Poradzimy sobie

Mam wrażenie, że chwilowo na polskiej scenie politycznej zostało zagospodarowane kilka etosów oprócz jednego ważnego.

Są wcielenia: Autokraty (a może Pierwszego Sekretarza?), mamy Figuranta, Populistę, Pajdokratę i sporo gerontokratów. Mamy kapitalistów, arystokratów. Niewątpliwie mamy patriarchat i teokrację, które nie potrzebują konkretnych wcieleń, bo realizują się w masie. Ostatnio do kompletu doszedł Ochlokrata.

Ale wciąż nie ma wcielenia postaci: Porządny Człowiek. A to jest bardzo charakterystyczna w Polsce postać i uderza mnie jej brak w grze. Taki ktoś, na kogo można zagłosować, kiedy nie ma na kogo.

***

Rozmawialiśmy wczoraj ze Złym Majorem Witkiem, że jak nasza pamięć sięga (a sięga do późnego “komunizmu”), że był jakiś Porządny Człowiek na płaszczyźnie polityk oraz mnóstwo Dobrych Ludzi na poziomie sąsiad.

Te postacie niczym się nie różnią poza płaszczyzną działania.

Kobiety też w tym były, i ich rola nazywała się — bez sarkazmu — Matka Polka. Te miały piętnaścioro własnych dzieci, ale w razie potrzeby przygarnęły kolejne. U nich w domu był w razie czego nocleg, towarzystwo i wspólne słuchanie radia. One wiedziały więcej niż ich mężowie o tym, co się dzieje, i wszystko pamiętały. My mówiliśmy na takie “ciocia” i do nich wpadało się na obiad albo się poskarżyć.

Państwo było wrogie albo obojętne, więc było się Dobrym Człowiekiem, bo inaczej żyć się nie dało. Wszyscy wiedzieli, jak “trzeba się zachować”. Dobry Człowiek załatwi, wesprze, nie rozpozna na posterunku. Dla niego jest oczywiste, że trzeba nakarmić, a Matka Polka wtedy naleje zupę. Dobry Człowiek pomaga żonie/mężowi tego, kto siedzi albo zaraz pójdzie siedzieć.

Jak mówi ZMWitek,

dylemat więźnia nie potrzebował wtedy nazwy.

Dobry Człowiek mógł być milicjantem, ale wiecie, takim w porządku. Mógł być gejem albo lesbijką w czasach, kiedy nie zaglądało się ludziom tak do łóżek. Było oczywiste, że można na niego liczyć.

Porządny Człowiek mógł być inteligentem pośród robotników, a także odwrotnie. Mógł nawet kraść albo mieć problem z alkoholem, bo w Polsce wiele się rozumie. Ale dokładnie tak samo, jak na Dobrego Człowieka, można było na niego liczyć w ważnych sprawach. Wiedział, jak się zachować.

***

Polecam uwadze tę rolę, gdyby ktoś chciał zająć miejsce na scenie politycznej. Nie tylko ja czekam na kogoś takiego.

***

W międzyczasie na poziomie sąsiedzkim potrzebujemy być Dobrymi Ludźmi. To nie jest wielki wysiłek, skoro dało się to robić w tamtym ustroju.

Wiesz jak to jest, ciężkie czasy rodzą mocnych ludzi, mocni ludzie robią dobre czasy, dobre czasy rodzą słabych ludzi, słabi ludzie robią ciężkie czasy.

Mieliśmy dwadzieścia lat dobrych czasów, odwyklismy od codziennego pomagania. Trzeba to sobie przypomnieć, porozmawiać z matką i babcią, ojcem i dziadkiem, bo możliwe, że przed nami długa zima.

Poradzimy sobie? To też jest podejście bardzo polskie.


[ komcie na fejsie ] [ komcie na gieplusie ]

6 thoughts on “Poradzimy sobie”

  1. Czy może być w polityce obecny jakiś zindywidualizowany “ochlokrata”? Nie wiem, kogo masz na myśli w swojej notce, ale “ochlokrata” to trochę jak “pojedyncza liczba mnoga” ;)

  2. @Paweł zdecydowanie pojedyncza liczba mnoga, myślę tu o takim jednym z kodu (jednak sam kod w zasadzie nie zasługuje na to określenie)

  3. Gdyby te 20 lat rzeczywiście było czasami dobrymi, nie doszłoby do sytuacji dzisiejszej. Nie neguję, że dla Ciebie osobiście takie były – ale np. dla mnie (i dla bardzo wielu innych ludzi, na co wskazuje m.in. liczba osób, które Polskę opuściły) – nie.
    Życzę Polsce wszystkiego najlepszego – egoistycznie, z uwagi na bliskie mi osoby, które wciąż tam żyją. Niemniej IMO póki u władzy będzie ktokolwiek, kto ją – począwszy od roku 1989 – sprawował, szans na jakiekolwiek zmiany pozytywne nie widzę.

Leave a Reply