
Browniesy są straszne. Powinny być zakazane przez jakąś konwencję (szwajcarską może nie, to byłoby nie fair). XI przykazanie mojego brata – jedz brownie Jareckiego. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, zgadnijcie czemu. Nie zgadniecie.

Srebrna przyszła którejś soboty z betoniarką pełną ciasteczek. Nerdy wdały się w bójkę nieco przypominającą mecz zdeterminowanej koszykówki. Miska prawie rozbiła żyrandol. Jak łatwo się domyślić, zdjęcia nie zdążyłam zrobić. Oto przepisy spod pióra autorki. »»»

Merigold miała przed chwilą urodziny, zatem w ramach prezentu postanowiła znów nakarmić nerdy. Na fali tego, że wszyscy na coś chorzy, było zdrowo. Jezu, jak te jabłka pachną. Oddaję mikrofon jubilatce. Z jabłkami zasadniczo nie »»»

Nie będę pisać wstępu, żeby nie przedłużać przepisu. Zobaczcie, jaki krótki! 3 jajka kubek cukru 0,75 kubka oleju 1,5 kubka mąki 1,33 łyżeczki proszku do pieczenia 1 łyżeczka sody 0,5 łyżeczki soli 1,5 łyżeczki cynamonu »»»

Jak się robi sezon na truskwy, to ja mam tak, że cały rok na to czekałam! a potem nie chce mi się faflunić cukrem i farbować palców, zwłaszcza że niektóre egzemplarze truskiew są mniej smaczne »»»

Obiady czwartkowe (no już muszę się pogodzić, że tak to się nazywa, bo ewidentnie weszło za moimi plecami do tradycji) weszły za moimi plecami do tradycji. Wśród bywalców nie kucharzył już tylko Zill , twierdząc »»»

Bardzo dawno temu, jeszcze w zeszłym wieku, Extend poderwał mnie na Klubowe bez filtra i wyśmienite poczucie humoru. Ale jak mogłam na niego nie polecieć, obczajcie: wsiadasz do tramwaju, cały w dżinsie i z czarną »»»

Phoner przychodził kiedyś pograć na plejstejszyn. Przynosił jakieś wydruki, siadał pod telewizorem i mieliśmy go z głowy na dwa dni — przechodził gry cicho, bezwonnie i morderczo systematycznie, a drzemał niepostrzeżenie. Poniżej prawie niezredagowany przepis »»»

Mam trudny charakter i ludzie mnie wkurzają, zatem staram się z nimi spotykać w grupach, żeby oblecieć więcej za jednym razem. Z powodów finansowych i osobistych przestałam robić imprezy w każdą sobotę, ale ponieważ nie »»»

Kiedy byłam mała, napoleonka była najsmaczniejszą zabawą w kosmosie (na równi z rozkręcaniem zegarków na części, rozpuszczaniem sobie czekolady w palcach, dziabaniem lalek lutownicą i budowaniem szałasów z bratem). Za napoleonkę dałabym się pokroić (podobnie »»»