dont marry a bitch or an asshole

dziesięć wagoników (jak mieć dobry związek)

Dobry związek można mieć ze sobą, z drugą osobą, z dwiema, z trzema itd. Niemal każdy związek między osobami niespokrewnionymi, gotowymi na relację i z grubsza dobranymi, może być dobry. Niektóre są oczywiście trudniejsze do wypracowania, więc dziś pojadę uniwersalnymi ogólnikami.

– Co powinna mieć i co powinna robić idealna dziewczyna?
– Powinna mieć duże cycki i chętnie robić gałkę.

– Co jest najważniejsze u faceta?
– Najważniejsze u faceta są dobre geny: portfel, kultura i pozycja społeczna.

No, tak sobie heteronormatywnie pożartowaliśmy, ale przejdźmy do rzeczy.

Nie jestem specjalnie romantyczna — moim zdaniem dobry związek to nie jest coś, co buduje się wyłącznie na fali radosnej ekscytacji. Jednak nie sądzę też, żeby udał się na podstawie wyrachowanej kalkulacji. Nie jesteśmy ani z drewna, ani z tęczowego pyłku — jesteśmy z ciała i umysłu, więc będziemy używać obu. Oczywiście strzał z sympatycznego hormonu to dobre otwarcie, ale wlot z kopa przez drzwi jeszcze nie znaczy, że zamieszkamy w zaskoczonym pomieszczeniu.

Związek, czy to miłosny, czy przyjacielski, czy w ogóle emocjonalny, to moim zdaniem kwestia decyzji. Takiej z wagonikami konsekwencji. Człowiek sobie tę decyzję podejmuje i trzyma się jej, ile uważa za stosowne. Mówię śmiertelnie serio. Nie zdarzyło mi się w życiu, żeby nie móc podjąć decyzji na temat wejścia w jakikolwiek związek czy wyjścia z niego (nawet w służbowych znajduję trochę ruchu, ale dziś pogadam sobie o niesłużbowych; ze spokrewnionymi dochodzi oczywisty element nieuniknioności, więc także odłożę ten niuans na przysłowiowe kiedy indziej).

Dobry związek to relacja, z której obie strony są, ogólnie rzecz biorąc, zadowolone. Ponieważ, jak wiadomo, znam się na wszystkim, to opowiem, jak robię, że jestem zadowolona. Użyję do tego małej lokomotywki.

Wagon 1.

producent: Deal With It.

Ktoś prawdopodobnie widzi rzeczy, których u siebie nie lubisz, i postanowił(a), że zostanie. Zatem nie okładaj nimi siebie ani Kogosia, tylko coś z nimi zrób. Albo je zmień, albo pogódź się ze sobą. Tertium non datur.

Zaskakująco dużo ludzi zapomina, że wchodząc w kimś w relację, ulegnie transformacji. Nie chodzi nawet o to, że będziesz robić akrobacje pod czyimś kątem, co zresztą odradzam. Wszystkie strony mają się czuć komfortowo i nikt nie powinien się męczyć. Proponuję z takiej okazji skorzystać i zmieniać się na lepsze. Duh.

Zaakceptuj, że Ktoś widzi Cię inaczej niż Ty. Może Cię dziwić, że Ktoś bierze Cię z bogactwem inwentarza, ale nie mów o tym serio w sposób, który stawia Cię w pozycji kogoś gorszego. Ktoś nie robi Ci łaski, łagodnie Cię akceptując. Nie czuj rozpaczliwej wdzięczności. Ciesz się. Może Ktoś lubi krzywe zęby, może ma jakąś pogiętą strunę, którą trąca na rozczulającą melodię to, co wkurwiało kogoś innego. Spytaj w warunkach, w których otrzymasz szczerą odpowiedź.

I rób vice versa.

Wagon 2.

producent: Deal With It.

Widzisz rzeczy, których w Kimś nie lubisz, i postanawiasz zostać. Nie okładaj Kogosia nimi, rozchodź je sobie. Ale nie w samotności — poproś Kogosia o pomoc. Niech powie, skąd się wzięły, co znaczą, czy są dla Kogosia ważne, czy nie mają znaczenia. Jeśli nie mają znaczenia, wspieraj przymiarki do zmiany. Nie wyśmiewaj, nie wypominaj. Zmiana uda się albo nie, wypączkuje zgodnie z planem albo zupełnie w coś innego. Się okaże. Jeśli jednak jakiś wkurwiacz ma znaczenie, ułóż to sobie jakoś, bo nie zamierzasz się chyba z Kogosiem męczyć. Dowiedz się w cichości ducha, czego Ci trzeba, żeby to rozchodzić, i zawiadom.

Wszyscy się zmieniamy, więc nie od rzeczy jest zachowywać czujność na ten temat, żeby nie przegapić czegoś fajnego albo nadciągającej chujozy. Dobrze jest być w łączności, bo przecież i Ktoś, i Ty możecie mieć zarówno słuszną (choć czasem nieprzyjemną) uwagę, jak i kompletnie źle rozumieć sytuację, co zasługuje na wyjaśnienie.

I oczekuj vice versa.

Wagon 3.

producent: Małe Podłe Serduszko.

Życzliwość. Jesteście sobie wzajemnie życzliwi. Wyrozumiali. To jest założenie, bez którego się nie uda. Wyniknie z niego dobry dystans do samych siebie. Więcej można sobie wzajemnie powiedzieć, jeśli wie się, że relacja jest bezpieczna. W obopólnym zaufaniu będzie można rozchodzić historyczne i bieżące krzywdy i urazy. Jeśli obie strony mogą powiedzieć “pałuj się” i razem się roześmiać, to działa. Ktoś nie jest w stanie Cię zranić, kiedy obejmujecie się nawzajem swoimi życzliwymi bańkami.

Wtedy także przychodzi miłe poczucie, że korona nikomu z głowy nie spadnie, kiedy zrobi coś dla drugiej osoby.

I vice versa.

Wagon 4.

producent: Z Wyczuciem, spółka jawna.

Myślę, że warto w jakimś momencie zrezygnować z zagadnienia power play. Wiem, wiem, to wymaga własnego poczucia bezpieczeństwa i samoświadomości w opanowaniu wewnętrznego manipulanta-sabotażysty. Zatem nie sprawdzaj podstępnie, co możesz zrobić drugiej osobie i ujdzie Ci na sucho. Może Ci się wydawać, że to pokaże, jak bardzo Komuś na Tobie zależy, ale w gruncie rzeczy takie zabiegi tylko zatruwają poprzedni wagon.

Jeśli nadchodzi moment pokazania kamieni w swoim plecaku, to nie robi się tego po to, żeby sprawdzić, czy odbiorca sfrikuje i ucieknie, ani czy zdoła przyjąć na klatę. Odsłaniacie się, żeby dać się komuś lepiej poznać, żeby sobie ulżyć, żeby skonfrontować z innym punktem widzenia. Życzliwym punktem, wyjętym z poprzedniego wagonu.

Nie macie pojęcia (a może macie), ile razy Kogosie, zadając sokratejskie pytanie, pomogły mi zrzucić pół tony jakiegoś zatęchłego ze starości ciężaru z grzbietu.

Oczywiście nie wykorzystuj tego, co druga osoba pokazała na swoim miękkim brzuszku. Dopóki nie jest jasne, czy można już z tego żartować lub do tego nawiązywać, lepiej zachować ostrożność. Jak ustalić, czy to jasne? Spytać.

Wagon 5.

producent: Inicjatywa Consulting.

Lubię relacje partnersko-symetryczne. (Oczywiście Wy, drodzy czytelnicy, możecie mieć inaczej — zapraszam do komentarzy, bo chętnie dowiem się więcej i na pewno będę miała dodatkowe pytania).

Zatem umówmy się, że nie jestem zwolennikiem, kiedy tylko jedna strona przedsięwzięcia wykazuje inicjatywę dotyczącą wszystkich więcej-niż-jednoosobowych aktywności. Masz ochotę opowiedzieć coś — nie czekaj, aż Ktoś spyta. Masz ochotę na seks — nie czekaj, aż Kogosia ręka zawędruje w odpowiednie okolice. Masz ochotę na cokolwiek — zakomunikuj, sięgnij, zjedz. Nie masz ochoty na coś, co Ktoś proponuje? To nie rób. Masz pomysł na zrobienie czegoś razem? Daj znać. Także jeśli Ktoś wykaże inicjatywę towarzyską, weź udział albo nie, zależnie od ochoty.

Partnerska inicjatywa daje też fantastyczne poczucie, że nie zawsze trzeba być najdzielniejszym nożem w szufladzie. Jest koło Ciebie Ktoś, dzięki komu możesz przez kwadrans się nie przejmować. Usiąść, pozwolić sobie na słabość i przez chwilę nie napierdalać. Jeśli relacja jest symetryczna, za jakiś czas Ty potrzymasz parasol i dla obu stron będzie to okay.

Nie lubię związków, w których tylko jedna strona jest gotowa trzymać parasol. Są wyjątki: depresje, kryzysy, ciężkie choroby przewlekłe — ale nawet wtedy da się o tym rozmawiać bez wyrzutów, jeśli Ci na kimś zależy. I tak nie zrobisz więcej, niż jesteś w stanie.

Z tego punktu gładko przejdziemy do następnego kawałka kolejki.

Wagon 6.

producent: Przestrzeń Osobista sp. z o.o.

Masz swoje sprawy i będziesz je mieć. Ktoś ma swoje sprawy i powinien. Mam tu na myśli hobby i zainteresowania. Osoba nieposiadająca swoich spraw jest albo osobą nudną, albo przykleja się do pleców i robi się od tego niewygodnie. Kiedy opadnie pierwsza fascynacja tym, jak osoba pięknie kopie stół, przychodzi twarda rzeczywistość.

Kiedy Ktoś dzieli się z Tobą swoją ekscytacją, możesz się znaleźć w jednej z dwóch i pół sytuacji:

1. ekscytuje Cię to także
1a. bo jest fajne
1b. bo Kogosia to ekscytuje
2. nie ekscytuje

Proponuję zareagować odpowiednio i uczciwie, a w sytuacji vice versa — wziąć odpowiedź na klatę.

Jeśli Ktoś odpowie 1a., to oznacza, że chce wiedzieć więcej, chętnie posłucha i/lub się zaangażuje. Będzie mieć pytania, może nie od razu, bo pewnie pójdzie doczytać na własną rękę. Jest radość.

Jeśli 1b. — posłucha trochę czasem. Nie wybieraj zagadnień wymagających zgłębiania tematu lub długich didaskaliów. Tyle, ile wystarczy do współdzielenia radości, ale nie więcej.

Jeśli 2. — trzy zdania informacyjne raz na jakiś czas. Opanuj się.

Nie bierz do siebie, że Ktoś nie podziela wszystkich Twoich zainteresowań. Po pierwsze, kiedyś może zmienić zdanie. Po drugie, jeśli Ktoś będzie oszukiwać, że coś go/ją interesuje, a tak naprawdę przewraca trzecim okiem, to dopiero będzie Ci przykro, kiedy się zorientujesz.

Wagon 7.

producent: Przestrzeń Osobista sp. z o.o.

Dotyczy osób, które zdecydowały się na związek z osobą kreatywną. Będzie na moim przykładzie.

Nie przerywaj, kiedy akurat grzmoci mnie wena. Skupienie i koncentracja to rzadkie pierwiastki w moim ekosystemie. Jeśli jestem podreagująca, po łokcie w farbie, w kodzie, w paprochach z gumki i obierkach ołówka, po uszy w edytorze tekstu — przynieś mi herbatę, postaw obok i nic nie mów. Jeśli w tym czasie palą mi się włosy, idź po gaśnicę, opowiesz mi, jak skończę. Możesz odebrać mój telefon. Jedyna rzecz, na którą zareaguję, to komunikat “hug”. Mogę przytulić od razu albo za sekundę, którą zakomunikuję podniesiem jednego palca, poczekaj chwilę. Nie mów do mnie w trakcie i nie całuj, bestio nienasycona. Kiedy skończę, daj mi kwadrans na powrót do rzeczywistości, dopiero potem mów do mnie. Nie odymaj się, że nie rzuciłam wszystkiego. Wena to zazdrosna dziwka.

Ponieważ istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Ktoś między innymi dlatego znalazł miejsce w Twoim obszarze, że jest osobą kreatywną, naucz się z takim kimś nieszkodliwie obchodzić. Jeśli Ty jesteś osobą kreatywną, opowiedz Kogosiowi, jak się z Tobą nieszkodliwie obchodzić.

Wagon 8.

producent: Małe Podłe Serduszko w kooperacji z Działem Łączności.

Okazuj troskę na skrzyżowaniu miary swoich możliwości i potrzeb Kogosia. Dbania powinno być tyle, żeby wszystkie strony były w komforcie. Overly Attached Girlfriend nie doczekała się jeszcze chyba godnego męskiego odpowiednika, ale wiadomo, o co chodzi na tej stronie skali. Nawiasem mówiąc, znajomy facet powiedział kiedyś, że

Facet jest przyzwyczajony, że nie dostaje nic (od momentu, kiedy przestaje się nim zajmować mama). Jak dostanie za dużo, to się zatruje.

Wnioski pozostawiam do własnoręcznego.

W ogóle okazywanie dbania to nie są duże rzeczy. Nie chodzi o to, żeby wpisać sobie w kalendarz cosmoradę, aby raz na miesiąc zawinąć się w czerwoną wstążkę i zrobić laskę, fisting lub rozmazing (choć z pewnością mało kto by na takie okazywanie troski narzekał). Naprawdę wystarczy czasem kupić Kogosiowi, właśnie z myślą o nim/o niej, kawałek marcepanu albo słoik jakichś ohydnych flaczków. [1] [2]

Ktoś wraca do domu z niewyraźną miną? Prawdopodobnie to nie jest moment na skomplikowane konwersacje. Można chwilę pomyśleć, zadać pytanie wąskiego wielokrotnego wyboru “jak jest? chcesz się zdrzemnąć? robię herbatę, zrobić więcej?”.

Jeśli Ktoś odpowiada bezradnie “nie wiem”, to jedyną sensowną reakcją, jaką znam, jest “to ja robię herbatę, a ty się zastanów”. Jeśli Ktoś nie wraca do tematu, to wsiadam w wagon dziewiąty, gdyż konserwuję związek partnerski, a nie ewoluuję w mamusię.

Wagon 9.

producent: Dział Łączności.

Są osoby, którym czasem robi się taka długa mina, a jak ich spytać, co się dzieje, odpowiadają “NIC”.

Najczęściej oznacza to:

  • Nic, o czym mam ochotę teraz mówić, bo albo właśnie dochodzę do wniosku, że nieważne, albo uważam, że to nie moment, żeby komuś to zrzucać.
  • Nic, zaraz mi przejdzie. Naprawdę.
  • Nic. Taką mam twarz.
  • Nic. Jeśli zaczniesz drążyć, to będzie coś — i nie chcę tego. Humor mam taki i nie ma to związku z Tobą. Albo po prostu muszę coś zjeść, bo wszystko mnie drzaźni.

Można na “NIC” zareagować różnie, sama najczęściej wybieram tłumaczenie dosłowne, ale w zależności od innych przesłanek na wszelki wypadek dokładam przytul, jeśli mam ochotę się przytulać. Czasem pytam, która z opcji zachodzi.

Są też osoby, które jak mówią coś ważnego, to robią to zupełnie mimochodem.

to jest pole minowe, na którym urwało mi niejedną nogę

Dla własnego dobra lepiej spróbować z technikami komunikowania się wyraźniej.

Ogólnie rzecz biorąc, umiejętność niebrania do siebie i puszczania mimo uszu jest czasem bardzo przydatna. Niektóre osoby choleryczne czasem mówią rzeczy, które są aktualne przez całe pięć minut, ale jak ustawić je na swoją niekorzyść, to będą się bez sensu wlokły miesiąc.

Co oczywiście nie zwalnia osób cholerycznych z pracy nad opanowaniem swych niekorzystnych przyzwyczajeń o dużym potencjale raniącym.

Wagon 10.

producent: Dział Łączności!

Wagon dziesiąty przewozi okropną zarazę, która zakaziła większość poprzednich wagonów. W wagonie dziesiątym siedzi Dział Łączności we własnej osobie. Wiezie ze sobą poręczną deskę zakończoną gwoździem, karabin maszynowy, sprej na karaluchy i ogólnie wszystko, co warto mieć pod ręką na wypadek apokalipsy zombie.

Niemal każdy kiedyś w życiu spotkał kogoś, komu nic nie trzeba było mówić i wszystko było jasne. To jest oczywiście piękne, okrutne złudzenie, od którego jest jakieś osiem wyjątków raz na epokę literacką w skali całego globusa, przypadających głównie na okres późnego dojrzewania. Sprzedaje się na ten temat mnóstwo uroczej makulatury i kręci filmy, które wchodzą tylko z lodami.

Nie będę się rozpisywać. Bez komunikacji się nie uda. Zrobiono na ten temat dużo testów, wszystkie z podobnym wynikiem. Kto nie zna historii, skazany jest na powtarzanie jej błędów. Chcesz mieć dobry związek? Znajdź kogoś, z kim da się komunikować i róbcie to. Ustalcie protokoły i używajcie ich do rozmawiania, wyjaśniania, rozwiewania, ustalania, aktualizacji i okazywania rzeczy.

Każdy związek ma te protokoły różne. W niektórych związkach osoby zaangażowane mówią sobie Wszystko, w innych zostawia się pewne rzeczy dla innych osób lub tylko dla siebie. Niektórzy zapowiadają kontekst, którym będą się w danej chwili posługiwać. Każdy z tych sposobów może być okay, jeśli uczestnicy czują się z tym komfortowo. Jak się dowiedzieć, czy uczestnicy czują się komfortowo? Mwahahaha. Zombie wyeliminowany — Dział Komunikacji właśnie rozwalił mu łeb tasakiem.

****

Jakieś podsumowanie by się przydało. Moim zdaniem okropnie mało potrzeba, żeby było dobrze. Po pierwsze:

Don't marry a bitch or an asshole.

Po drugie, raz na jakiś czas popatrz na kogoś, z kim zdecydowaliście dzielić czas i/lub miejsce, jak na Inną Osobę. Macie różne historie, niektóre różne potrzeby, różne garby i zasieki, różne skarby do dzielenia się. Odkrywanie tego z radością jest jedną z najbardziej fantastycznych rzeczy na świecie.

Inna Osoba może być wieczną inspiracją, może bywać wsparciem, może być wszystkim, na co Kogosiowi pozwolisz, czego chcesz, czego nawet nie wiesz, że potrzebujesz. Ty możesz być kimś takim dla kogoś bez większego wysiłku.

Jeśli nie podejmiecie razem decyzji, żeby wiecznie się poznawać, i zapomnicie o tym, że ciągle się zmieniacie (tylko z bliska czasem nie widać), Inna Osoba może po jakimś czasie stać się kimś obcym. Ty też. Łatwo w biegu życia zapomnieć, że Ktoś nie jest drugim psem w zaprzęgu, współspłacaczem kredytu, lokatorem tego samego kwadratu. To jest ktoś, z kim zdecydowaliśmy się być w bliższej relacji, dzielić kawałek życia, ciała, umysłu, cokolwiek. To jest ważna dla nas osoba. Jak sobie to uświadomić, to dużo łatwiej z tymi wszystkimi wagonikami. A jeśli aktualizacja przebiegnie niepomyślnie, to w imię spędzonych wspólnie kawałków życia wypada przeprowadzić tę trudną rozmowę, zanim podejmie się ostateczną decyzję.

Zapraszam do komentarzy. Wykolejajcie moje wagoniki albo doczepiajcie własne.

32 thoughts on “dziesięć wagoników (jak mieć dobry związek)”

  1. “Chcesz mieć dobry związek? Znajdź kogoś, z kim da się komunikować i róbcie to.” Sedno problemu tkwi właśnie tu, o, tu. W tym znalezieniu (-; Plus osobiście mam wrażenie, że z tą komunikacją to jak z Prosiaczkiem, zaglądającym do mieszkania Puchatka. Ale ofc mówię na podstawie własnych doświadczeń (czyli próba zbyt mała, żeby rozciągać na populację).

    Anyway, tekst prawdziwy, jak zwykle fajnie ujęłaś istotę rzeczy.

  2. Przyszłam od Waterloo. Ja czasem zaglądam kogo ona ma w bocznej szpalcie, zwłaszcza, jesli mnie tytuł przyciągnął. Nawet rzuciłam okiem na ten tytuł, ale nie przyciągnął. Na szczęście (głównie moje) Waterloo zachęciła wyraźniej, więc olałam tytuł.
    Strasznie mądre rzeczy tu piszesz. A niby oczywiste.

  3. A mi się przypomniał taki jeden Bartuś, co się na randce nie przyznał, że po produktach mlecznych ma (nie ma tu co kolorować) straszną srakę. Pech chciał, że randka była w Wedlu, gdzie mleczna czekolada z lodami i bitą śmietaną… cóż, sam jest sobie winien i niech cierpi.

  4. Trzy rzeczy:

    1. Amen!

    2. Zebrałaś właśnie to, o czym myślałam przez 10 lat, a jeszcze bardziej intensywnie przez ostatnie 5, ale nie umiałam tego wyrazić. Dzięki.

    3. Wydaje mi się, że trzeba strasznie głębokiej świadomości siebie i sytuacji, żeby te mądre rady stosować, bo ogromnie dużo durnych nieporozumień wychodzi jakoś tak “niechcący”. Może relacja z ośmioma pierwszymi Ktosiami jest skazana na porażkę, a dopiero później się człowiek uczy? Szkoda, że nie można sobie tak odłożyć tego właściwego Ktosia na moment, kiedy już się jest mądrym.

    P.S. Nie tylko bycie życzliwym jest ważne, ale też zakładanie życzliwości z drugiej strony (może własnie to napisałaś przy wagonie 3.). Szczególnie jeśli jest się tak cholernie niepewnym siebie człowiekiem, jak ja. Jeśli przy co drugim zdaniu Ktosia zakłada się, że Ktoś na pewno chciał cię obrazić i zranić, to żegnaj miła atmosfero. Zdanie “wyskoczył ci pryszcz na nosie” można zrozumieć jako przytyk albo jako troskę.

  5. @Aga
    tak, już robię notatki do następnej notki o tym, jak nieprawidłowe komunikaty potrafią człowiekowi popsuć wystrój wnętrza na całe lata. zobaczymy, co z niej wyjdzie, bo teraz szukam konstruktywnych przykładów, jak je rozchodzić (od-intenalizować).

  6. Jak by tak podsumować: przyjaźń, taka poważnie brana, jest niezłym przykładem lub treningiem. Trwały z kimś związek to w dużej mierze właśnie to: być wobec siebie uczciwymi, być kiedy trzeba oparciem, mieć na kim się oprzeć w razie potrzeby, szanować autonomię. Plus – pracować nad tym, żeby to trwało. Mieć świadomość, że to wymaga włożenia wysiłku. A ponieważ potrzebny jest uczciwy i chętny udział obu osób, komunikacja to podstawa.

  7. Po pierwsze, to nie mieć w głowie obrazu Idealnego Ktosia, do którego porównujemy Potencjalnego. Brak oczekiwań dotyczących wyglądu, zainteresowań, zachowań. Brzmi niepokojąco, bo przecież każdy z nas ma rzeczy, które działają na niego bardziej. Jasne. Tylko czy są istotne? Warto ustalić sobie pewne oczekiwane minimum, np. ‘musi umieć rozmawiać’, a resztę przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Może przypadkiem się okaże, że osoba, po której się tego nie spodziewałeś, przypasuje Ci bardziej? Dlatego powtarzam: bez oczekiwań.

    Po drugie, uczciwość. Mówienie i robienie tego samego, a nie wprowadzanie Potencjalnego w konfuzję. To wymaga uczciwości wobec siebie samego ‘czego chcę? co jest ważne dla mnie?’.

    Dzięki temu możemy dojść do trzeciego, czyli zaufania. Nie da się być z drugą osobą, jeśli się stawia wysokie mury obronne i oczekuje ciosu. Jeśli od Potencjalnego dostajesz ciosy w miękkie, to najpierw zastanów się, czy mógł wiedzieć, że to Cię zaboli (każdy ma coś, co go rusza, podczas gdy dla innych to powód do żartów). Jeśli nie mógł wiedzieć, to wyjaśnij, że boli. Jak masz siłę, to wyjaśnij czemu, ale nie musisz teraz. Kiedyś, jak poczujesz się bezpiecznie.
    Jak Potencjalny wiedział, że boli, a dostałeś, to odejdź. Nie ma co się męczyć.

    Po czwarte, warto oprócz zakochania się, również się zaprzyjaźnić. Miłość robi fajnie i ciepło, ale nie zawsze hormony będą działać tak samo intensywnie. A dobrze by było, gdybyście potrafili ze sobą spędzić czas także wtedy, gdy dopada codzienność i konieczność ustalania, kto kupi papier toaletowy.

    Właśnie, w zakochaniu nie zawsze lata się wysoko. Bywają chwile, kiedy latacie o wiele niżej. A czasami ktoś spada. To nie jest złe. Fajnie jest, jak Potencjalny pomaga wzlatywać. Ale lepiej jest, jak nawet gdy jest gorzej, to dalej Ci z Potencjalnym dobrze.

    No i Rozmowa. Koniecznie. Potencjalny nie opanował czytania w myślach, ty też nie, więc rozmawiajcie.

    Są szanse.

  8. @nerdkya
    Dziękuję Ci za pomoc w uporządkowaniu doświadczeń i odkryć z dotychczasowych relacji różnych typów.

    @f_a_t_e
    Ad. po pierwsze
    Niedawno doszłam do wniosku, że nie zawodzę się na ludziach, tylko na swych oczekiwaniach wobec nich, więc staram się je minimalizować.

  9. @Olga
    siostro w niskich oczekiwaniach. uściśliłabym tylko: nie spodziewać się wiele, ale z drugiej strony dobrze znać swoje granice.

  10. Wagonik szbrnasty:

    Jeśli Ktoś jest na Ciebie zły, to to nie jest koniec świata. Dowiedz się, możliwie na spokojnie, z czego to wynika, i zastanów się, czy zgadzasz się z tym, że to Twoje działanie, świadome lub nie, wywołało Kogosia złość. Jeśli nie, to to obgadajcie i wyjaśnijcie sobie punkty widzenia. Jeśli tak, to pamiętaj, że Kogosiowi zapewne nie chodzi o to, żebyś się źle poczuł, tylko o przekazanie pewnego komunikatu. I wtedy najgorsze, co możesz zrobić, to zasmucenie się i zamknięcie się w znajomej skorupie poczucia winy; zamiast tego (znowu: możliwie spokojnie) zastanów się, co możesz zrobić, żeby naprawić sytuację. A jeśli nie wiesz, to zapytaj.

    To się pewnie stosuje też do innych interakcji, ale w związku jest szczególnie wyraźne. Zresztą, sporo wagoników warto też, myślę, stosować pozazwiązkowo, tylko tam nie jest to aż tak istotne. Rozmawianie, na przykład, ma kolosalną przyszłość.

  11. @Daniel

    To działa w obie strony, jak jesteś na Ktosia zły, to jak się już uspokoisz, to wyjaśnij dlaczego tak się stało. I obgadajcie na przyszłość, co macie robić w sytuacjach, gdy to drugie jest wkurzone, żeby nie irytować bardziej.

    (nie w drzewku, bo z komórki nie mogę)

  12. a jesli chodzi o dbanie o zwiazek, to imo dobrze dziala, jesli robi sie dla drugiej osoby znakomite rzeczy i jest sie za to docenianym (obie czesci sa wazne).

    nie wiem, jakie znakomite rzeczy, zalezy od zwiazku i co tam akurat umiesz i druga osoba lubi.

  13. @nerdkya
    feedback niezbedny, bez tego nie da rady (patrz wagonik 10). bez obserwacji tez nie da rady, bo smutno jest jak czlowiek sie napnie i zrobi, a tu sie okaze, ze druga strone kompletnie co innego bawi/kreci/interesuje (tutaj patrz @11 i znakomita uwaga f_a_t_e na temat idealnych obrazow).

    zreszta, w ogole dobrze jest starac sie bez napinki. wlozyc w robienie znakomitej rzeczy mysl, zaangazowanie, czas – ale bez zarzynania sie, bo umowmy sie ze przyjemnie ma byc wszystkim, a nie tylko obdarowanemu.

  14. Rrrany jak ja lubię czytać te Twoje literki. Normalnie odpływam przy nich : ). Co do samej treści to muszę odczekać, aż w głowie się osadzi wszystko bo po pierwszym czytaniu jestem jedynie oślepiony Światłem Twojego Geniuszu, naprawdę : ) Serdecznie pozdrawiam.

  15. Co do oczeiwań: w psychologii jest sprawdzony na to patent. Jeśli ktoś nie spełnia twoich oczekiwań, to je zmień. Nie: obniż je. Ale: zmień. Cholernie pomaga w kontaktach międzyludzkich na różnych poziomach relacji :)

    PS: podoba mi się wizualizacja i przesłanie sekretu szczęścia :)

  16. @kurcjusz kurcjuszu, zawstyd mam i się rumienię. walcz! podważaj! wątp!

    @ines potwierdzam. to jest coś, co sobie niełatwo zaprowadzić, ale iz osom. zresztą analogicznie z zastanowieniem się przy różnych wydarzeniach, “czemu mje to w’ohle rusza, przecież mogłoby nie”.

  17. Ad.7 Nie odbieraj maluczkim, niekreatywnym śmiertelnikom chwili spokoju na rzecz, którą muszą/chcą/pragną zrobić – to nie musi być kreatywny szał. Od czasu do czasu każdy potrzebuje kilku chwil tylko na swoją pasję/hobby. Hasło klucz – “od czasu do czasu”. Nikt nie lubi pracoholików, więc wg mnie powinna być tam adnotacja “Nie zamykaj się cały czas w wirze kreatywności”. Druga osoba poczuje się wyłączona i niepotrzebna.

  18. Ad.7 Nie odbieraj maluczkim, niekreatywnym śmiertelnikom chwili spokoju na rzecz, którą muszą/chcą/pragną zrobić – to nie musi być kreatywny szał. Od czasu do czasu każdy potrzebuje kilku chwil tylko na swoją pasję/hobby. Hasło klucz – “od czasu do czasu”. Nikt nie lubi pracoholików, więc wg mnie powinna być tam adnotacja “Nie zamykaj się cały czas w wirze kreatywności”. Druga osoba poczuje się wyłączona i niepotrzebna.
    Tak poza tym – mądre, przemyślane i fajnie napisane =)

  19. Ja bym dwa małe wagoniki. Spokrewnione, oczywiście, z działem łączności. Ale też z przestrzenią osobistą i z partnerstwem.
    Pierwszy z nich: poczucie własnej i cudzej wartości. Nie pozwólcie, żeby się rozjechały. To trzeba robić razem, nie podtrzyma się poczucia własnej wartości w związku, jeśli druga osoba je niszczy, trudno też i wymaga sporo pracy podnoszenie poczucia wartości drugiej osoby, jeśli ona w nie nie wierzy. Ale: w zdrowym związku obie strony dają coś wartościowego i niezbędnego i *obie to wiedzą*. Obie muszą być o tym przekonane i że przekonane jest o tym to drugie. To jest barometr, to się czasem huśta, tego trzeba pilnować.

    Inaczej wychodzi coś bardzo złego jak związek toksyczny, uzależnienie albo traktowanie drugiej osoby przedmiotowo. Nie róbmy tego sobie. Ani nikomu.

    Drugi wagonik to właściwie przybudówka do komunikacji. Komunikacja musi być dwukierunkowa, żeby działała Tu kilka podpunktów:
    – banalne podsumowanie: umieć mówić, żeby druga osoba nas słuchała i słuchać tak, żeby druga mówiła
    – niezdrowe jest, jeśli od dłuższego czasu czujemy się wygodnie z niewyrażaniem własnego zdania
    – równie albo i bardziej niezdrowe jest, jeśli nie zwracamy uwagi na to, że od pewnego czasu w komunikacji istnieje tylko nasze zdanie, a druga strona na wszystko się zgadza
    – to ostatnie czasem znaczy, że jesteśmy zbyt intensywni/pewni siebie/agresywni w posiadaniu własnego zdania. Ludzie są różni, związek to próba oswojenia. W związku wasza komunikacja musi być strefą komfortu, strefą bezpieczeństwa i trzeba dbać, żeby taką pozostała.
    To też jest barometr. Komunikacja, która pozornie istnieje, ale przestała działać, może was doprowadzić do rozjazdu oczekiwań i potrzeb, który będzie za duży, żeby go potem polepić. I człowiek się nagle budzi z wrażeniem, że jest z zupełnie obcą osobą

  20. Z niejakim opóźnieniem, ale wpadłem na notkę, i jest ona bardzo ciekawa i mądra, kudosy; nawet jeśli dla mnie to jakieś pogranicza SF i fantasy. Co mi oczywiście nie przeszkadza wymondżać się i dołożyć jeszcze dwu resoraków do pociągu: po pierwsze, w ramach komunikacji takiej i owakiej, chyba warto pamiętać, żeby sobie nawzajem za “grube” radości i pozytywności po prostu dziękować (za te małe też nie zaszkodzi); dwa, co do oczekiwań, zmiany siebie/kogoś, uczciwości, nawet co do tej nieszczęsnej komunikacji, w ogóle większości tego co w noci i komciach, może warto nie tyle luzować się czy mniej przejmować czy mniej napinać, co raczej – upraszczać, a nawet UPRASZCZAĆ. Tak w zasadzie upraszczać wszystko, zaczynając od swojego myślenia, po wszelkie interakcje. Nie wiem jak wytłumaczyć dobrze różnicę, ale ona zdaje się jest dosyć istotna, coś jakby – lepiej mieć problem w prostej sytuacji i okolicznościach, niż próbować się luzować w, nawet niech pozytywnych, ale przeskomplikowanych okolicznościach przyrody (tu – związku).

  21. Jestem godna podziwu. Świetny blog. Twoje teksty są jak wyrafinowany majstersztyk kulinarny. No cóż, zatapiam w nim niczym wilkołak swoje zęby i czekam na dokładkę, a wenie życzę Smacznego!:)

  22. Chyba sobie normalnie wydrukuję i powieszę nad biurkiem – fajny tekst. Mama w zakładkach i co jakiś czas otwieram, tłukę się którymś wagonikiem po łbie i idę dalej. Trzeci niedoszły związek właśnie mi się zaczyna, może teraz będę ostrożniejszy ;]

Dodaj komentarz