pierniczki

Szwedzkie pierniczki “pepparkakor”

Łaziłam sobie kiedyś po Ikei i nagle woń dobra w nos mnie uderzyła. Miła pani w żółtym tiszercie dała mi karteczkę z przepisem i zapomniałam o tym. Parę lat później przyszła Zuza i tak sobie siadłyśmy na krawędzi przedświątecznego doła, jarałyśmy szlugi i omawiałyśmy bezsens tego wszystkiego oraz że ludzie są do dupy. Żeby zająć czymś ręce, pierdolnęłyśmy kilkaset pierniczków. No, do tego zmierzałam — pieczenie kilkuset pierniczków należy przeprowadzać co najmniej w dwie osoby. Jedna się zarżnie i zanudzi.

Potrzebne będzie:

  • 0,3 litra miodu (pełna szklanka i jeszcze ze dwie łyżki)
  • 0,4 kg cukru
  • 350 g masła lub margaryny (wychodzą równie dobre)
  • 0,3 litra gęstej śmietany (najlepiej 36 proc., ale dwadzieściaparę też obleci)
  • 1,5 łyżki imbiru w proszku
  • 1,5 łyżki cynamonu w proszku
  • 1,5 kg mąki pszennej
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • jak ktoś lubi, to 1,5 łyżki startych goździków, ale bez też jest okay
  • troszeczkę wody z kranu w kubku lub szklance (circa jedna łyżka)
  • mikser
  • piekarnik
  • przezroczysta folia spożywcza
  • pergamin do pieczenia
  • wałek lub poręczna butelka zamiast
  • foremki (znakomicie ułatwiają wycinanie pierniczków)
  • wielka micha do wymieszania ciasta, kiedy jeszcze się ono rozłazi
  • kawał blatu do wyrabiania i wałkowania ciasta
  • lodówka

Ubić sobie śmietanę przez minutę-dwie, żeby się jej zrobiło trochę więcej. Opłukać mikser ze śmietany.

Mikserem wymieszać masło/margarynę, miód, cukier i przyprawy. Dodać śmietanę. Wsypać proszek do pieczenia do odrobiny wody i pośmiać się z piany. Dodać do ciasta i miksować dalej. Dodać ze dwie garście mąki, pomieszać trochę.

Wylać ciasto do michy i miąchać łapami, dodając mąkę. Przyda się druga osoba do dosypywania tej mąki co chwilę po garści. Jak ciasto zacznie być spójne, wywalić je na blat i dalej wyrabiać (w misce już się robi niewygodnie), dodając mąkę powoli do końca. Czasem potrzeba z garść więcej tej mąki. Ciasto ma się dać sklepać w bryłę i już nie rozłazić, chociaż jeszcze nie udało mi się tak, żeby się w ogóle nie lepiło. Sklepaną bryłę zawinąć w folię i zapakować do lodówki na noc albo chociaż na parę godzin. Umyć michę.

Niech się piekarnik rozgrzewa do 175 stopni (z termoobiegiem może być 150 st). Na blachach rozłożyć pergamin. Ukroić sobie kawałek ciasta, rozwałkować na mące na grubość powiedzmy trzech milimetrów, wykroić foremkami, wykładać na pergamin. Okrawki zagnieść z kolejnym kawałkiem ciasta.

Najlepiej jechać na dwie blachy, krócej się stoi. Włożyć blachy do piekarnika  i teraz na wyczucie — pierniczki mają być jasnobrązowe, nie czarne, ale też nie w kolorze surowego ciasta. Mój piekarnik potrzebuje na trzymilimetrowe ciasto jakieś 11 minut (poprzedni potrzebował 15), a potem w ciągu minuty zmienia je w zwęgloną kupkę niejadalnych ozdób choinkowych. Gotowe pierniczki wysypywać do michy, żeby stygły.

Jak ktoś ma zacięcie, może zrobić lukier czy inną polewę i się bawić. Mnie się nie chce, ale jak mi się zachce, to będę po prostu maczać w tym piernik do połowy, tylko jeszcze nie mam pomysłu, jak to suszyć, żeby ładnie zastygło na ciastku.

Wychodzi 500-700 pierniczków i lekki ból pleców. Pierniczki są obłędne, pięknie pachną i łamią zęby.

Dodaj komentarz