takie będą rzeczpospolite

Dziś będzie o lekturach obowiązkowych z cyklu “nie znam się, to się wypowiem”. Moje układy z edukacją są tematem raczej grząskim i pełnym zabawnych anegdot, na szczęście trzy czwarte mojej rodziny robi w szkolnictwie, więc entuzjastyczne samokształcenie wyssałam z mlekiem ojca. Ustalmy dla porządku, że historia literatury i nauka o języku to było coś, z czego miałam szóstkę przy frekwencji poniżej 10 proc. Nie mogę bez literek. Wstydliwie przyznam, że mam jedną półkę z poezją. Ale taką porządną. W starych wydaniach.

Los mi sprzyjał. Wszystkie spokrewnione mieszkania składają się głównie z książek, trafiły mi się też znakomite nauczycielki, którym chętnie postawiłabym wodę z cytryną. Uwielbiam czytać, a że mam bardzo kiepską pamięć, mogę cieszyć się niektórymi dziełami po wielokroć.

Ludzie, którzy lepiej mnie znają, mogą potwierdzić, że jestem wandalem językowym. Znam zasady tylko po to, żeby je łamać (no dobra — od czasu do czasu też zrobić korektę). Okrutnie przeklinam. Teraz składam książkę do polskiego dla gimbazjalistów. Wszystko mnie w niej denerwuje, więc przeklinam więcej. Ale jak tu zachować spokój.

O “Kamieniach na szaniec” w ogóle nie będziemy rozmawiać, bo zaleję się pianą, a to i tak niżej zrobi Zły Major z dużo większą wprawą.

“Alchemik”, no tak. Musi być, bo to przecież taka znakomitość, poza tym to flagowy produkt pokazujący, jaki mamy nowoczesny program. Trochę przesadzam, bo denerwuje mnie to pierdololo.

Naprawdę nie chcecie zobaczyć, co jeszcze gimbaza robi z Coelho.

Prawdopodobnie na tej nowoczesnej fali w kuratorium dołożyli Sapkowskiego, to jest zresztą całkiem przyzwoite emo w tym wieku. “Stowarzyszenie Umarłych Poetów” może być, Lem, Le Guin i “Hobbit” też  cieszą.

Za “Poczwarkę” Terakowskiej w gimnazjum mam ochotę kogoś okładać deską.

“Mały Książę” jest znakomity w każdym wieku i moim zdaniem należy go omawiać w każdej klasie aż do matury.

Sienkiewicza jest dużo, ale za to nierówny. “Krzyżaków” Zły Major proponowałby zastąpić powieścią równie propagandową “Gniewko, syn rybaka” autorstwa Aliny Korty. Nie wypowiadam się, bo nie znam. Za to “Latarnik” był koszmarny. “Potop” za to jest spoko oraz serial da się obejrzeć. “Quo vadis” to rewelacja i mam wręcz obawy, że jest w programie za wcześnie. Sama przeczytałam drugi raz w latach dwudziestych i podobało mi się znacznie bardziej.

“Romeo i Julia” co prawda wprowadza różne motywy literackie, z którymi warto się zapoznać, ale trochę jest nudno i w obowiązującym tłumaczeniu męcząco. Nie będzie chyba żadną niespodzianką życzliwa podpowiedź, że “Otello” jest o niebo ciekawszy.

Horacy jest rewelacyjny, ale taki trzynastolatek czyta o pomniku trwalszym niż ze spiżu mniej więcej w momencie, w którym odkrył, że ma genitalia, i do liceum będzie tym trochę zajęty.

Jestem za to dużą fanką mitów greckich. Jest krew, seks, małostkowość, poza tym kto nie grał w Bogusia Wojny (God of War z polskim dubbingiem).

Mickiewicz powinien być w programie później. Jest niezły, ale trudny. Co kucyk będzie miał z:

Wiatr! – wiatr! – Dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła,
Przewala się, nurkuje w pienistej zamieci,
Wznosi kark, zdeptał fale, i skroś niebios leci,

Albo “Dziady” cz. II, pełna psychodelia, akurat na piątkowy wieczór losowania tabsów z apteczki rodziców.

Niech ktoś mi powie, jaki procent dzieciaków przebije się przez formę, żeby dotrzeć do treści u Staffa:

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Skoro wpadł mi w oko leżący tuż obok Przerwa-Tetmajer, to w jaki sposób ów nastolat ma docenić następującą koncepcję:

Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca,
i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,

W ogóle porządna poezja w tym momencie dojrzewania literackiego jest jak, no, nie wiem, jak to ująć. Powiedzmy: “strofa być winna taktem, nie wędzidłem”. Punkt za tytuł, punkt za autora.

Ja się pytam, i pytam poważnie, gdzie jest w programie Tuwim? Gdzieś pod koniec liceum?

Baczyński jest spoko. Szkoda, że nie pożył długo, bo byłby znakomitym raperem.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.

Przecież to jest fantastyczne. Tylko że nic z tego nie pamiętam z podstawówki, bo zażywałam ochotniczo dużo później.

Broniewski pasuje mi połowicznie. Ma kilka pięknych fraz, ale moim zdaniem wymaga solidnych didaskaliów od nauczyciela, a moja wiara w ludzkość jest jednak nieprzesadna.

Za tę dłoń podniesioną nad Polską –
kula w łeb!

Potem muszę słuchać podobnej retoryki dobiegającej w środy wieczorem z podwórka i istotnie mam chęć nabyć dubeltówkę.

“Klucz” Fink i “Pan od przyrody” Herberta z pewnością trafiają celnie w nastoletnie gusta i wrażliwości. Gremium może także z łatwością zidentyfikować się z podmiotem lirycznymi “Piosenki o porcelanie” Miłosza:

Niczego mi proszę pana
Tak nie żal jak porcelany.

“Pamiętnik z powstania warszawskiego” Białoszewskiego ledwo ratuje honor literatury kombatanckiej, bo jeśli młody czytelnik umie połączyć kropki, to może się zorientuje, jak na wojnie jest fajnie cywilowi-poecie.

To jeszcze na chwilę zawołam Baczyńskiego:

Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością.

Obiecałam, że nie będziemy rozmawiać o “Kamieniach na szaniec”? I LIED! To jest takie piękne i takie nasze! Twoim obowiązkiem! jest walczyć do ostatniego człowieka! w przegranej sprawie! Nie ma alternatywy. Cokolwiek pomyślisz inaczej, to jesteś kolaborem i zdrajco. Jak przyjdzie co do czego, idziecie w pięciu z jedną klamką odbijać lotnisko. Zginąć na wojnie to najlepsza śmierć, z której cała twoja rodzina będzie dumna! To jest najlepsze, co możesz zrobić ze swoim życiem! Dostaniesz pomnik i tulipany. Nie ma wojny? Weź coś wymyśl! Ojczyzna chwała bohaterstwo flaga opaska powstańcza.

Po lekturach szkolnych łatwo dojść do wniosku, że nie zginąć na wojnie to doprawdy obciach. Co prawda z opowieści przy świątecznej kolacji wynika, że przeżycie i odbudowa ruin to jakby większe wyzwanie, ale umówmy się, że moja rodzina to reakcjoniści, syjoniści, a kto wie, czy nie odwetowcy.

Nie ma w lekturach chyba nic z pierwszej wojny światowej. Przypadek? Nie sądzę. (Żeby nie być gołosłownym, kandydatura: “Na Zachodzie bez zmian”).

Zły Major Witek podpowiada, że w zasadzie całą poezję bitewną można by oblecieć dobrym tłumaczeniem tego utworu. Oczywiście teraz krzyczę, że młodzież obesra sobie zbroję przy lekturze, tak jak ja przed chwilą. Major odpiera ten zarzut następująco: “Zamiast czytania o pięknej wojence, niech gówniarze przeczytają o tym, jak schodzisz z flakami na wierzchu przez trzy dni, bo ani tamci cię nie dobiją, ani swoi cię nie odciągną. No dobra, to niech omówią tylko pierwszą połowę i końcówkę”. Usunęłam z powyższej wypowiedzi parę kurew i chujów.

Program historii literatury i wychowania patriotycznego, bo tym to […] jest, wygląda jak wygląda, bo jego produktem finalnym ma być XIX-wieczny robotnik fabryczny, z którego można łatwo zrobić XIX-wieczne mięso armatnie. Dlatego uczy się go, że wielka piękna […] jego mać narodowa tradycja i że pięknie i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę. Tak wygląda twoja […] flaga, a jak zagwiżdże gwizdek, to masz za nią […] iść.

I mam nadzieję, że jasno widać problemy, które wynikają ze zderzenia takiego podejścia do wykształcenia z tym, co nas […] otacza. Cały ten […] system wychowania miał robić robotnika i strzelca, bo do robienia oficerów i właścicieli fabryk była przecież osobna edukacja, prywatna.

A potem wielkie zdziwienie, że populacja wyznaje Korwina i bezrefleksyjnie czci Powstanie Warszawskie.

Uff, wdech, wydech.

Na deser coś lżejszego. Kochanowski jest nudnym kwękaczem, z czasem to się pogłębia. Zatem w programie ma obfitą reprezentację. Nie będę przytaczać przykładów, żeby nie kopać leżącego. Albo dobra, jeden:

A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.

Jeśli już muszą być w lekturach ramotki, a w sumie parę powinno, proponuję więcej eksploatować Krasickiego. Bardzo przyzwoity prymas. Z dzioba przyjemny, z charakteru draczny, zawodowo pracowity, a tekstowo — kupa radości:

Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła.

Albo mój ulubiony wilk, który

Wyszedł, a zawdzięczając nierozumnej kupie,
Pojadł, pogryzł, podusił wszystkie owce głupie.

No, przecież tego ostatniego należy się nauczyć na pamięć. Żeby mieć co przypomnieć sobie, kiedy już człowiek pójdzie do pracy.

[ komcie na gieplusie ] [ komcie na fejsie ]

53 thoughts on “takie będą rzeczpospolite”

  1. Mógłbym zacząć od tego, że mam uprawnienia pedagogiczne, więc dają mi jakieś prawo do wypowiadania się ex cathedra. Ale gówno chłopu, nie zegarek — ani nie uprawniają, ani nie z języka polskiego, ani nie zamierzam z nich korzystać. Tym niemniej coś z nich mi we łbie zostało, więc wolę od razu na wstępie dać zastrzeżenie. Drugie zastrzeżenie: nie odniosę się do wszystkiego, bo z częścią się zgadzam, a części nie pamiętam / nie czytałem — w obu przypadkach można sobie darować. Trzecie: poezję mogę poczytać, ale szkolne “co poeta miał na myśli” oraz analizę wierszy uznawałem za skrajny idiotyzm i tak mi zostało.

    “Alchemik”
    Mam z nim problem. Pierwszy jest problemem pojawiającym się przy każdym tytule, czyli ogólny brak czasu na wszystko z racji dysproporcji między programem, pojętnością uczniów oraz liczbą godzin. Drugi problem jest bardziej oczywisty — nie jest to dzieło wybitne. Tym niemniej warto byłoby go w tym programie zostawić i to z paru względów:
    • przeczytają coś dobrego zdaniem gimbazy, co uzasadni wepchnięcie im czegoś dobrego naszym zdaniem;
    • jest to okazja do pokazania, że sukces finansowy nie musi wynikać z wybitności, a może być tylko efektem rzemiosła i wytrwałości;
    • jest to okazja do pokazania cech chłamu zalegającego biblioteki, księgarnie oraz przetwórnie pulpy.

    Sienkiewicz
    • “Krzyżacy” won, bo ileż można smętnie pierdolić te głupoty, kompletnie niezgodne z prawdą historyczną. Jestem wielce przeciwny takim lekturom, bo gówniarze historii się nie uczą, ale we łbie zostają im takie trociny i potem mamy za oknem Fackelzug wyjący lokalną odmianę “Die Fahne hoch”.
    • “Latarnik” won, bo i tak nie zakumają.
    • “Potop” i tak obejrzą, więc w sumie to doskonała okazja by pokazać im kawałek makulatury oraz dobrej ekranizacji. Nie oszukujmy się, aż tak znowu wielu przykładów takowej to nie znajdziemy.
    • “Quo Vadis” przeczytałem mając circa about 8 lat, no ale ja to pojebany jestem. Zdecydowanie lektura do liceum, bo dzisiejsza gimbaza nie ogarnie. Tak, wiem, są wyjątki. Potwierdzają regułę.

    Mity greckie
    W “God of War” nie grałem, ale mity czytałem gówniarzem będąc, czyli zacząłem gdzieś w okolicy 7-8 roku życia. Jak się pojawiły w programie podstawówki, musiałem doczytać podstawy — byłem dużo dalej. No i, rzecz jasna, Dzeus a nie jakiś Zeus. Niestety, mitologii jest za mało i potem towarzystwo nie kuma masy rzeczy, a to podstawa europejskiej kultury.

    Broniewski
    Broniewski wchodzi w interpretacji Poniedzielskiego:
    Kiedy przyjdą podpalić dom,
    Ten, w którym mieszkasz – Polskę,
    Kiedy rzucą przed siebie grom,
    Kiedy runą żelaznym wojskiem
    pod drzwiami staną, i nocą
    Kolbami w drzwi załomocą –
    Ty, ze snu podnosząc skroń,
    Stań u drzwi.
    Oddaj im bagnet i broń!
    Szkoda drzwi!

    I jest to wersja, której powinni nauczać w połączeniu z tym, o czym będzie później.

    Herbert
    Poezję wymieniłbym na eseje — z korzyścią dla wszystkich stron. Albowiem eseje Herberta są absolutnie doskonałe i podczas lektury człowiek albo ma ochotę kopnąć się rejon Morza Śródziemnego, albo ma ochotę ruszyć dupę do uczciwie wyposażonej galerii.

    “Kamienie na szaniec”
    Wypieprzyłbym całą bogoojczyźnianą mitologię, dzięki której debile obecnie pokrzykują o mlekiem i miodem płynącej II RP, o piastowskich Kresach czy o “odbiciu” Lwowa. Pod cytatem o programie prania mózgu wychowania patryjotycznego podpisuję się wszystkimi możliwymi odnóżami. Zamiast tych bzdetów powinna być “Opowieść żołnierza” Kena Łukowiaka. Kto nie czytał, ostrzegam: kopie w głowę z siłą folbluta. Ale nie mam złudzeń, XIX wiek trzyma się zajebiście mocno i nadal patriotyzmem nie jest płacenie podatków i sprzątanie po psie, ale wymachiwanie szabelką przy każdej okazji.

    Brak mi w całym programie jednej rzeczy — kabaretu literackiego i satyry. Ale niekoniecznie przerabianego na zasadzie “ten poeta miał w dorobku teksty kabaretowe, zajmijmy się poezją”. Wolałbym raczej trochę “Qui Pro Quo”, “STS”, “Dudka”, “Owcy”, “Kabaretu Starszych Panów” i Waligórskiego. I niekoniecznie tylko tych, bo to można rozwijać dość długo. Ale po co coś takiego? Powodów jest parę:
    • zobaczą, jak wygląda porządny kawałek satyry;
    • nauczą się rozpoznawać ironię (a przynajmniej będą mieli taką szansę);
    • na przykładach praktycznych będą mogli zobaczyć, jak czytać (i pisać) między wierszami;
    • dostaną dawkę informacji o kulturze i jest szansa, że może sięgną po coś sami.

    Tak, wiem.

  2. Też doskwiera mi ten brak satyry w programie. Powiem oględnie. Przez wiele lat wychowywała mnie najlepsza książka dla młodzieży w kosmosie, “Cicer cum caule”. Kto czytał, ten wie, co myślę. Czasem mam wrażenie, że to był jedyny egzemplarz.

  3. Drugi egzemplarz był u mnie. Zaczytany do obdarcia.
    Dłuższy komć na temat listy lektur może później, bo z telefonu bieda, ale co ja mogę dodać. Edukacji zaznałam przed reformą, czytać lubiłam patologicznie, i to zwykle daleko od kanonu (kanon szkolny też, ale raczej grzecznościowo).

  4. Piękny komentarz, Piotrze, podpisuję się czterema kończynami. Jedyna moja uwaga, to taka, że lektury szkolne to generalnie przykrość. Dla nieczytających, bo są zmuszani do czytania, i dla czytających, bo trywializuje im się rzeczy które lubią. Pamiętam, jak cierpiałem, gdy okazało się że moje ukochane “Przygody Tomka Sawyera” są lekturą, i nagle muszę zdawać sprawozdanie z tego, czy Indianin Joe zabił Becky Thatcher czy odwrotnie. Czy o co tam pytano. Jeśli chodzi o “Kamienie na szaniec”, to udało mi się ich do dziś nie przeczytać. Wolałem zawsze smutne opowieści, takie jak ta:

    “Byłem pierwszą ofiarą bitwy pod Missionary Ridge.
    Gdy poczułem, że pocisk przeszywa mi serce,
    żałowałem, że nie zostałem w domu i nie poszedłem
    do więzienia za kradzież świń Curla Trenary,
    zamiast uciekać i zaciągać się do armii.
    Wolałbym tysiąc razy stanowe więzienie,
    niż leżeć tu pod tą skrzydlata figurą z marmuru
    i cokołem granitowym
    dźwigającym słowa “Pro patria”.
    Co one w ogóle znaczą?”

    “Umarli ze Spoon River”, Edgar Lee Masters

  5. Zamiast tłumaczyć Owena co bez tony objaśnień będzie niezrozumiały, wystarczy dać „Do człowieka prostego” Tuwima.l

  6. w kwestii ustepu na temat Kamieni na szaniec to mi wyszlo, ze jestesmy narodowo Klingonami jak nic. tylko szabelki mamy mniej fikusne. Nawet czola z bruzdami i paskudne zeby sie zgadzaja.

  7. @Alex – u nas “Do człowieka prostego” wisi na szkolnym korytarzu w ramach gazetki na rok Tuwima. Jak się okazało, gazetka owa jest dziełem pań z biblioteki. Szacun.
    (Niestety, piętro niżej są zawsze ultra-uber-patriotyczne gazetki naszej ultra-uber-prawicowej historyczki, i to już jest mniej zabawne).

    A teraz będzie anegdotka. Co prawda uprawienia pedagogiczne mam do nieco innego przedmiotu (w ramach którego zdarza mi się opowiadać uczniom, jak wyglądała “The War”), ale uczniowie z jakiegoś niezrozumiałego powodu lubią mi się zwierzać. I jedna z uczennic, miła, sympatyczna, bystra dziewczyna, zwierzyła mi się kiedyś, dlaczego nie czyta książek. Otóż miała w gimnazjum nawiedzoną polonistkę, która omawiała wszystkie lektury obowiązkowe i mnóstwo dodatkowych. A że dziewczynka obok była zawsze grzeczną uczennicą, czytała te wszystkie lektury. I wściekała się, bo jej młodsza siostra w tym czasie oglądała telewizję, grała na komputerze, ganiała po podwórku – a ona nos w lekturze. I w klasie pierwszej szkoły średniej owa dziewczyna wyznała mi, że w tej chwili nie czyta żadnych książek poza lekturami. I że może kiedyś znów zacznie czytać, kiedy jakaś lektura ją zainteresuje. Cóż, trzymam kciuki za “Mistrza i Małgorzatę” w klasie czwartej (technikum), bo poza tym w kanonie nie widzę nic, co by mogło spełnić tę funkcję.

  8. Za moich czasów licealnych, jak już przyszło do przerabiania Sienkiewicza, to padło na Krzyżaków i Potop, ale Krzyżacy byli omawiani jako powieść propagandowa właśnie, a Potop był omawiany na motywie “co łączy Potop, westerny i komiksy” (zdaniem polonistki – dużo). Ogólnie człowiek wychodził z tego z przekonaniem, że Sienkiewicz nie pisał dobrej literatury, a przy okazji dowiadywał się o, powiedzmy, pozaliterackich funkcjach literatury.
    (Quo Vadis przerabiał mój brat, który był w tym samym liceum, ale miał inną polonistkę)

    W ramach literatury drugowojennej przerabialiśmy Białoszewskiego i Borowskiego. Przyznam, że Borowskiego nie byłem w stanie czytać, bo był za ciężki. Polonistka omawiała go na motywie, że proszę, tu jest dobry człowiek i dobry pisarz, który przeżył na wojnie takie straszne rzeczy, że mu to zryło banię (w odróżnieniu od bodajże Putramenta, który był przytaczany jako przykład zwyczajnej świni) i zapis tego zrycia mamy w prozie.

    (Ta sama polonistka przerabiała z nami Siłaczkę jako opowiadanie satyryczne wymierzone w naiwny idealizm. Pamiętam, że przy okazji ulało jej się dość znacznie na temat tego, że wszyscy omawiają to opowiadanie jako “pochwałę męczeństwa w walce o sprawę” i że to jest kompletna bzdura.)

    Natomiast w ramach przerabiania “Kamieni na Szaniec” dostaliśmy do napisania wypracowanie “jak potoczyłoby się życie głównych bohaterów, gdyby przeżyli”. O tym, czy powstanie miało sens, czy nie, polonistka kazała nam dyskutować bitą godzinę, a ponieważ była to polonistka, a nie historyczka, to dyskusja była filozoficzna. Próbuję sobie odtworzyć stanowisko samej polonistki i chyba było ono mniej więcej takie, że zdolność do podparcia pryncypiów poświęceniem jest ważną cnotą, ale gdyby jej posiadacze nie poumierali na wojnie, to potem by się ta cnota bardziej przydała, tak więc warto znać umiar.

    Ogólnie wniosek z doświadczeń szkolnych mam następujący: najważniejsze jest, żeby lektury były takie, żeby się je dobrze czytało, ponieważ na ideologię przekazywaną w tych lekturach można później nałożyć dowolny spin. Przypomina mi się, jak moja polonistka przy omawianiu “Zbrodni i Kary” opowiadała, że Dostojewski był wstecznikiem, nienawidził demokratów i Polaków przy okazji też, podczas gdy w tym samym czasie funkcjonowali również uznani rosyjscy pisarze postępowi – no ale dziś czytamy na lekcji Dostojewskiego, bo pisał lepiej niż tamci.

  9. Nie zgadzam się, jakoby Kochanowski był nudnym kwękaczem, ba ba ba! Fraza: _Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz – im kot starszy; tym, pospolicie mówią, ogon jego twardszy_ powinien być fundamentem i duchem przenikającym całą polską poezję. Niestety nie jest.

  10. @deli – proud warrior race – EVERYBODY! totalnie. a ja chyba ukradne stad tego linka do Wilfreda Owena i puszcze na fejsbuniu, tak w ramach sprawdzenia, w ktory wentylator wpadnie :D

  11. Podaliście powyżej jedyny sensowny powód do posyłania dzieci do szkół niepublicznych.

  12. W kwestii Kochanowskiego, I beg to differ. Pamiętajmy, że to był człowiek, który właściwie jednoosobowo położył podwaliny pod całą polską poezję (umówmy się, że Rej i Biernat z Lublina się nie liczą). Poczynając od takich podstaw jak ortografia (choć tu jego “Obiecadło” się nie przyjęło), przez sylabotonikę, organizację tekstu… W Kochanowskim nie ma waty słownej, nie ma ach-och-egzaltacji, są prawdziwe, krzepkie wiersze i silne emocje. Zwłaszcza w “Trenach”, z których omawia się nie najszczęśliwiej wybrane wyimki, przez co gubi się gdzieś kompozycja całości. Mickiewicz mógłby Kochanowskiemu buty czyścić.

    No właśnie, Mickiewicz. Zawsze uważałem, że “Pan Tadeusz” jest koszmarnie przereklamowany i nie ma w nim, może poza plastycznymi opisami, właściwie nic godnego uwagi; ditto większość “Ballad i romansów” i “Woda do mdłości”. Lubię za to “Dziady”, zwłaszcza trójkę, najdojrzalszą i najbardziej wielopoziomową, i co bardziej mocne momenty z Sonetów krymskich (oczywiście akurat tych, których w kanonie nie ma… “Droga nad przepaścią w Czufut-Kale”, anyone?)

    Jaki przekład Szekspira jest w kanonie? Mam nadzieję, że nie Słomczyńskiego (vide Anny Staniewskiej “Maciej Słomczyński vs. William Shakespeare”). Stosunkowo najlepszy byłby Barańczak, który, jakkolwiek potrafi daleko odchodzić od litery tekstu oryginału, zawsze robi to świadomie i na ogół z dużą korzyścią dla zrozumiałości tekstu.

    Re Broniewski: tenże Barańczak pisze (“Broniewski prawdziwy i Broniewski z ‘akademii ku czci'”, “Odra” 1/1975), że Broniewskich jest dwóch – i akurat “Bagnet na broń” należy do tej drugiej kategorii. Broniewski miał bardzo barwną biografię i jego poglądy na rozmaite sprawy się kilkakrotnie przeorganizowywały o 180° – i należy mieć tego świadomość, czytając.

  13. @Horacy i odkrywanie, że się ma genitalia: hej, a może zrobić trolololo i przy okazji omawiania antyku napomykać o “Carmen XVI” Catullusa? :D

  14. Dziś mi dostarczono, więc się dzielę: Werwolf. Niemieckie państwo podziemne w Polsce 1944-2013. Czemu w tym wątku?

    Otóż po przejrzeniu zawartości tego cuda dochodzę do wniosku, że lektury lekturami, ale należałoby zacząć chyba od czegoś innego. Od nauki czytania ze zrozumieniem, nauki czytania krytycznego, analizy treści, oceny wiarygodności źródeł, wyciągania wniosków etc.

    Jeśli uczeń opanuje tego typu umiejętności, to po “Krzyżakach” nie będzie uważał Zakonu za takie średniowieczne Waffen-SS. Również po przeczytaniu “Kamieni na szaniec” i tym podobnej literatury nie zechce rzucać się z gołą piersią na ambrazury bunkrów. Co więcej, nie będzie wypisywał tego typu idiotyzmów, jak na cytowanej stronie, bo różnej maści führerkom trudniej będzie mu wciskać kit.

  15. @naima no jakbyś tu była. czekam na dłuższego.

    @Boska Zły Major jest zachwycony klingońską uwagą.

    @deli znakomity lineczek! dziękuję! nigdy tam nie szukałam polskiej literatury, a to takie przeoczenie.

  16. @Zill “Ogólnie wniosek z doświadczeń szkolnych mam następujący: najważniejsze jest, żeby lektury były takie, żeby się je dobrze czytało, ponieważ na ideologię przekazywaną w tych lekturach można później nałożyć dowolny spin.” — nie mam nic do dodania, więc pokiwam głową. takie będą rzeczpospolite, jak nauczycieli wyobraźnia.

  17. @Daniel to już może w liceum, kiedy część obywatelstwa umie już zachować kamienną twarz w niezręcznych sytuacjach. no i polskie tłumaczenie jest, well, do dupy!

  18. sluchajac “dub side of the moon” dodam jeszcze, ze moze warto byloby dodac poznego watersa, w ramach tworczosci czlowieka usilujacego przez cale dorosle zycie rozchodzic ojca, ktory nie wrocil z wojny.
    ale wlaczenie muzyki – i to obcojezycznej – w kanon dziel wartych omowienia w szkole to raczej nie jest cos co zobaczymy wlasnymi oczyma.

  19. @Mikołaj “należałoby zacząć chyba od czegoś innego” — imho należałoby to robić naraz, i tak w szkole zrzucają na głowę więcej, niż da się ogarnąć i młody człowiek wiosłuje, aż mu się to ułoży albo nie. Major podpowiada tu oczywistą implementację w praktyce: “weź kamienie na szaniec i wypisz pięć biasów”. dodałabym “i pięć rzeczy, które przypadły ci do gustu wraz z powodami, które obronisz, bo nie będą klepaniem komunałów”.

    w liceum nagminnie uprawialiśmy właśne te dyskusje filozoficzne i im bardziej się nie zgadzaliśmy, tym było lepiej. a nie zgadzaliśmy się często, czasem tylko dla wprawy albo przetestowania (p)oglądu. hmm. właśnie sobie coś uświadomiłam.

  20. @Zill – moja polonistka w liceum też omawiała “Potop” z odniesieniami do komiksów i westernów. Ale to w ogóle fajna babka była, bardzo lubiła Lema (a ja i jeszcze jeden kumpel ratowaliśmy tyłki reszcie klasy na lekcji o “Dziennikach gwiazdowych”, bo nikt inny nie raczył przeczytać, a my radośnie pociągnęliśmy dyskusję).

    Co się tyczy Shakespeare’a – w podręczniku mam lekcję na jego temat, podczas której uświadamiam uczniom, czym był teatr w czasach elżbietańskich. I jest wielki szok, bo większość z nich, jeśli w ogóle, czytała tłumaczenia Paszkowskiego i Ulrycha.

  21. przy okazji sobie sprawdzę na Was — jeśli perwersyjnie lubię Barańczaka, to wszystko ze mną w porządku?

  22. Też perwersyjnie lubię Barańczaka. Gdyby nie on, sama musiałabym tłumaczyć tę angielską poezję metafizyczną, w której tak lubowała się bohaterka jednej z tłumaczonych przeze mnie powieści.

    Coś jeszcze o kanonie lektur szkoły średniej. Z romantyzmu uczniowie dostają oczywiście Mickiewicza etc. oraz “Cierpienia młodego Wertera”. Które prawie doprowadzają ich do samobójstwa. Z nudów. A z angielskiego romantyzmu można przecież wyciągnąć sporo ciekawszych rzeczy (no dobrze, ja nie jestem obiektywna, uwielbiam angielskich romantyków).

  23. Autorce i Komentatorom chciałem tylko powiedzieć – dziękuję. Dla mnie już raczej za późno, ale zrobię listę i będę podsuwał Młodej. :]

  24. @kya: z całą pewnością, Barańczak ogólnie rządzi. jestem wielkim fanem zwłaszcza jego “Ocalonego w tłumaczeniu”.

  25. @bebe wcale nie jest za późno, czytaj prędziutko :D

    oprócz absolutnie rewelacyjnego “Cicer cum caule”, które rozbudza chyba wszystkie dziedziny …wszystkiego, możesz podsunąć jej też coś z serii “Vademecum” Wittlina, ale najpierw przetestuj. Od siebie polecam “kochania” i “petenta” — wszystko, co wiem o życiu w społeczeństwie i pisaniu poradników, stamtąd pochodzi. Do tego znakomite ilustracje Szymona Kobylińskiego.

    ale, tak jak padło chyba na fejsie, porządną, systematyczną, nikomu niepotrzebną listę lektur zgodną z programem można zrobić, jak tylko doba się rozciągnie.

  26. @Daniel mam wydanie trzecie rozszerzone, uwielbiam. znakomity festiwal megalomanii i mistrzostwa.

  27. @Alex oczywiście. Tuwim jest wszechczasów.

    Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
    Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,
    Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
    I obrodziła dolarami;
    Że coś im w bankach nie sztymuje,

  28. Listę tworzę z myślą o odleglejszej przyszłości. Młoda ma pięć lat, więc na razie to z poezji Wawiłow (bo uwielbiam Kałużystów :> ), a z prozy to właśnie zaczynamy to nowe wydanie mitologii greckiej z Naszej Księgarni (bo zaczytywałem się “minojską baśnią Krety” Żylińskiej :> ). Co ciekawe, jakieś zajeżdżone egzemplarze Wittlina kojarzę z domu rodzinnego, będę musiał poszukać. “Cicer cum caule”, jak wnoszę z kontekstu, to Tuwima? Bo jest też Bronisławskiego. Co do za późno, to nie bardzo mam czas i coraz mniej chęci, patrz: Młoda, albo chociażby poprzedni post z listą seriali do obczajenia. :>

  29. To jeszcze słówko w kwestii polonistów. Owszem, bywają nietuzinkowi. Owszem, da się. Tyle że to były, są i będą wyjątki, zatem nie można na nie liczyć w skali kraju. Program i dobór lektur musi uwzględniać rzeczywistość, a więc musi zakładać frazesy, oklepane podejście etc.

    Deli słusznie pisze, że w ramach romantyzmu dostaje się głównie cierpienia. Zawsze miałem zwyczaj czytać całość, ale przy Werterze miałem ochotę pociąć się kartkami. Też sądzę, że można byłoby wymienić go np. na “Dumę i uprzedzenie”, z korzyścią dla wszystkich. Tak, owszem, będą oglądać ekranizację z 2005… i lepiej żeby ją obejrzeli, niż żeby nabierali wstrętu do słowa drukowanego.

    Wracając zaś do nauki ogarniania – jednak ona powinna być pierwsza. Owszem, potem stopniowo rozwijana i ciągnięta do matury, ale od tego należałoby zacząć. Tyle że polski system edukacji nie będzie uczył wątpienia, bo spokojnie da się to uznać za godzenie w podstawy ustrojowe państwa ;)

    Niestety, oczywista implementacja nie jest wcale tak oczywista, bo wymaga pewnego drobiazgu — wiedzy. Wystarczy zrobić dość prostą kwerendę wśród naszego pokolenia, co wiedzą o realiach życia w II RP. Wyjdzie, że to może nie najbogatszy, ale jednak w sumie kraj mlekiem i miodem płynący… bo o bezrobociu i biedzie się nie wspomina. Podobnie jak o niskim stopniu rozwoju cywilizacyjnego i unowocześnienia wyrażanych choćby brakiem elektryfikacji czy liczbą samochodów. Przemysł zbudowano od zera, bo wedle popularnego mitu zaborcy traktowali te ziemie jak swoje i dlatego zostawili tu ugór. Zaś Kresy były polskie, choć Polaków była tam mniejszość i to nawet wedle fałszowanego spisu powszechnego.

    Skoro taki bagaż mają ludzie w miarę inteligentni, z trzydziestką czy czterdziestką na karku, masą przeczytanych lektur, rozmów etc., to gimbazjalista będzie bezbronny. I to nawet taki, który uczył się historii w podstawówce i uczy jej nadal w gimnazjum. A przecież II RP to tylko wisienka na torcie — do obalania drugowojennej mitologii bogoojczyźnianej należałoby coś wiedzieć o przedwojennej armii i kampanii wrześniowej jako takiej, o Westerplatte, o działaniach zbrojnych podziemia czy wreszcie o Powstaniu Warszawskim.

    BTW: bias militarno-historyczny jest doskonały do wyłapania na różnych foraskach. To, czego można się tam dowiedzieć, jest potencjalnym materiałem źródłowym dla każdego początkującego autora chcącego pisać o alternatywnej historii, ewentualnie o urojeniach.

    PS. Wittlina kolekcjonuję, zacząłem chyba od “dla tych, którzy pierwszy raz”. Acz, obawiam się, nie do gimnazjum. Tam zostanie wzięty dosłownie.

  30. Z klawiatury to ja mogę jak człowiek.
    Primo: mam wrażenie, że wszyscy komciatorzy wraz z Czcigodną Autorką mieli w życiu szczęście trafić na kogoś, kto czytał(a) z nimi te lektury równolegle i zadawał pytania (zamiast udzielać Odpowiedzi). Tą techniką można znaleźć ciekawe rzeczy oraz myśli (autora i własne) w niemal każdej książce.
    Secundo: u mnie rolę Pytacza pełniła wybitna polonistka z podstawówki. To, że robiliśmy większość lektur in extenso, to raz. Dwa, że wypracowania na temat czytało się publicznie i podlegały klasowej rzezi (należało znaleźć błędy stylu i błędy merytoryczne/argumentacyjne, a autor miał się bronić tekstem). Trzy – przy niektórych lekturach w ogóle nie było z góry danego klucza: czytaliśmy “Niemców” Kruczkowskiego i mieliśmy urządzić salę sądową, z oskarżeniem, obroną i ławnikami by ocenić moralnie bohaterów. Mind you, zabawa dla 13-latków. (A teraz skok myślowy do omawiania tego samego dramatu z gotowym kluczem odpowiedzi. Taaak, byli czasy.)

    Tertio, czyli wreszcie na temat: lista lektur (o ile jestem doinformowana) ciąży obecnie w kierunku wychowania patriotycznego rozumianego przez układaczy kanonu jako kult martyrologiczno-bogoojczyźniany. Giertychowskie i późniejsze projekty obowiązkowych wycieczek szkolnych szlakami historii (rozumianej wąsko, jako okoliczności kiedy Nasi spuszczali Słuszny Wpierdol Onym lub odnosili moralne zwycięstwo dostając od Onych Niesłuszny Łomot z Podkładaniem Się Głupio. Stąd dla przeciwwagi moja lista zawierałaby pozycje dużo silniej antywojenne niż to, co można wyciągnąć z bieżących. Oczywiście, czytanie w polskiej szkole strasznych Niemców to coś, co stanie kością w gardle wielu patriopolonistom, no ale: Remarque, Boell (to oczywiście prywata, bo to mój ulubiony), czy Irwin Shaw to must-ready jeśli rozmawiać o wojnie poza kontekstem Niemcy mnie biją. Ponieważ omawianie kwestii wojennej w szkole w XXI wieku wyłącznie w oparciu na traumie antyniemieckiej jest biedne jak coś strasznie biednego. (Jakby do tego w wersji rozszerzonej dołożyć współczesne reakcje literackie na wojnę bałkańską… Przepraszam, już się ogarniam).
    Jako lekarstwo na Polskopatriotyzm Mocarstwowy sugerowałabym strzał z drugiej flanki, czyli niemal totalnie nieznaną u nas literaturę np. białoruską (acz do opowiadań Bykaua należałoby dzieciom i młodzieży rozdawać od razu prozac). Popatrzenie oczami białoruskimi, litewskimi czy ukraińskimi na oczywiste wg naszej wykładni dobrodziejstwa polskiej dominacji może być mocno trzeźwiące.

    Yyyy, popatrzyłam na objętość i może jednak pójdę zrobić herbaty, bo za moment wyjdzie z tego potworność, a miał być mały komeć. A ja nawet nie nadgryzłam tego, co mnie wkurwia w omawianiu romantyzmu i pozytywizmu:(

  31. @bebe Tuwima, oczywiście.

    @Mikołaj Wittlina dopadłam w wieku lat sześciu i wzięłam dosłownie. nadal uważam, że świat tak funkcjonuje.

    naukę krytycznego czytania popieram, tylko na jakich tekstach zacząć? bo w mojej podstawówce zdarzyło się to tylko raz — w ósmej klasie historyk przyniósł naręcze gazety “Skandale” i omawialiśmy artykuły.

    (historyk miał opinię ekscentryka; podrywał na przerwach uroczą panią od matmy, parę lat później się ochajtali. głaskał mnie po głowie wskaźnikiem do map. rzucał celnie kluczami i kredą w uczniów, którzy tłukli się w tylnych ławkach. jeśli ktoś gadał na lekcji, wyrzucał jego plecak przez okno. żądał zielonych marginesów w zeszycie oraz nagradzał za rysunki przedstawiające postaci historyczne, więc miałam dobre stopnie. nie pamiętam nic z podstawówkowej historii oprócz tych Skandali.)

  32. @kya Pierwsze moje skojarzenie to William Blake, choć on romantyk głównie z okresu historycznego – a i po krótkim namyśle może jednak nie do końca dla licealistów (owszem, ja go czytałam i pokochałam w liceum, ale ja nigdy nie byłam normalna). Choć jakby dać parę wierszy z “Pieśni niewinności” i “Pieśni doświadczenia”, to kto wie.
    A poza tym coś z Byrona (byle nie “Giaur” w przekładzie Mickiewicza, jak za moich czasów, może “Korsarz”?) – żeby wiedzieli, jakie są cechy bohatera bajronicznego.
    I oczywiście Coleridge, “The Rime of the Ancient Mariner”. Z zastrzeżeniem, że w przekładzie Kubiaka, nie Kryńskiego.

  33. To ja sobie pozwolę jeszcze troszkę.
    Otóż jak pytamy, co z romantyków, to ja bym postawiła rewolucyjną tezę, że skoro gros obecnego w kanonie romantyzmu polskiego to są dramaty, to zamiast dręczyć biedne pokolenie ćwitnięć i smsów czytaniem ściany tekstu _Balladyny_, a potem _Dziadów_ czy _Kordiana_, pokazać im. Wiecie, takie oryginalne podejście, książkę czytać jak była napisana, dramaty oglądać. No i tu, pszę państwa, nie ma ,że nie w każdej wsi jest Dramatyczny, Ateneum czy Stary, w każdej wsi jest telewizor, a TVP ma w zasobach absolutnie doskonałe realizacje (dwuczęściowy _Kordian_ bodajże Englerta z przewrotnie przestawioną kolejnością scen mnie wywrócił na lewą stronę). Bo wiecie, zamiast didaskaliów i tej dziwnej przerzutni dać im posłuchać, jak doskonale leci Słowacki powiedziany. Czy Mickiewicz (ale daleko biedniej) – tu można przecież rąbnąć to co Konwicki zrobił z _Dziadami_. Teksty rozdać jako ściągawkę do pyskusji na kanwie i whoa, może przeczytają z własnej nieprzymuszonej (tak, wiem).
    [tu była straszliwa dygresja na temat czy uczyć literatury klasycznie czy postmodernistycznie]
    W ogóle mając w pamięci, że polski nie jest jedynym przedmiotem, muszę się gryźć w klawiaturę z pytaniami, dlaczego z romantyków tylko tę nieszczęsną Polonię w opałach tłuczemy, zamiast pokazać polski romantyzm w wersji niehermetycznej i przetłumaczalnej. Bo jakby zestawić (robiąc skok między epokami, wiem) _Otella_ z _Mazepą_ i spytać, kto się bawił ironią dramatyczną lepiej, to można by usłyszeć coś świeżego. Auch, dla fajnego polonisty porównanie romantycznego New Age (Towiański) z bieżącymi trendami na rynku metafizyki to mogłoby być fajne doświadczenie naukowe.

    @Piotr Mikołajski: pytanie, na czym uczyć czytania krytycznego? Mam dwa pomysły, jeden doskonały zaś drugi nieziemsko trollerski, znaczy – za najbliższej dwustulatki nie przejdzie. Otóż w ramach uczenia się o epokach dawać zamiast dzisiejszych podręcznikowych brekekeksów całe felietony Boya. W zderzeniu z tym, co w kluczu/wykładni. Z oświeceniem, że świeży w stylu i ocenie tekstu Boy jest o stulecie starszy od nudnego podręcznika. Jako że natrzaskał recenzji, felietonów, esejów i szkiców (nie mówimy o przekładach, wszystkich niemal Francuzów będzie się czytało w jego przekładzie i tak) coś ze dwadzieścia tomów, jest z czego łapać.
    Pomysł trollerski jest nie do zrobienia. Otóż jest taka książeczka Kołakowskiego, jak _Klucz niebieski_. Mała. Da się przeczytać na jedno popołudnie. Tylko że stawiam ogon mojego kota i własną lewą nogę w zakład, że w polskiej szkole za mojego życia ona w kanonie obowiązkowym nie będzie.

    @Sielskie XX-lecie międzywojenne – felietony Boya o Berezie. Publicystyka Krzywickiej. Oraz Zapolska, niekoniecznie sama _Dulska_ czy sztuki salonowe, ona pisała drapieżną, socjologiczną i feministyczną publicystykę. Oraz była wściekle antyklerykalna.

    Aaaaa, i teraz przez tę notkę zaczynam żałować, że nie poszłam na polonistykę i nie robiłam rewolucji w oświacie (muszę to rozchodzić).

  34. Aha, przepraszam za spaskudzenie brakiem html (w zamian weszły mi guglowe formatowania z przyzwyczajenia).
    I chciałam dodać, że oczywiście nie mówię o podmianie apologetów dwudziestolecia na krytyków tylko o zderzeniu tekstów. Nie widzę powodów, by obok entuzjastów przewrotu majowego nie pokazać drugiej strony. Jak już podaje się do czytania Dwie ojczyzny (za które autor dostał w twarz), to warto kontekstowo i wyimki z prasy narodowej. Jak chwała oficera Wieniawa i bale, to i kuriozalny kodeks Boziewicza. Jak Rzeczpospolita tolerancji to i getta ławkowe. Bo potem faktycznie mamy stada skowyczących, że po Arkadii dwudziestolecia pogromy, Jedwabne i Kielce zdarzyć się nie mogły, bo my są honorowe chłopaki.

  35. naukę krytycznego czytania popieram, tylko na jakich tekstach zacząć?

    Na prognozie pogody w I klasie podstawówki. Serio. Wystarczy, żeby dzieci codziennie zapisywały prognozę pogody dla swojego regionu, tak przez dwa tygodnie. A potem żeby to zestawić z pogodą faktyczną. Owszem, jest ryzyko trafienia na stałą pogodę jesienią etc., no ale to już jak z każdą obserwacją.

    Nauczać można też np. na puszczeniu jakiegoś filmiku / pokazywaniu obrazu. Każdy ogląda, potem wypisuje 5 różnych rzeczy które zobaczył. Potem jest dyskusja na temat tych wypisanych rzeczy — można to na tablicę i dawać kreseczki za każdorazowe powtórzenie. Można lekko trollować i np. jeśli był brązowy koń, pytać czy na pewno był brązowy, a nie czerwony czy czarny. Zresztą dobrze wybrać sobie ilustrację, która na takie rzeczy pozwala, np. brązowy koń z czarnymi skarpetkami.
    Na koniec ogląda się jeszcze raz i porównuje z zapisami. Zawsze będzie wielkie zdziwko, bo nie wszystko będzie zapamiętane dobrze, a część rzeczy będzie opisana niezbyt dokładnie. W ten sposób można nauczyć, że nie każda relacja jest w 100% wiarygodna, zatem trzeba szukać potwierdzenia.

    W kolejnych latach doskonałym narzędziem jest Wikipedia. Przy tym poziomie bzdur tam wsadzonych praktycznie na każdym przedmiocie jesteś w stanie znaleźć cymesy. Co więcej, Wikipedia przez swoją historię edycji pozwala doskonale pokazać, jak wyglądają zmiany edycyjne oraz przeinaczanie tekstu. To już raczej w drugiej części podstawówki, ale przecież nie trzeba wszystkiego natychmiast.

    Jeśli nie będzie się tego robić na dwóch zajęciach i koniec, ale będzie się to wrzucać przez cały proces edukacyjny, to w okolicy liceum jest szansa na kogoś kto czasami choć trochę sam pomyśli.

    Tertio, czyli wreszcie na temat: lista lektur (o ile jestem doinformowana) ciąży obecnie w kierunku wychowania patriotycznego rozumianego przez układaczy kanonu jako kult martyrologiczno-bogoojczyźniany.

    Niestety. Dlatego nie wierzę w Boya pod żadną postacią i żadnym pretekstem. Zbyt aktualny, zbyt antyklerykalny, zbyt obnażający mitologię i odbrązawiający cuda, zbyt kłujący w dupska polityków oraz decydentów. Nie wierzę też w konteksty typu prasa narodowa z okresu. A już w teksty pokazujące, że KOP i polskie osadnictwo na Kresach to nie był cud, to nie uwierzą i moje nieposiadane dzieci. Pierwej dzisiejszym nastolatkom musi wywietrzeć z głów pomysł “odbijania” Lwowa, Grodna i Wilna ze łbów, a przy tym zaczadzeniu bogoojczyźnianym pierdololo ciężko.

  36. @kya – dzięki za ten post! Dzięki niemu odświeżyłem sobie Tetmajera. I sporo wspomnień. ;)

    @bebe – zapewniam cię, że nie jest za późno. Tytuły wymienione przez autorkę i komcionautów to w większości nie są rzeczy dla młodych dorosłych, tylko dojrzała literatura, a im później czytana, tym lepiej wchodzi.

    Taki, dajmy na to, Mickiewicz jest po prostu dość pusty w treści, ale za to znakomity w formie. Nie ma szans, żeby docenił tę formę nastolatek.

    W poście brakuje mi jeszcze młodzieżowych powieści – wszystkich tych Bahdajów, Chmielewskie, Niziurskich. Mogłoby być tego więcej zamiast bogoojczyźnianego patryjotyzmu. Przecież to było bardzo zgrabnie napisane, a niektóre chyba wcale się nie zdezaktualizowały (no, przy wczesnym Niziurskim przydałyby się wyjaśnienia nauczyciela skąd wzięli się ci imperialistyczni dywersanci i agenci, którzy chcieli zalać kopalnię albo wykraść schematy).

    Pamiętam jaki miałem żal do Niziurskiego, którego czytałem jeszcze przed pójściem do szkoły, że to tak wcale nie wygląda, nie istnieją takie zgrane paczki i takie niesamowite kombinacje.

    @deli @majorwitek – Blake, Byron i Coleridge w liceum zamiast Cierpień młodego Wertera jak najbardziej! A propos Coleridge’a i obcjoęzycznej muzyki, anegdota z czasów licealnych. Młody anglista podczas przerabiania “The Rime of the Ancient Mariner” wyjął magnetofon i powiedział “a teraz porównamy to z utworem Maidenów”. Ale to był absolutny wyjątek od reguły. A szkoda, bo wybór jest ogromny i bynajmniej nie zawęża się do anglojęzycznych. Są np. znakomite rosyjskie zespoły rockowe, chociażby heavy metalowa Aria czy progrockowy Awtograf. Teksty mają na wysokim poziomie, pisała im je poetka Margarita Puszkina.
    Tak, wiem. Już przestaję.

    Wewogle czytając komcie można odnieść wrażenie, że większość z was miała jakichś supernauczycieli w superszkołach. Obawiam się, że w 89% szkół to tak niestety nie wyglądało i nadal nie wygląda.

    Pół żartem i trochę na przekór postulowałbym wyeliminowanie absolutnie wszystkich ciekawych lektur z programu, tylko po to żeby ich nie zniszczyć dla młodzieży.

    Rany, jak ja jestem sobie wdzięczny, że książki zainteresowały mnie już przed podstawówką i że miałem ładnych parę lat do przodu z niektórymi lekturami. Dzięki temu szkoły nie były w stanie zniszczyć mi Lema (zresztą chyba go w programie obowiązkowym nie było), mitów greckich (wałkowanych w szkole do wyrzygu) czy Tetmajera (lubiłem już jako wczesny nastolat).

    Za to całkowicie i na wiele lat zniszczyły dla mnie Mickiewicza (który, znów, w treści jest smutnym pierdololo, a genialną formę da się docenić dopiero po stuknięciu drugiego-trzeciego krzyżyka), zniszczyły Sienkiewicza (ciężkie miesiące przerabiania Krzyżaków i Potopu zamiast sięgnięcia po Quo Vadis), zniszczyły Staffa.

    Do szkół chodziłem przed reformą, w dużym mieście. Dyskusje? Filozoficzne? Przez bitą godzinę? Bitch, please. Z jednej strony nauczyciele zainteresowani wyłącznie bezmyślnym klepaniem interpretacji, a w późniejszych latach katowaniem trącących myszką kserówek. Za to z drugiej narybek, który po jakiejkolwiek sugestii dyskusji patrzyłby na nauczycieli jak na solaryczny ocean.

    I tak to się jakoś samo nakręcało; Alex ma sporo racji z tymi niepublicznymi szkołami.

  37. Jako zmieniająca szkołę podstawową mam jedną dodatkową polonistkę w historii edukacji i powiem wam, z żadną nie było różowo, a tylko z jedną było nieźle. Zazdroszczę wam waszych nauczycieli ;(

    Polonistka w liceum leciała na “białych ściągach” i próby dyskusji z naszej strony spotykały się z niezrozumieniem kompletnym. Ba, klasa by chętnie o czymś pogadała, pokłóciła się, pointerpretowała, ale byliśmy bez szans. Poza tym pani miała fioła na punkcie “mientkich” epok, więc ocierała się romantyzmem i nurzała w baroku, a za to przez oświecenie czy pozytywizm przelatywaliśmy w pośpiechu. Za to klasa by chętnie wręcz przeciwnie. Mamy na to dowody w postaci napisanej przez kolegę sztuki pseudoromantycznej oraz komiksu do niej. Były skutkiem przedawkowania Dziadów i Kordiana w jednoznacznej i oficjalnej interpretacji.

    Pierwszą okazją do samodzielnej interpretacji wiersza była dla mnie ustna matura. Srsly.

    Polonistka w podstawówce nr 2 tępiła samodzielność i samorzutność, wypracowanie na temat Władcy Pierścieni zostało skomentowane +- “nie rozumiem, o co w tym chodzi” (trzy osoby wybrały WP jako temat, wszystkie piszące porządnie i spójnie). Ogólnie potrafiła zniechęcić do życia i nauki polskiego szczególnie. Aha, była naszą wychowawczynią.

    Polonistka w podstawówce nr 1 była zalatana (bo klasa była kłopotliwa), ale to ona wprowadziła nam “dzienniczek lektur” i tamże opisywało się dowolne książki czytane samodzielnie, nielektury. Uważam, że to był genialny pomysł, bo zostawiał wolność wyboru (ja w 4-5 klasie streściłam m.in. LOTR, Pana Wołodyjowskiego, Wojnę Domową i Gaz 303) oraz zmuszał do napisania minimum 1 stroniczki spójnego tekstu na temat. Czyli do pomyślenia, co się przeczytało. Niestety, ona była za wcześnie w naszym rozwoju czytelniczym na to, żeby omawiać lektury z pogłębieniem, snif. Za to mitologię mieliśmy porządnie przerobioną a historyjkę o tym jak przyniosłam do szkoły słownik mitów greckich to na żywo :>

    Ad rem, czyli lektury: nie wiem jak teraz w podstawówce (nie mam siły ducha sprawdzić, co młodego czeka lada chwila, na razie mamy za sobą “Karolcię”), ale za Naszych Czasów była powieść młodzieżowa w zestawieniach, m.in. Szatan z siódmej klasy. Dorzuciłabym do tego jednego Pana Samochodzika (wybrać coś z minimum przypisów a maksimum aluzji do ustroju, może być ten tom, gdzie Tomasz okazuje się być Ormowcem :>) albo Niziurskiego, i może coś z fantastyki rozrywkowej :P (totalnie Różę Selerbergu).

    Gimbazie należy wrzucić rzeczy może nie idealnie proste ale nie tak wyrafinowane formą jak Staff czy Mickiewicz, bo się dzieci pogubią i zniechęcą (chyba że nauczyciel będzie geniuszem popychania).

    Coelho szczęśliwie uniknęłam (tak, nie czytałam NIC), ale Terakowską, gimnazjalistom? To jakaś pomyłka.

    “Potop” może być świetną bazą do dyskusji o interpretacji filmowej dzieła, w końcu między filmem a książką jest sporo różnic. Ja bym chętnie widziała w programie omówienie uproszczeń i braków. M.in. po to, żeby nauczyć młodocianych, że oglądanie ekranizacji NIE POMOŻE im w przypadku kolejnych lektur :> Bo braki wylezą po 2-3 kontrolnych pytaniach (np. o Anusię Borzobohatą). Jestem również zwolenniczką zestawiania go z Pamiętnikami Paska, niekoniecznie całymi (są wypisy z Paska w podręczniku?)

    Absolutnie poparłabym więcej Krasickiego. Dużo dużo. Małe te fraszeczki, ale każda rąbie treścią przecież. Taki koncentrat prawd życiowych.

    Baczyński bdb, może być dużo, ale będzie wymagało wspierania przez nauczyciela. A to wymaga przyłożenia inteligencji i uczucia, jakoś nie wyobrażam sobie moich pań polonistek omawiających “Białą Magię”. Już z “*** Niebo złote” byłyby problemy.

    Tuwima bym wcześniej. Broniewskiego bym później. W ramach kabaretu/satyry – Zieloną Gęś Gałczyńskiego (może jest w liceum, ale da się zrobić dobór takich, żeby wcześniej pasował). Kochałam Zieloną Gęś od podstawówki.

    O KnS nie wspominam, bo mi od nich ręce opadają :/

  38. Sienkiewicza uwielbiam od zawsze. Na komunie dostalam Trylogie i nauczylam sie jej w zasadzie na pamiec.

    Coelho jest w nielicznej grupie autorow, ktorych ksiazek nie zdolalam dokonczyc. Nawet nie pamietam, co probowalam przeczytac, ale wiem, ze odlozylam w polowie, bo mozg mi usnal.

    Mickiewicza lubie tylko Stepy Akermanskie, do reszty mam stosunek poblazliwie akceptujacy. Za to Slowackiego nie znosze organicznie. (W ogole do poezji odnosze sie podejrzliwie w wyniku procesu edukacyjnego. Nadal mam konwulsje na dzwiek slow “podmiot liryczny”.)

    Broniewskiemu et consortes w duzej czesci zawdzieczam alergie na slowo ‘ojczyzna’. Zabawne, jak wysilki aparatu nauczania, zeby zakrzewic patriotyzm, odniosly efekt dokladnie odwrotny.

    A co do Baranczaka, to “Pegaz zdebial”, li i jedynie.

  39. @Przebrzydły reakcyjny troll – z piosenkami jest problem, serio. Podręcznik, z którego uczę, uwzględnia co kilka rozdziałów piosenkę, na ogół niezłą i dobrze dobraną do danego rozdziału (“Kung-fu Fighting” do tekstu o wschodnich sztukach walki, “Country House” do rozdziału miasto i wieś). A uczniowie nie lubią. Wolą zacząć robić ćwiczenia ze słówek niż po raz kolejny wysłuchać piosenki. Bo nie ich gatunek, bo zupełnie im się nie podoba, bo “głupia”.
    Choć zamierzam zrobić eksperyment i w następnym rozdziale (tematyka – książki, tekst do czytania ze zrozumieniem – fenomen wampira w literaturze popularnej) samowolnie zastąpię piosenkę wybraną przez autorów “Moon over Bourbon Street”. Ciekawe, jakie będą efekty.

  40. Jak masz w domu książki i je czytasz, i bachorom też czytujesz, to będą czytały i żadna uczycielka tego nie zepsuje lekturami. Jak w domu masz ino plazmę, to najlepsze ciało pedagogiczne nie poradzi – bachory też na alfanabetów wychowasz. I nie ma się co pastwić nad polonistkami, bo to jak kopanie szczeniaczka (http://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=z&nazwa=294).

  41. I jeszcze w nawiązaniu do bocznej odnogi tej dyskusji w innych mediach – gdybym teraz nagle musiała wyrecytować coś poetyckiego z pamięci, mam trzy kandydatury – “So we’ll go no more a-roving” Byrona, “Poison Tree” Blake’a i T.S. Eliot. Ten ostatni w dużym wyborze. Kolejna z moich literackich fascynacji z okresu liceum (tak, wiem, to nie świadczy o mnie najlepiej).

  42. “Niech ktoś mi powie, jaki procent dzieciaków przebije się przez formę, żeby dotrzeć do treści u Staffa” – niektórzy się przebiją Kaju, bo są dzieci (takie jak Ty kiedyś), które lubią wiersze. Dzieci są różne. Nie wyrównujmy, bo po co. Sama od zawsze lubiłam poezję – zwłaszcza wiersze tych smutnych i zdołowanych, pozbawionych nadziei poetów. Tak, super, że chcecie czytać też satyrę i analizować kabarety. Dla mnie Coelho to taki kabaret :) Choć “Weronika…” mi się bardzo podobała. Wiecie “postanawia umrzeć”, a to wystarczająco smutne i gotyckie :) Dzieci, nie przebiją się przez formę… a czy muszą się przebijać wszyscy? Niech przynajmniej spróbują. Niektórzy mają problemy z podstawami matematyki, niektórych nie interesują ani nauki przyrodnicze, ani historia. Dla niektórych w ogóle szkoła podstawowa, to wysiłek ponad siły. A co dopiero gimnazjum! W kanonie lektur ważna jest różnorodność. Ważne jest, by wybrane książki zmuszały do poznawania historii i języka (nawet tego, który nie jest już używany). Może niektóre pozycje są wciśnięte za wcześnie (gdy chodziłam do szkoły NIGDY tak nie uważałam), ale przecież do lektur wracamy w późniejszym wieku, rozumiemy je inaczej. I tak, mnie wzruszały “Kamienie na szaniec”, nie dlatego, że ludzie umierali za Polskę w wieku nastu lat, tylko dlatego, że bohaterowie byli mądrzy, piękni i się czymś interesowali. Ważne jest by nauczyciel tłumaczył, jakie jest podłoże historyczne, co teraz znaczy być patriotą, taka książka teraz to jest podstawa do dyskusji. Może jestem sentymentalna przez lektury, które czytałam i czytam. Nie wiem. Smucę się, gdy przechodzę koło pomników żołnierzy poległych na Solcu. Czytam opisy na tabliczkach:”miał 18 lat”, “20 lat”. Myślę, że nie chcieliby się dowiedzieć, ze ich decyzja o walce za kraj była walką o “przegraną sprawę’, podejmowali swoją decyzje z szaloną, młodzieńczą nadzieją. Chyba nie powinniśmy ich z tego odzierać. Tak, wiem, że chodzi o naukę nowego patriotyzmu. A może jestem pod wielkim wpływem czytanej teraz książki “1859 dni Warszawy”. A jak ktoś woli inne historie wojenne, zawsze ma “Dywizjon 303”. I tak, warto sięgać również po smutne historie z I wojny światowej. “Na Zachodzie bez zmian” czytałam w szkole, więc…zawsze na liście coś komuś nie będzie się podobać, zawsze czegoś zabraknie, ale moi drodzy – większość dzieci i tak tych książek nie czyta. Może ważna jest dyskusja o czytelnictwie w ogóle. I zupełnie na koniec. Miałam szczęście do polonistek – przewodniczek. Tego życzę wszystkim dzieciom. Osób, które nauczą kochać książki i czytać ze zrozumieniem. Nauczyciel z pasją to skarb.

  43. @Kala: program nauczania ustawiany jest na większość, nie na jednostki wybitne. Nauczyciel na tym etapie edukacji musi nauczyć, więc trzeba przyjąć że nie będzie wymiataczem z pasją. Każdy wyjątek jedynie potwierdzi regułę, tego absolutnie się nie zmieni.

    Trzeba również brać poziom percepcji, czyli globalnie nikogo nie obchodzą jednostki, które się przebiją przez Staffa. Podobnie nikt gimnazjalistom nie rzuci na matmie kombinatoryki, a na fizyce nie będzie wspominał o bozonie Higgsa. Owszem, pewnie ktoś ogarniający znajdzie się w każdej klasie, a przynajmniej w roczniku, ale jednak większość ogarniać nie będzie.

    Zresztą zajrzyjcie na Operon.pl, gdzie można sobie za darmo pobrać szereg programów nauczania. Jako że historia mi najbliższa, zerknąłem na rozszerzony program nauczania historii w liceum.

    Na każdą klasę są 3 godziny lekcyjne w tygodniu, do przerobienia 72 tematy obowiązkowe. Wychodzi jakieś 90 godzin lekcyjnych, czyli na każdy temat jest de facto godzina lekcyjna (realnie jakieś 35 minut) + powtórzenia, klasówki etc.

    Sugerowany podział całego programu na klasy:
    klasa I – dzieje najdawniejsze, starożytność, średniowiecze, okres wczesnonowożytny (do końca XV wieku i początki XVI wieku);
    klasa II – początki XVI wieku, okres nowożytny do końca XIX wieku;
    klasa III – czasy współczesne (do końca XX wieku).

    W trzeciej klasie pierwsze półrocze to I wojna i dwudziestolecie międzywojenne. Drugie półrocze to czasy od 1945 roku:

    Od II wojny światowej do czasów współczesnych

    1. Wiadomości
    Uczeń zna i rozumie:
    • źródła do dziejów najnowszych: źródła normatywne, akty, źródła ikonograficzne, wspomnienia, relacje, filmy, czasopisma, literaturę piękną;
    • przebieg działań II wojny światowej;
    • problem łamania praw człowieka w XX w.;
    • przemiany polityczne i terytorialne, wynikające z konferencji Wielkiej Trójki;
    • podłoże zimnej wojny;
    • religie i kościoły oraz proces odnowy życia duchowego po II wojnie światowej;
    • sytuację na Dalekim Wschodzie, w Chinach, Japonii, Ameryce Łacińskiej;
    • proces upadku imperiów kolonialnych;
    • podłoże postępu naukowo-technicznego i wpływ środowiska naturalnego na życie codzienne;
    • proces degradacji środowiska naturalnego;
    • rolę edukacji i współczesnego modelu wychowania i życia;
    • etapy budowania systemu państw socjalistycznych;
    • wydarzenia polityczne w Polsce w latach 1945–1990;
    • politykę gospodarczą w Polsce;
    • etapy polskiej drogi do demokracji, przyczyny i przebieg „jesieni narodów”;
    • procesy integracyjne we współczesnym świecie;
    • problemy dekolonizacji na świecie;
    • postęp naukowo-techniczny w XX w.;
    • oblicza kultury współczesnej.

    2. Umiejętności
    Uczeń:
    • klasyfikuje źródła historyczne, dotyczące procesów społeczno-politycznych zachodzących w XX w.;
    • dokonuje ocen komparatywnych;
    • rozwija warsztat historyka-badacza, gromadzi źródła, literaturę popularnonaukową;
    • selekcjonuje informacje z różnych źródeł;
    • pisze recenzję przeczytanej pracy historycznej, referaty, eseje;
    • pracuje z mapą ścienną i atlasem historycznym;
    • ocenia postanowienia konferencji Wielkiej Trójki w zakresie kształtowania ładu powojennego;
    • charakteryzuje stosunki międzynarodowe w czasie zimnej wojny;
    • wyjaśnia genezę upadku systemu komunistycznego w Europie;
    • wskazuje podłoże kryzysów politycznych i gospodarczych w Polsce Ludowej;
    • wykazuje rolę opozycji w obaleniu ustroju komunistycznego w Polsce.

    Teoretycznie pod tym wszystkim kryje się sporo wiedzy, ale powiedzmy sobie szczerze — w 35 minut o dowolnym temacie można wykładać tym, którzy coś ogarniają i jest to forma przypomnienia. W tym czasie nie da się wyłożyć kwestii skomplikowanych w sposób inny, niż przeznaczony do ZZZZ. I teraz przypomnę — to jest rozszerzony program nauczania historii w liceum. Wyposażony w taką wiedzę osobnik idzie studiować historię, politologię, prawo, administrację etc.

    Jak się na to wszystko spojrzy i do tego wszystkiego dorzuci się jeszcze debilne klucze odpowiedzi, to nie dziwi poziom wiedzy gimbazjalistów czy maturzystów. Prawdę mówiąc sam w tym momencie zacząłem się zastanawiać, że my wymagamy zbyt wiele. I nie chodzi mi o to, że wymagamy rzeczy dla nich nieosiągalnych w ogóle. To są rzeczy nieosiągalne dla kogoś, kto od samego początku funkcjonuje w systemie edukacji nastawionym na produkcję cokolwiek ograniczonego debila, który potrafi ogarnąć szereg haseł podstawowych, ale lepiej żeby samodzielnie nie myślał.

    Gdy teraz wrócimy do lektur, wiele rzeczy zaczyna być jasnych. Nie będzie rezygnacji z mitologii bogoojczyźnianej, bo by się dzieciakom kompletnie posypała wiedza historyczna. Nie będzie rzeczy do zbyt swobodnej interpretacji, bo ciężko do nich ułożyć jedynie słuszne klucze odpowiedzi. I tu można pewnie jeszcze długo, ale chyba nie ma to sensu.

  44. Leży przede mną zbiorcze wydanie “Cicer cum caule” i 7 Wittlinów, because fuck reason! :>

  45. czyzby juz wycofali z lektur Lalke? to dobrze bo to doskonala ksiazka, az zal od niej ludzi odstraszac umieszczajac ja na liscie lektur.

  46. @d.
    jeśli dobrze widzę, to nie wycofali, “Lalka” jest w drugiej klasie liceum. nawet nie najgorszy moment — im później, tym lepiej.

Dodaj komentarz