hard rock hallelujah

Moja zajebistość jest przerażająco wielka. Gdyż ludzie mnie kochają. Każdy posiadacz rozdętego ego może coś takiego powiedzieć, ale ja mam dowód rzeczowy.

Nadchodzi taki moment w życiu człowieka, kiedy dochodzi do wniosku, że jest za stary, żeby robić wrażenie jako genialna młodzież, że wory pod oczami sugerują sklepom nocnym brak potrzeby sprawdzania dowodu osobistego, że ciało zajmuje coraz więcej miejsca w ukochanych portkach, że już nie ma szans na robienie kariery w hard rockowym bandzie (zwłaszcza że od dziesięciu lat nie jechał na wieśle, a głos zeżarły fajki i wóda). Że jeszcze pięć minut takiego pedalskiego rozczulania się nad sobą, a perspektywy na życie zawężą się do dbania o regularność obiadków, wygodny materac i zapas koszul w kratkę. Że boskie żony i kochanki, najlepsza na świecie Druga Połówka, atrakcje związane z rodziną z piekła rodem, banda kumpli od serca, zajebisty szef i zgrana ekipa kołorkerów, bycie gwiazdą w pracy i ośrodkiem towarzyskim na uczelni, wszystkie kończyny na swoim miejscu, wzrok w normie, mocny łeb, nerwy w najlepszym zdrowiu, mądrość wujka staszka mistrza ciętej riposty, seks w oczach i skromność w sercu — że to wszystko nie rozwieje kiełkującego zgorzknienia starzejącego się człowieka.

I wtedy może nadejść ten drugi moment, kiedy największy twardziel znajdzie oczy w mokrym miejscu (o ile jego zajebistość jest przerażająco wielka, a ludzie go kochają). Mianowicie kiedy cała wymieniona wyżej łobuzeria wlała już we mnie małe wiaderko tequilli, obtańcowała, obrzuciła pomysłowymi prezentami, obściskała setką łap i obsmarowała pięcioma kolorami szminki, wręczyli mi dowód rzeczowy na to, że jestem największym szczęściarzem w lokalnym kosmosie i jak jeszcze raz najdzie mnie na głupie podsumowania dziesięciolatki, to zajebistość się skurczy, bo wyjdę na ostatniego palanta.

epiphoneg400

Śliczna jest, prawda? Najpiękniejsza na świecie. I pięknie pachnie.

Ten wpis miał być prawie miesiąc temu, ale spuchły mi palce i nie dało się nimi pisać.

Dodaj komentarz