programowanie internetowe dla opornych

Trudno nie być opornym na programowaniu internetowym (semestr 3). Materiały przybliżyły nam wiedzę naszych znakomitych przodków z czasów drugiej wojny punickiej, oswoiliśmy się z nowoczesną przeglądarką Netscape Navigator, a font fejsy nam z ręki jadły. Malkontenci dawali upust swoim frustracjom na forum “Błędy w kursie” (“Te materiały to jakieś tragiczne nieporozumienie”, “Przykład kodu na stronie xxx nie jest zgodny z żadną specyfikacją od HTML 2.0 począwszy, na XHTML 1.0 Strict skończywszy” itp.), a pozostali z uśmiechem na ustach pisali wszędzie, gdzie się dało, listy pochwalne wynoszące ten kurs na orbitę. Albo w kosmos. Albo w jakiekolwiek inne należne mu miejsce, najlepiej pełne jego rówieśników.

Z tego, co pamiętam (a większość jednak mój samozachowawczy umysł wyparł), przed egzaminem u dr. P.M. trzeba było napisać z palca prościutką frejmową stronę, a na egzaminie na podstawie kawałka kodu narysować schemat frejmów (a jakże), podać wynik działania kawałka prostego dżawaskriptu, kumać pre- i postinkrementację, orientować się w htmlu (meta, input, label) oraz nadludzkim wysiłkiem woli nie eksplodować.

Dodaj komentarz