gitarę, motocykl, szafę pełną ośmiobitowców albo naleśników, niepotrzebne skreślić”. O co ci chodzi, wyluzuj.

Dla mnie to jest ciąg tysięcy chłopaków i tysięcy tekstów. To jest rozciągająca się na wieczność ścianka na fejsie. To jest tyle przewróceń oczami, że potrzebuję masażu karku.

Tysiące razy nie odpowiedziałam na wezwanie “panowie”, bo nie mam czasu na pierdoły. Tysiące razy odpowiedziałam, zaczynając od “i panie <:”, bo temat mnie zaciekawił albo miałam coś do powiedzenia. Kilka razy ktoś potem zmienił formę swoich wezwań na ludzką — zauważam i doceniam.

Tylko że kurde przez większość czasu nie jestem ani kobietą, ani facetem. Jestem zupełnie zwykłym człowiekiem z dużego miasta. Komputery interesują się mną od dekad z wzajemnością. Stare gry za moich czasów były zupełnie nowe, lubimy się z niektórymi do dzisiaj (do czwartej rano, z gębą pełną obelg, z waleniem klawiaturą w złości i rozkoszy. Tak, ten obraz przyda się komuś dziś przed snem, you’re welcome).

Takich ludzi jak ja jest mnóstwo, wielkie biznesy się dzięki temu kręcą. Ludzi, nie chłopców i dziewcząt z nabrzmiewającą regularnie nostalgią czy innym zamiłowaniem. Ludzi, którzy mają hobby.

Gram w gry i wszyscy dookoła mnie też grają w gry. Musiałabym się skoncentrować, żeby rozdzielić tych “wszystkich” na mężczyzn i kobiety, ale nie wiem, po co miałabym to robić. Proszę sobie samodzielnie przymierzyć inny temat niż “gry”, niech to będą motocykle, gitary, szydełkowanie, gotowanie. Naprawdę cokolwiek — idę na piwo do Paradoksu z każdą osobą, która wskaże hobby, w którym naprawdę różnicę robi XY lub XX (pozostałe zestawy chromosomowe na razie odłóżmy, bo to ma być prosty eksperyment myślowy), i nie jest to artystyczne wysikiwanie napisów na śniegu.

***

Gusła, które być może zalęgły się w niektórych umysłach, moim zdaniem warto wypleniać. Ponieważ gdyby tych guseł nie było, moje życie byłoby przyjemniejsze, a i Twoje może sporo zyskać. Wezmę zatem gusło, z którym miałam do czynienia najbardziej ostatnio.

Kobiety, które mają, zbierają, uprawiają [coś], to są kobiety szczególne i niezwykłe ALBO chcą się podobać mężczyznom, którzy też to robią.

ha ha

Dobry przykład, bo oblecimy nim wszystko na raz.

1. Kobiety nie istnieją po to, żeby się Tobie, chłopaku, podobać. Kobiety to zupełnie normalni ludzie, którzy istnieją i robią różne rzeczy.

Niektóre kobiety mogą Ci się podobać, inne nie. Mogą chcieć się podobać (wszystkim, Tobie) albo nie. Ty możesz się podobać niektórym kobietom, a innym nie. To się da uogólnić do “niektórzy ludzie podobają się niektórym ludziom, a innym nie”.

Rozważania na temat potencjalnych partnerów/partnerek to są już prywatne sprawy i umówmy się, jeśli rozważasz to publicznie na wątłej podstawie, to niestety bardzo często znaczy, że lekcje takie nieodrobione, żarcik taki sucharkowy. Słyszeliśmy go wszyscy już tysiąc razy, a jeśli zastanawiamy się, czy Ty tak serio, to znaczy, że się nie udał. Jeśli sprowadzasz to, co widzisz w internecie, do swoich upodobań seksualnych, to już biegnę się interesować wszystkim, co masz do powiedzenia na dowolny temat, jesteś fascynującą osobą, która czyni świat lepszym i ciekawszym.

2. Nie ma takich przedmiotów ani hobby, na które masz wyłączność. Być może z wyjątkiem niektórych gadżetów erotycznych, ale wcale nie jestem pewna.

Wiecie, jak w tym żarciku:

girl-or-boy-toy

3. Teraz poznamy słowo “dychotomia”.

Jest to czarno-biała pułapka myślowa, w której rzecz może reprezentować tylko jedną z dwóch przeciwności. Kobieta jest albo niezwykła (zwykle będzie to “nasza kobieta”), albo żałosna (chciałaby być “nasza”, ale nie będzie). Postaw się w jej sytuacji i postukaj w czoło, tak jak one to robią, kiedy ktoś mówi, że wie wystarczająco dużo o ich życiu, żeby je oceniać, bo widział je raz w internecie.

4. Jak rozpoznać, czy ktoś ma/zbiera/uprawia coś, żeby się komuś przypodobać?

To proste — ma jedną taką rzecz i nie wie, co z nią zrobić, poza wtykaniem w nią Twojego nosa: ZOBACZ, też mam plejstejszyn trzystasześciesiąt.

Ludzie nie mają szesnastu szminek ani szafy pełnej gier, żeby się komukolwiek podobać. Mają, bo lubią je mieć. Nikt nie zostaje programersem, żeby się komukolwiek podobać. (Żeby się komuś przypodobać, trzeba zostać Naprawdę Dobrym Programersem, a to jest tyle roboty, że umówmy się, podobanie się komukolwiek nie może być jedynym celem starań).

5. Kobieta, która ma, zbiera, uprawia coś, co myślałeś, że interesuje tylko Ciebie i Twoich kumpli, nie jest niezwykła, podobnie jak Ty nie jesteś niezwykły z powodu, że coś masz, zbierasz albo uprawiasz.

A, przepraszam — czyni Cię to niezwykłym? W porządku. Ale niezwykłym chłopakiem czy niezwykłym człowiekiem? Z góry dziękuję za samodzielnie wyciągnięty wniosek. Jeśli rozbolało Cię w trakcie, oto przydatny schemat:

ja i hobby1 -> jestem niezwykłym człowiekiem i mam zajebiste hobby (dobre samopoczucie jest ważne w życiu).

facet i hobby1 -> obaj mamy zajebiste hobby, domyślnie jesteśmy ziomami (odwieczna zasada wspólnych zainteresowań), ale możemy się nie lubić z innych powodów.

kobieta i hobby1 -> ale jak to?! a) to nie jest kobieta, tylko świnka morska, b) na pewno jej to tak naprawdę nie interesuje, 2/10 wouldn’t bang, c) wow, ale jesteś zajebista laska itd.

kobieta i hobby1 -> oboje mamy zajebiste hobby, domyślnie jesteśmy ziomami, ale możemy się nie lubić z innych powodów.

Proste? Proste.

No to mam prośbę, niezależnie od Twojej płci — zanim powiesz, napiszesz, zaśpiewasz, że “kobiety są cośtam”, “mężczyźni są cośtam”, sprawdź przez ułamek sekundy, czy przypadkiem prawdą nie jest, że “niektórzy ludzie są cośtam” — i wtedy śmiało. Dzięki temu Twoja siostra, córka, matka albo przyjaciółka będzie miała jedno znudzone westchnięcie mniej, a Ty dołożysz kamyczek, którym już nie będzie można rzucać w stronę “wszyscy faceci to palanty”.

***

TL;DR:

Kobiety to ludzie.

22 thoughts on “świnka morska”

  1. “Naprawdę cokolwiek — idę na piwo do Paradoksu z każdą osobą, która wskaże hobby, w którym naprawdę różnicę robi XY lub XX (pozostałe zestawy chromosomowe na razie odłóżmy, bo to ma być prosty eksperyment myślowy), i nie jest to artystyczne wysikiwanie napisów na śniegu.”

    Za piwo dziękuję, ale jako przykład jednopłciowego hobby podam stanikomaniactwo. Ruch ma ponad 10 lat, wypączkował z gazetowego forum (http://forum.gazeta.pl/forum/f,32203,Lobby_Biusciastych_.html), które obrosło wieloma siostrzanymi forami, blogami (stanikomania) i osobnymi portalami (balkonetka). Odbyło się kilka dużych zlotów i wiele małych spotkań w realu. Ostatnio forum trochę przygasło, także dlatego, że rynek bieliźniany zmienił się zgodnie z naszymi postulatami.

    Mam wrażenie,że jednopłciowe są też grupy i fora skupione wokół karmienia piersią.

  2. @magdalaena: «Mam wrażenie,że jednopłciowe są też grupy i fora skupione wokół karmienia piersią»

    Też mam takie wrażenie: na temat ściągaczy mleka z cycków dyskutowałem głównie z niejakim Honeyem i jeszcze jednym facetem. No bo co baby o tym mogą wiedzieć… Fakt, dyskutowaliśmy twarzą w twarz przy cydrze.

  3. Staniki i karmienie piersią to nie hobby, to codzienna fizjologia. Ludzie szukający porad medycznych również spędzają na tym temacie wiele czasu, a leki na boreliozę raczej nie są niczyim hobby.

  4. E tam. Dla mnie kobieta, któa się interesuje retrogrami pozostanie niezwykła. BO WCALE NIE JEST TO TAKIE POPULARNE WŚRÓD KOBIET! (a szkoda)

  5. Magdalaena ma rację, klasyczna stanikomania to zdecydowanie hobby wykraczające poza fizjologię ;)

  6. @Kya: milion razy tak. Dzięki za notkę, jak zwykle mogłabym się podpisać pod.

    @magdalaena Jednopłciowe, srsly? Skąd zatem w internecie np. fotografie mężczyzn w biustonoszach? Co do karmienia piersią – tak, owszem, jeśli traktujesz to jako hobby… tym samym za hobby można by uznać np. problemy z erekcją. Acz mam dziwne wrażenie, że do definicji “hobby” ma się to nijak.

  7. Kya: milion razy tak. Dzięki za notkę, jak zwykle mogłabym się podpisać pod.

    @magdalaena Jednopłciowe, srsly? Skąd zatem w internecie np. fotografie mężczyzn w biustonoszach? Co do karmienia piersią – tak, owszem, jeśli traktujesz to jako hobby… tym samym za hobby można by uznać np. problemy z erekcją. Acz mam dziwne wrażenie, że do definicji “hobby” ma się to nijak.

  8. Oesu. No jest tak, ze jesli ktos gotuje w domu to jest to zwykle kobieta, a jak wali mlotkiem w deske, to facet. Jesli kiedys wiele kobiet uzna, ze lubia mlotki i srubki, a analogiczna liczba facetow odkryje przyjemnosc z krecenia majonezu, nie bedzie problemu. Na razie se mozemy poutyskiwac.

  9. “No jest tak, ze jesli ktos gotuje w domu to jest to zwykle kobieta, a jak wali mlotkiem w deske, to facet”
    Tyle że nie.

    A co do notki, rozwalił mnie fragment z gitarą. Rozwalił, bo rozpaczliwie znajomy… Zdarza mi się bywać w domu rodzinnym w chwilach kolędy, kiedyś siłą rzeczy w nim po prostu mieszkałam. I rok w rok, każdy jeden ksiądz, zadawał mojej mamie to samo pytanie: “Jakie piękne puchary! Co uprawia pani mąż?” “To nie męża”. Chwila zmieszania i: “Eeee… to znaczy córka?” “Proszę księdza, to są moje puchary”. “Ach… przepraszam. A co pani uprawiaŁA?” Bo wicie, rozumicie, kobieta koło pięćdziesiątki nie może już uprawiać sportu. Słuchałam tego dialogu rok w rok i zawsze schemat był ten sam: mąż, córka, zamierzchła przeszłość. Psikus polega na tym, że wszystkie te trofea to kwestia ostatnich 10-15 lat. I zdecydowanie wszystkie są mojej mamy.

  10. No oczywiscie, ze tak.W naszym pieknym kraju pracami domowymi typu: gotowanie, pranie, sprzatanie zajmuja sie na ogol kobiety. Pewnie jakies 95% zup dzis ugotują panie. Moze masz inaczej w swoim domu, moze u kolegow po UJ czy UW tez inaczej – poki co, niewiele to zmienia. Juz szukam badan z liczbami. Bo sa.

  11. Nie wiem, ile zup ugotują dziś panie, ale na pewno nie będzie to 95%, ponieważ panowie też JEDZĄ. A już chociażby nie każdy pan mieszka z żoną czy matką. A i coraz więcej młodych kobiet, którym rola służącej nie odpowiada, więc jeśli ich faceci nie planują żywić się powietrzem, to gotują. Nie sprawdzałam, ilu z nich jest po UJ czy UW, ale biorąc pod uwagę, że mieszkam w Wielkopolsce, to raczej niewielu.

  12. Ech, chciałem pokazać ładny przykład na to, że kobiety mogą zajmować się najróżniejszym hobby, ale laska od wstępu zaczyna “Hey guys!” (czyli potrzebuje angielskiej wersji tego tekstu).
    Ale może przyda się jako ilustracja: https://www.youtube.com/watch?v=pCeYvrHWj3g

    BTW, w czasach studiów pracowałem w sklepie modelarskim, a zaglądam tam do dziś. Praktycznie od zawsze niewielka część klientów to były kobiety, kupujące modele dla siebie. Część z tych produkcji miałem okazję oglądać i doprawdy talent nie zależy od płci.

    Przypomina mi się parę historyjek, jak to klientki (czasem te same nastolatki, tylko 20 lat później) przychodziły po farbę do modelu i inni klienci przy ladzie usiłowali im tłumaczyć, jaką farbę kupić. Zdziwienie na ich twarzach, gdy dziewczyny zadawały bardzo specjalistyczne pytania — bezcenne ;)

  13. @Ash
    “Oesu. No jest tak, ze jesli ktos gotuje w domu to jest to zwykle kobieta, a jak wali mlotkiem w deske, to facet.”
    Tak to działa chyba w Twoim świecie.
    Uwielbiam śrubki, śrubokręty, młotki, młoteczki, remonty i remonciki. Mieszkam sama, a mój chłopak w mieście obok i nie raz bywało tak, że kiedy ja rozmontowywałam szafę, naprawiałam kolanko w zlewie, przykręcałam żyrandol czy przenosiłam meble z pokoju do pokoju, on przyjeżdżał wieczorem i robił obiad. Zresztą fenomenalny.
    Ja poddałam się ostatnio widząc przepis na rosół, mój facet natomiast każe mi wybrać kraj i z tego miejsca przyrządza mi potrawę.
    I nie będę walczyć z argumentami w stylu “to widzę kto w tym związku nosi spodnie”. Oboje nosimy. A ja czasem kradnę jego wielkie swetry, ale nie o garderobę tu chodzi.
    Nie jest to przypadek niezwykły, bo żyjemy w takich czasach, że mężczyzna powinien umieć gotować, a nie liczyć tylko na dobre serce partnerki i jestem też za tym, by kobieta nie była zwykłą ciapą, tylko kiedy trzeba wzięła do ręki młotek i przybiła ten gwoździk.
    Oczywiście, pralki sama nie wniosę, ale tu znaczenie mają predyspozycje fizyczne, bo wydaje mi się, że facet ważący 50kg z 161cm wzrostu też z taką czynnością by sobie nie poradził.
    Niezwykle cieszyłoby mnie gdyby czynności, hobby, produkty i cokolwiek co można znaleźć na tym świecie nie były dzielone na płci, a na poszczególne grupy ludzi. LUDZI, bo każdy z nas jest człowiekiem i to z jakim narządem płciowym się rodzimy nie decyduje o tym jacy będziemy.

    A co do staników i karmienia piersią… @Savil ma zdecydowaną rację, a ze swojej strony chciałabym zwyczajnie przypomnieć, że jeśli cokolwiek tyczy się staników to na świecie jest więcej orientacji seksualnych niż 100% hetero i panie również mogą popaść w stanikomanie. Karmieniem piersią może również zainteresować się zatroskany, młody tata i nie musi być to jego pasją, by chcieć mieć choćby ogólną wiedzę w temacie.
    Nie generalizujmy, generalizowanie jest be. ;)

  14. stanikomania istotnie rozkwitła wśród kobiet (i chałwa im za to), jednak istnieją ludzie płci obojga, którzy są biegli w temacie (i dalece nie wszyscy mężczyźni są w nim dla heheszków).

    czy potrzebne jest wyjaśnienie, jak działa aktywne zniechęcanie kobiet do czynności uważanych za męskie i vice versa? myślałam, że już taką notkę napisałam (w ogóle wydawało mi się, że niejedną).

    to tak w temacie “jak wszyscy [coś] będą robić, to nie będzie problemu”.

    wydaje mi się, że wszyscy [coś] robią.

    co to tego, że większość gotowania i prania w tym kraju obskakują kobiety, to mam w ręku opracowanie statystyk, które robi CBOS (“O roli kobiet w rodzinie”). kto zazwyczaj w Pana/Pani gospodarstwie domowym wykonuje następujące obowiązki domowe? wskazania w procentach z wyłączeniem jednoosobowych gospodarstw domowych, dane z 2013 r.:
    przygotowywanie posiłków: 67% kobiety; 28% różnie lub wspólnie
    zmywanie: 58% kobiety; 34% różnie lub wspólnie
    pranie: 81% kobiety; 15% różnie lub wspólnie
    codzienne zakupy: 37% kobiety; 50% różnie lub wspólnie

    w żadną stronę nie wychodzi ponad 90%.

    przypominam także, że tym razem pisałam o uprawianiu hobby (autentyczna pasja), nie o zajmowaniu się domem (ktoś to musi zrobić, od wielu czynników zależy, jak się tym podzielimy).

  15. “Staniki i karmienie piersią to nie hobby, to codzienna fizjologia” Noszenie staników tak, ale kolekcjonowanie ich, podniecanie się nowymi wzorami itp. to IMHO jednak hobby. Trochę jak z zegarkami – nosi prawie każdy, ale naprawdę interesuje się – tylko hobbysta.

    Zgodnie z założeniem autorki nie wdaję się w rozważania nad osobami trans itp., ale nie znam żadnego mężczyzny, który faktycznie interesowałby się stanikami jako takimi, a nie traktowałby ich jako seksualnego fetysza. Ale może Wy znacie?

  16. @magdalaena
    znam paru facetów, którzy sami z siebie pobrali wiadomości techniczne na temat biustonoszy, ale istotnie nie znam kolekcjonerów (a jeśli znam, to nie wiem :). w sensie chcieli wiedzieć, o co chodzi z tym całym brafittingiem i różnymi konstrukcjami, jakie są prawdziwe rozmiary, z czego się robi fiszbiny itd. — i nie zachowywali się w trakcie nabywania wiedzy jak napaleńcy, tylko raczej jak… inżynierowie. :D

  17. – To pani gra czy mąż? – spytał hydraulik, lustrując wiszącą na ścianie kolekcję gitar.
    – Nie, ja to nie.
    – A szkoda… – westchnął z zawodem.

  18. Może i po amerykańskiemu oznacza to obie płcie, ale linkowana autorka jest z Holandii, więc raczej slangiem się nie posługuje. Poza tym niezależnie od dialektu akurat w tym hobby “guys” będzie zwracaniem się do facetów, więc jeśli chce się zwracać uniwersalnie, to trzeba sobie wybrać inne sformułowanie.

    Zresztą amerykańskim facetom używanie “Ladies and Gentleman” rzyci nie urywa, co widać na przykład tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=u940qb4LV0Y — czyli można, jeśli tylko się chce.

  19. No nie mialam czasu zajrzec.
    Zupy w zwiazkach, rozumiecie.
    Czyli tam, gdzie powstaje pytanie – ja, czy ty gotujemy.
    Jesli ktos mieszka sam, to jakby nie powstaje pytanie, czy zajmuje sie tym, czy tamtym bo robi, co moze sam. Tak?
    Ale jesli jest dwojka, to prawie zawsze gotuje ONA
    Nie musicie mi wierzyc. Se poczytajcie statystyki:)

Leave a Reply