jak brać narkotyki

Oczywiście nie brać wcale, bo po co. Jest mnóstwo fajniejszych i legalnych rzeczy, którymi można się odurzać. Chociażby fascynacja drugim człowiekiem, bezpieczny, pomysłowy seks, sezon dobrego serialu albo wykonanie jakiegoś dzieła od początku do końca.

Chyba nie spodziewaliście się, że będę zachęcać. Ale mam naszykowaną notkę na temat medycznej marihuany i wymaga ona wprowadzenia dla podekscytowanych czytelników.

Jeśli koniecznie chcesz zaszpanować znajomością tematu na sucho, dokształć się. Nie powtarzaj bezmyślnie tego, co mówią znajomi (ani obcy, ani ja). Czytaj i wątp! Odsiewaj wiarygodne źródła od bzdurnych i nie wierz we wszystko, co ci pasuje. Poznaj podział narkotyków pod kątem działania fizjologicznego, kryteria twardości i miękkości. Nie na stronach zwolenników czy przeciwników — szukaj krytycznych zestawień i profesjonalnych badań medycznych.

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, nie bierz. To nie obciach odmówić. Zawsze możesz nie przyjąć i zostać tą osobą na straży, która pilnuje, żeby a) nikt was nie złapał, b) nikt z was nie odpalił gdzieś zbyt daleko i nie zaczął wychodzić przez okno czy topić się we własnym pawiu. Nie ma też obowiązku przeżywać tego jak wszyscy dookoła. Znam ludzi, którzy po blancie nie chichotali leniwie, tylko mieli konkretne ataki paniki lub paranoi. Poznałam gościa, który zażył kwasa z kolegami, a oni wkręcili go, że idzie policja; od tego czasu zawsze chodził w czapce, opłotkami i rozglądając się, bo mu to zostało (kiedy mi o nim opowiadali, myślałam, że mnie wkręcają, ale potem zobaczyłam). Ludzie są różni w najróżniejszy sposób.

Tak, presja grupy rówieśniczej, te sprawy. Nie wiem, jak pokazać ci, że masz siłę, by być tą osobą, która robi różne rzeczy po swojemu, ale nikomu nic do tego, bo pozostajesz w porządku wobec stada. Możesz iść z nim w tym samym kierunku, ale swoim krokiem. Nie tłumacz się, powiedz, że nie chcesz i już. Będzie więcej dla was. Mogę podsunąć parę dobrych odpowiedzi na zaczepki, ale to na zajęciach indywidualnych.

Wiem, wiem, czym byłoby życie bez ryzyka, ale nie bierz nieznanego, nieprzetestowanego towaru od obcych. Zioło może okazać się pryskane wybielaczem nad wybielacze i będzie ci przykro, a malutka, niewinna tableteczka może okazać się nie czymś eeeeekstra, tylko środkiem, od którego poleci ci krew wszystkimi otworami ciała. Nic fajnego, mnóstwo sprzątania, duże ryzyko, że rodzina zostanie zawezwana do identyfikacji zwłok.

Nie wąchaj kleju i nie skłaniaj się ku tego rodzaju odurzaczom wziewnym, nigdy. Zmienią twój mózg w gąbkę. Nie umysł, mózg. Ta tkanka, która odpowiada za każdą rozkosz, która kiedykolwiek spotka cię w życiu, za każdą radość, odkrycie, myśl, pomysł, uczucie — ta tkanka zmieni się w śmierdzącą breję. Nie wąchaj. Szkoda tego wszystkiego, co stracisz, a nie dostaniesz za to nic.

Jeśli już koniecznie chcesz spróbować poszerzyć sobie świadomość środkami mocno ją zmieniającymi i nie odwiodę cię od tej decyzji, zadbaj o swoje bezpieczeństwo. Musi być koło ciebie ktoś przytomny (czysty i trzeźwy), kto zdejmie cię z okna, zabierze scyzoryk, nie pozwoli wejść do morza albo tańczyć w nocy na środku ulicy. Ta zasada dwa razy uratowała mi życie, a jestem naprawdę solidną szczęściarą.

Pamiętaj też, że większość ludzkości po przyjęciu środków odurzających ma zjazd. Podobnie jak po dobrej bani uczciwie jest mieć kaca, tak po najfajniejszych dragach, kiedy przestaną działać, najprawdopodobniej będzie ci smutno, źle, tępo i powoli. To taka przewrotna metoda, żeby namówić organizm do recydywy (przypominam, żeby czytać źródła podane pod hasłami w wikipedii).

Ludzie, którzy mają predyspozycje do uzależnień, mogą stracić kontrolę nad swoim życiem za pomocą środków dużo słabszych niż narkotyki. Substancje psychoaktywne w różny sposób uzależniają fizycznie i psychicznie. Rozważ to w swoim umyśle i zastanów się, czy warto. Niezależnie od tego, co ci się w tej chwili wydaje, chcesz mieć kontrolę nad swoim życiem.

Nigdy, przenigdy nie bierz narkotyku, który wymaga użycia igły/strzykawki. Uzależniają jak wściekłe, zmienią twoje ciało we wrak, twój umysł w warzywo, twoje życie w piekło. Nie przesadzam. Nie zapanujesz nad tym. Nie wiem, co jest dla ciebie straszne, ale to będzie gorsze. Nie wiem, na czym ci zależy, ale stracisz absolutnie wszystko.

Związki występujące w konopiach pozostają w organizmie długo po użyciu. Możesz zostać posiadaczem chronicznych problemów z koncentracją (która przydaje się przez całe życie, dbaj o nią) i różnych zaburzeń normalnych umiejętności, na przykład poczucia czasu. Znam osobę, która po ekspozycji w okresie płodowym nie ma poczucia czasu w ogóle, ani krótko-, ani długoterminowego. Bardzo dobrze znam. It’s no fun.

badania wykazujące, że palenie gandży obniża inteligencję. Niby tylko trochę, parę punktów w skali, ale im wcześniej palona, tym bardziej. Moim zdaniem warto poczekać.

Jeśli stanowczo postanowisz spróbować zielska lub jakiejś jego mocniejszej wersji, miej w pamięci, że nie działa od pierwszej sekundy. Poprzestań na jedym machu czy jednym ciasteczku i poczekaj. Jeśli masz więcej szczęścia niż rozumu, tyle wystarczy, żeby było fajnie. Jak przedobrzysz, będzie niefajnie, ale za to dłużej, a zjazd będzie gorszy.

I don’t do drugs. If I want a rush, I just get out of a chair when I’m not expecting it.
[Dylan Moran]

Jeśli poczujesz, że już nie chcesz mieć kontaktu z dragami, a masz problem z samodzielnym odpępowieniem się, nie jesteś sam(a). Jeśli nikt w rodzinie nie wygląda na to, że może ci fachowo pomóc, zajrzyj np. na narkomania.org.pl albo zadzwoń na któryś z telefonów zaufania i tam nadadzą ci kierunek.

Jedenaste: nie mieszaj.

Zdaję sobie sprawę, że temat jest trudny i nie wyczerpałam go. Zapraszam do uzupełniania i poprawiania w komentarzach. Dawajcie dobre linki z rzeczami do czytania!

26 thoughts on “jak brać narkotyki”

  1. Great minds zaiste think alike – czytając Twój tekst miałam dziwne poczucie deja vu, bo coś brzmiącego niemal słowo w słowo tak samo zapodał nam nasz najcudowniejszy w świecie wychowawca w liceum (P., jeśli przypadkiem na to natrafisz, pozdrowienia) i była to najsensowniejsza lekcja na ten temat, jaką miałam w życiu.
    Z historyjek na marginesie – w drugiej klasie liceum pojechaliśmy na wycieczkę do Zakopca. Było piwko, była trawa. Dobrze, że zostały nas ze trzy całkiem trzeźwe, bo jedna z koleżanek zaczęła widzieć Freddiego Krugera i próbowała uciekać. Z domku. W górach. W środku zimnej jesiennej nocy.

  2. To jeszcze dorzucę coś o kleju z mojej działki, bo i takie “uspokajacze” widziałem.

    Nie wierz w to, że kleje i rozpuszczalniki są niegroźne, bo używane są przez modelarzy. Owszem, są używane, ale nie do wdychania, a do łączenia części, co trwa dość krótko.

    Nie wierz w to, że kleje i rozpuszczalniki są niegroźne nawet dla małych dzieci, bo i 6-latki kleją modele. Kleją, ale pod nadzorem rodziców lub opiekunów i w pomieszczeniach dobrze wentylowanych.

    Podczas klejenia nikt nie wdycha aż takich stężeń, jakie są w worku z klejem. Ekspozycja na klej czy rozpuszczalnik jest też znacznie mniej bezpośrednia, a i trwa znacznie krócej – mimo że w pomieszczeniu czuć zapach godzinami.

  3. Ładnie napisane. Nigdy nie potrafiłam czegoś takiego opowiedzieć wiarygodnie, bo w wieku nastoletnim byłam totalną abstynentką i osobą asocjalną, jeżeli z rachunku wyłączymy erpegi. Z wiekiem się zsocjalizowałam, ale używki nadal mnie nieszczególnie pociągają. Trudno mi więc cokolwiek powiedzieć np. bratu, tak żeby nie były to zwykłe morały sztywniackiej siostry. Jeszcze dodam od siebie, że co się wkłada do mózgu, to się potem wyjmuje, a nastolatek uczy się mniej więcej pięć razy szybciej niż człowiek dorosły, również tych złych nawyków.

  4. Pierwsza część tekstu trochę zbyt uniwersalna na wg mnie, ale pewnie tak być musi, nie znam się.
    Ad rem. O twardych się nie wypowiem, nie próbowałem i nie zamierzam. Jeśli chodzi o zioło, jedna wskazówka z autopsji – nie pal, kiedy jesteś zmęczona/-y. Psychicznie (oczywista oczywistość), ale i zwyczajnie, fizycznie. Bo nawet jeśli reagujesz na trawkę mega pozytywnie (jak ja, niestety), to w takim przypadku może być zupełnie inaczej. Niefajnie inaczej.

  5. Przeczytałem tylko Ecstasy i widzę, że w materiałach: nie brak fantazji (PMA często w Ecstasy?), naciągania faktów (uważna kontrola spożycia wody) i straszenia (ketamina – środek uspokajający dla koni). Poza tym mocno nieaktualne, brak mefedronu i wszystkich nowych designer drugs, RC etc. Jeszcze powinni wtrącić coś o LSD niszczącym chromosomy i byłby typowy materiał ze stron rządowych.

  6. Niby masz rację, ale dramatyzujesz znacznie.

    “Nie wąchaj kleju i nie skłaniaj się ku tego rodzaju odurzaczom wziewnym, nigdy. Zmienią twój mózg w gąbkę.” Od jednego razu pewnie nic takiego się nie stanie (hm, nikt się nigdy nie zatruł czymś podobnym przez pracę w słabo wentylowanym pomieszczeniu?), ale przyjemność wątpliwa, z tego, co słyszałem od osoby, która próbowała rekreacyjnie butaprenu. Ja z mojego podtrucia (inna substancja, też śmierdząca chemia, jednak AFAIK nie używana rekreacyjnie) potwierdzam. Za to już przy pierwszym razie można się udusić pawiem.

    “Nigdy, przenigdy nie bierz narkotyku, który wymaga użycia igły/strzykawki.” – ja rozumiem, że sposób przyjęcia może zmieniać działanie, ale właśnie drastycznie obniżyłaś barierę dla “niekłutej” heroiny. Nie wiem na ile świadomie. Kłucie i cały z tym związany syf, ryzyko chorób, potrzebna wiedza i umiejętności IMHO jest dobrą barierą wejścia.

  7. miałam nadzieję, że siorbanie podpadnie pod odurzacze wziewne, ale zgadzam się, że warto by to rozszerzyć, gdyż też syf nieziemski. notka i tak jest długawa, a z tym konkretnym zajęciem nie mam z tym specjalnego doświadczenia — najlepiej chyba podać akcesoria, na których widok radziłabym opuścić pomieszczenie. ale do sformułowania tego potrzebuję pomocy, więc piszcie, pls. może być z dramatyzmem (mam do zagadnienia stosunek jednak emocjonalny, więc).

  8. “akcesoria na widok ktorych najlepiej opuscic pomieszczenie” – to jeszcze rurke z crackiem bym dodal. niestety nie mam zupelnie pomyslu, jak to wplesc w narracje.

  9. Butelka z alkoholem, szczególnie wysokoprocentowym. W końcu też narkotyk, dość niebezpieczny, tyle, że dobrze zbadany i zwykle dobrej jakości AKA czysty, bo legalny.

    Ogólnie chyba nie napisałaś, że zanim się weźmie cokolwiek należy wiedzieć, co się zażywa, jakie ma skutki, skutki uboczne i przede wszystkim, że towar powinien być z pewnego źródła.

  10. “Chociażby fascynacja drugim człowiekiem, bezpieczny, pomysłowy seks, sezon dobrego serialu albo wykonanie jakiegoś dzieła od początku do końca.” Z autopsji, poza bezpieczeństwem reszta się do narkotyków nie umywa. Nie wiem jakie masz doświadczenia z substancjami, ale z tym serialem to chyba jakaś dziwaczna, wyszukana prowokacja, bo na jaja za oczywiste i nie śmieszne. Napisz jeszcze, że Dexter, Dr House albo Lost.

  11. Przyznam, że jak wynorałam House’a (zanim to było modne), to pierwszy sezon łyknęliśmy ciągiem, bez snu i obgryzając resztki czipsów wyciągniętych z kanapy. (A Lost ssie).

    Co do pozostałych, szczerze i z autopsji życzę, żeby trafiły Ci się takie, które przebiją narkotyki. Być może pomaga, jak się do nich podejdzie na czysto? Oczywiście nie ma co się czarować — jest to *inny* rodzaj doświadczenia. Ale pod wieloma względami to narkotyki się do nich nie umywają. Konsekwencje, unikalność, niepowtarzalność, więź, doświadczenie, euforia sukcesu, wyrobienie twórczych bruzd w mózgu.

  12. Dając sobie czystą dopaminą w mózg psujemy sobie układ nagrody, czyli taki system wymyślony przez naturę, żeby nam się chciało zdobyć żarcie i uciec przed tygrysem szablozębnym. Potem trudno zrozumieć konieczność starania się o nagrodę, bo po co, skoro można mieć tę dopaminę zaraz i bez wysiłku. To jest właśnie uzależnienie – biorący nawet nie spróbuje poczekać na tę odroczoną nagrodę i zyskać wszystko, co wymienione poniżej, wskutek czego nie podejmuje wysiłku, wskutek czego nie ma żadnych nagród IRL, a biorący jest coraz bardziej warzywiasty umysłowo, no bo po co inaczej.
    Mam taką teorię, że primingiem do uzależnienia jest cała kultura komsumpcyjna. Po co czekać? Kup sobie, zasługujesz, kup impulsowo, my cię już wkręcimy. Masz problem, weź witaminę, weź pigułkę. Po co się starać, lepiej byle jak, odpoczniesz, zasługujesz sobie. Po co wysiłek umysłowy, masz konsolę, pograsz sobie. Ludzie są znakomicie przygotowani pod uzależnienie.

  13. @inatheblue Jakbym miał się poszczególnych słów czepić, to niezupełnie, bo wynika, że nieznany towar od znajomych jest OK, ale faktem jest, że czytałem raczej po łebkach i zwyczajnie nie zauważyłem.

    Organizacyjnie: zaznaczam, żeby mi follow-up by email słał i nie śle. Tylko ja tak mam czy ktoś jeszcze to zaobserwował?

  14. “Nigdy, przenigdy nie bierz narkotyku, który wymaga użycia igły/strzykawki.”

    Nie wiem, to zdanie nie jest nawet błędne. Nie ma takich narkotyków. Poza tym, jakiego użycia. Sposoby na iniekcje są z grubsza trzy, z czego w podawaniu rekreacyjnym liczą się dwa: w mięsień albo w żyłę. Domięśniowo podaje się psychodeliki, dożylnie opiaty i stymulanty. Natomiast insulinę wstrzykujemy w fałd brzuszny. Piszę to na wypadek, gdyby ktoś chciał salwować się ucieczką przed cukrzykiem czy chorym na hcv, który w ramach kuracji aplikuje sobie w domu podskórnie interferon, taki nieporządniś.

    “Uzależniają jak wściekłe, zmienią twoje ciało we wrak, twój umysł w warzywo, twoje życie w piekło. Nie przesadzam. Nie zapanujesz nad tym. Nie wiem, co jest dla ciebie straszne, ale to będzie gorsze. Nie wiem, na czym ci zależy, ale stracisz absolutnie wszystko.”

    No, to zależy które. Wstrzykiwanie LSD zmieni tylko czas trwania ładowania, szczytu i plateau, co oznacza intensywniejszy trip i takież doznania. Generalnie igieł używa się dla rushu, szybkiego ładowania i intensywnego szczytu zaraz po podaniu, co bywa najprzyjemniejszym punktem całego odurzenia. W szczególności dotyczy to stymulantów podawanych dożylnie.

    Używamy sterylnych strzykawek i igieł, nie wymieniamy się sprzętem, dbamy o rotację nakłuwanych żył, no i musimy nauczyć się robić zastrzyki.

    Tyle w kwestii wspomnianego “syfu”.

    Reszta jest w samym narkotyku. I dopiero tutaj jest czas na stękanie o warzywach w głowie i inne tego typu uwagi prozdrowotne, lecz wciąż nie na miejscu są mieszczańskie egzorcyzmy tych brudnych przestępców ze strzykawkami i ambiwalentny pozostaje zwyczajowy kult wydajności kulturowej, socjalnej i produkcyjnej.

    Generalnie uzależnienie jest chorobą, którą należy leczyć, jeśli to możliwe, a nie stygmatyzować, a już ideałem jest profilaktyka oparta na wiedzy. Z uzależnieniem można żyć, podobnie jak z innymi chorobami przewlekłymi. Pisanie notek pełnych retoryki nędzy i rozpaczy a też ska- i patologii to jest zwyczajnie zła literatura, w dodatku nie na temat. Proszę spróbować tak napisać o cukrzycy i czekać głasków, może trąd byłby wdzięczniejszy, bo rak już takich emocji nie budzi, a prawda – jeszcze hiv. To się nawet rymuje ze “strzykawki i syf”.

    I tak: używam, również igieł, i tak: jestem uzależniony, i tak: odwiedzam lekarza, a też znajduję czas na pracę, odpoczynek, nudę i zabijanie wolnego czasu i wszystkie te kłopotliwe ludzkie czynność jak miłość, przyjaźń, seks, ba, nawet sporty uprawiam i dla sportu komciam sobie różne takie blognoty. Bo chyba nie dla przyjemności, co.

    I wcale nie przesadzam, srsly.

Dodaj komentarz